To było z jego strony całkiem miłe, chciał dać nam bezpieczny, ciepły kąt. Tylko czy taki kąt naprawdę istnieje?
Czy wampir może być z człowiekiem na wieczność? Oczywiście, że nie. On umrze prędzej czy później. A ja? Co stanie się ze mną wtedy?
Czy będę musiał sam utrzymać cały ten dom? Wszystko, co mieliśmy, miało należeć do niego. Cały mój majątek, gdy odejdzie, przepadnie razem z nim. Zostanę z niczym.
Moja percepcja się zmieniła: miejsce, które miało być dla mnie schronieniem, stało się zagrożeniem. Takim, z którym mogę nie wygrać.
W tamtym momencie każdy mógł mnie skrzywdzić. Nie miałem ani siły, ani chęci, by po jego śmierci poznawać kogokolwiek nowego. A jednak po raz pierwszy czułem, że ktoś traktuje mnie jak zwykłą istotę, nie jak potwora, nie jak zagrożenie, nie jak coś, co istnieje tylko po to, by zabijać.
A przecież w rzeczywistości nigdy nim nie byłem.
Tak, jestem wampirem. I tak, ludzie mają powody, by się mnie bać. Ale nigdy nie skrzywdziłbym nikogo bez powodu. Nie jestem taki. Piję krew tylko dlatego, że muszę, nie dlatego, że sprawia mi to przyjemność czy spełnia moje najskrytsze pragnienia.
Gdyby nie to, kim jestem, pewnie nigdy nie skrzywdziłbym żadnego człowieka. Zabijałem tylko dlatego, że chciałem się zemścić. Zemścić za rodzinę, którą mi odebrano. Za życie, które mi zniszczono. I nic więcej.
Gdyby nie tamta strata, nigdy bym się nie zemścił.
Nigdy nikogo bym nie skrzywdził..
- To bardzo miłe z twojej strony, miłe i bardzo kochane - Powiedziałem cicho. - Naprawdę podoba mi się ten pomysł: dom, ogród pełen róż… i ty u mojego boku. Ale obawiam się, że nic z tego nie wyjdzie. - Uniósł wzrok, a ja kontynuowałem, zanim zdążył zaprotestować. - Nawet jeśli kiedyś ten dom i ten ogród stałyby się rzeczywistością… co dalej? Jesteś człowiekiem. Prędzej czy później umrzesz, czy to ze starości, czy z cudzej ręki. Życie jest nieprzewidywalne, a wy, ludzie… jesteście strasznie kruchymi istotami. - Westchnąłem ciężko. - A gdy ty odejdziesz? Co wtedy ze mną? Sam sobie nie poradzę. Nie mogę oddalać się od mojego domu za dnia. Nie będę w stanie nic zrobić, a nocą wszystko i tak stanie się próbą, której mogę nie przetrwać. I pozostaje pytanie… czy jako człowiek naprawdę chciałbyś poświęcić się takiemu życiu? - Zamilkłem. Delikatnie pogładziłem go po policzku, zbliżając się do jego ust i składając na nich lekki, niemal nieśmiały pocałunek. - Kocham cię, na swój dziwny sposób i chociaż wiem, że nigdy kochać nie powinienem, masz dwa dni nie chcę zmieniać tego co do ciebie czuję - Wyszeptałem. - Ale boję się, że niektóre plany nigdy nie dojdą do skutku. Wampir i człowiek… nigdy nie powinni być razem tak naprawdę. I doskonale o tym wiesz. - Nachyliłem się bliżej, dodając już niemal bezgłośnie to, co od dawna nosiłem w sercu słowa, które bolały bardziej niż cisza.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz