Dona i Lidia tutaj były? Dobrze, że tutaj nie wchodziły. Nie dość, że panował tu bałagan, to jeszcze ja tak trochę nie byłem wyjściowy. Co jak co, ale nie mogłem im otworzyć z gołym tyłkiem. Wystarczy, że Lidia już widziała mnie przez koszulki, i to wystarczy. Nie wiem, czy Serathion o tym wie, i czy byłby zadowolony. Pewnie nie. Nie podoba mu się, kiedy z nią rozmawiam, a co dopiero gdyby się dowiedział o takiej sytuacji.
- Jak zrobię pranie, to do nich zejdę. Rozwieszę je tam na dole, mają do tego specjalnie pomieszczenie, i od razu poproszę o nowy komplet. Wtedy z nimi pogadam – odparłem, bawiąc się jego kosmykami. Ależ one są mięciutkie, i podatne, i wspaniałe. Może troszkę przesadzam, i za bardzo się zachwycam, ale jego osoba była naprawdę niesamowita. - Może powinienem cię narysować?
- Narysować? Potrafisz rysować? - spytał rozbawiony, a na jego ustach zaczął błąkać się uśmiech. Ciepły uśmiech. Piękny uśmiech. Oby widok tego spokojnego poranka został ze mną jak najdłużej.
- Czy potrafię, to ocenisz, ale coś tam czasem bazgrałem. Trzeba było sobie czasem jakoś ten czas zająć – odpowiedziałem, uśmiechając się lekko. - Powinniśmy się zbierać.
- Zgadzam się, powinieneś się ruszyć – potwierdził, na co uniosłem jedną brew.
- Powinniśmy. Sam tego wszystkiego nie będę prał. To brud zarówno twój, jak i mój, to po pierwsze. A po drugie, rana może mi się na nowo otworzyć, tak? Nie chcesz chyba znów się nią zajmować. Poza tym... miałeś się posilić, pamiętasz? - przypomniałem mu, nie mogąc teraz mu odpuścić. Za długo nie jadł porządnego posiłku. A ja już czułem się dobrze, porządnie wypocząłem i teraz wszystko, co mi doskwiera, to lekki ból. Podejrzewałem, że dzień, dwa, i już będzie zasklepiona, a po tym to już chwila do całkowitego zabliźnienia.
- Nie chcę cię tak przed ciężką pracą osłabiać – powiedział cicho, znów się nie zgadzając. Tylko, dlaczego? Przecież potrzebował tego. On o tym wiedział, ja to wiedziałem, a dalej się wzbrania.
- Mam się zaciąć? - spytałem, unosząc jedną brew. Byłem gotów to oczywiście uczynić, byleby tylko coś zjadł, czy może raczej się napił.
- Okropny jesteś – burknął, ale zaraz usiadł na moich biodrach. Zrobił to sprawnie, zwinnie, w jednej chwili. - Tylko żebyś później nie narzekał, że się czujesz.
- Będzie wszystko ze mną w porządku – odpowiedziałem, posyłając mu zachęcający uśmiech.
Serathion jeszcze przez chwilę się wzbraniał, ale zbliżył się do mojej szyi. Najpierw złożył na niej delikatny pocałunek, a zaraz potem wbił swoje kły, i drobny ból szybko stał się przyjemnością. Westchnąłem cicho, i zaraz położyłem dłonie na jego biodrach. Oby po tym poczuł się lepiej. Dobrze, że już wracam do zdrowia, i mogę go częściej karmić, to moje nowe postanowienie.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz