niedziela, 28 grudnia 2025

Od Soreya CD Mikleo

 No tak, te święta... nie przepadałem za nimi z oczywistych względów. Domyślałem się jednak, że nie uda mi się ich uniknąć w tym roku, chociażby ze względu na moich najbliższych. Chociaż i tak uważam, że lepiej dla nich byłoby, gdyby na te święta gdzieś wyjechali. Mógłbym nawet wziąć Mikleo w ramiona i go zabrać do Lailah i całej reszty. W królewskim pałacu ich święta byłyby znacznie lepsze, niż ze mną, nawet jeśli Miki uważa inaczej. 
- Nie wydaje mi się, aby świąteczne ozdoby były wymogiem do miłego spędzenia świąt. A jeżeli są, to jeszcze mamy w domu na pewno coś – odpowiedziałem cicho, spokojnie, starając się nie pokazywać mojej niechęci. Te wszystkie pobożne święta... one w ogóle jeszcze mają sens? Wszystko, o co w nich chodzi, to o kupowanie jak największej ilości właśnie takich bibelotów. I jak to ma pomóc w świętowaniu bożego narodzenia? 
- No mamy, mamy, ale jakieś takie małe odświeżenie by się przydało. I choinka... mógłbyś ściąć dla nas choinkę? - poprosił, uśmiechając się delikatnie, ładnie, tak, jak lubię. Ależ on jest okropny. Robi to specjalnie, bym się zgodził. I oczywiście, że się zgodzę, bo dla niego wszystko. 
- A nie chciałbyś spędzić świąt ze swoim chrześniakiem? Jestem pewien, że z chęcią by was przyjął. Tam atmosfera byłaby znacznie lepsza niż u nas – zaproponowałem nieco lepszą opcję. Nie byłbym sobą, gdybym tego nie uczynił. 
- Ależ oczywiście, że nie. Nie będziesz chciał tam z nami być, prawda? - spytał, na co pokręciłem głową. - Więc święta tutaj. Pierwsze w takim gronie – odpowiedział, delikatnie podekscytowany. Pierwsze święta...? No tak, pierwsze. Rok temu jeszcze trwał terror Abaddona. 
- Wybierzcie kilka niezbędnych ozdób – rzuciłem w końcu, i dwa razy nie musiałem się powtarzać. I Miki, i dzieciaki, od razu ruszyli na stoisko, żwawo rozmawiając o tym, czego potrzebują, i które są najlepsze. Westchnąłem cicho, czekając cierpliwie, aż wybiorą to, co chcą. Niech nie liczą jednak na to, że później im będę pomagał ten dom dekorować. Wystarczy, że tę choinkę całą będę musiał skombinować.
Mimo, że poprosiłem o wybór kilku ozdób, tych ozdób było znacznie więcej, cała torba, za którą musiałem zapłacić i nieść do domu. Mimo, że trochę to wszystko mi przeszkadzało, nie podobały mi się święta, trzymałem te emocje dla siebie. To oni chcieli tych świąt. A ja nie chciałem im tego zepsuć. Już co prawda nie do końca pamiętałem, jakie to było uczucie, obchodzić te święta. To było tak dawno... zresztą, teraz mam inne priorytety w swoim życiu. Ale dla nich mogę się przymknąć, uśmiechać się i miło z nimi spędzać czas. Co prawda, będę unikał takich rzeczy jak dzielenie się opłatkiem, śpiewanie kolęd, no ale przy porządkach pomogę, przy gotowaniu także, i też na wydatki nie będę bardzo narzekał. I ogólnie narzekać nie będę. Nie w tym okresie. A jak będzie bardzo źle, po prostu zniknę w szopie, czy w pokoju, zabierając się za szkice naszych nowych mebli. Tak, jakoś sobie radę dam, i im tego nie zepsuję. 

<Owieczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz