środa, 31 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Jego słowa mnie mocno zaskoczyły, i nie do końca byłem pewien, co mam mu odpowiedzieć. Jaka kokarda? Gdzie ta kokarda miałaby być? I jeszcze obroża? Owszem, gdybym miał go na smyczy, znacznie prościej byłoby mi go nakierować, ale... sam nie wiem, takich rzeczy nie powinno się poruszać w bardziej spokojnych, prywatnych miejscach? Nie obawia się, że ktoś to usłyszy? Ja wiem, że o tej porze, w taką temperaturę niewielu ludzi chce wychodzić, ale ktoś tu się może kręcić, trochę śladów tutaj widziałem... chociaż, nie, on by się tym w ogóle nie przejmował. I to było trochę przerażające, ale chyba nie mam wyboru, jak tylko po prostu nie to zaakceptować, i nie zawsze mu ulegać, jak chociażby teraz. Chyba to głowa boli, że ja bym go tu wziął. Może, gdyby było tu ciepło, i miło... może bym się skusił. Teraz jednak było na to za zimno. 
– Kokardka? – powtórzyłem głupio, trochę go nie rozumiejąc. 
– Kokardka. Zapakowałbym się, jak na prezent – wyjaśnił, ale ja dalej tego nie widziałem. Chyba miałem za mało wyobraźni, albo wiedzy na pewne tematy. – Rozumiem... czuję, że kokardka ci się spodoba – zdecydował sam, tuląc się do mnie aż są bardzo, specjalnie ocierając o miejsca, o które nie powinien. Jak ja się do niego dobiorę, kiedy tylko wrócimy do pokoju, przez tydzień nie będzie mógł usiedzieć na tyłku, już tego dopilnuję. Nie będzie ani krzty litości czy zmysłowości z mojej strony. Będę go brał jak chcę i jak długo chcę. A on będzie mnie musiał znieść. 
Nie mogłem teraz dać mu się zdominować. To sprawiłoby mu za dużo satysfakcji, q na to ni mogłem mu pozwolić. Już i tak czuł się zbyt pewnie. Muszę znaleźć coś, co sprawi, że będzie zawstydzony, jak ja przy nim. A jak nie zna pojęcie słowa wstyd, to ja go niedługo tego nauczę. 
– Nie zapomnij o obroży. Chciałbym cię ładnie poprowadzić, jak posłusznego pieska – odpowiedziałem nieco pewniej, chwytając jego podbródek. Jak tego z kokardką nie rozumiałem, tak tej obroży nie mogłem mu odpuścić. – Podoba mi się ten pomysł, z naszymi własnymi świętami. Miło je będzie spędzić w końcu z kimś mi bliskim – dodałem łagodniej wiedząc, że właśnie takie słowa wywołają na nim największe wrażenie. Każdy zawsze traktował go jak obiekt pożądania. Dla mnie jest kimś więcej mimo, że zaczynaliśmy właśnie od seksu. 
– Oczywiście. Obecność mojej skromnej osoby odmieni każde święta – odpowiedział wyniośle, ale ja oczywiście wyczułem, że specjalnie przesadza i się ze mną drażni. 
– Zgadzam się. Twoja bliskość wszystko potrafi naprawić – przyznałem mu rację, gładząc jego policzek. – Wracamy do pokoju? Trochę już chłodno się robi – zaproponowałem, powołując się na temperaturę, chociaż w rzeczywistości chciałem go po prostu zwabić do pokoju, ukarać za to, co tutaj ze mną wyprawiał. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz