sobota, 31 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Gdybym nie wiedział, że się teraz ze mną droczy możliwe, że trochę bym się na niego obraził. W końcu, daję mu wszystko, co mam; zapewniam bezpieczeństwo, posiłek, bronię jego honoru, skóry i jeszcze dbam o stworzenie, którym to on się powinien zajmować. I co więcej mógłbym mu jeszcze dać? Nie mam już nic więcej do zaoferowania, nawet jeśli chociażbym chciał. 
- Proszę mi wybaczyć, że jeszcze nie zakupiłem ci małego pałacyku nad urokliwym jeziorkiem. Aktualnie budżet, jakim dysponuję, wystarcza jedynie na butelkę wina raz na kilka dni – odpowiedziałem, zachowując pełną powagę, a  w tym byłem całkiem niezły. 
- No właśnie, pałacyku mi brakuje. I sztućców, ze szczerego złota – podkreślił, jakiś taki bardzo wesoły. 
- A mogą być ze szczerego srebra? Srebro bardziej pasuje do twojej bladej, jasnej cery – te słowa spotkały się z jego chłodnym spojrzeniem. Oj, ten żarcik się mu nie spodobał, ale mnie on nawet rozbawił. Ja to jednak mam czasem dobre żarciki. - Srebro w mojej biżuterii ci za specjalnie nie przeszkadza. 
- A więc to stąd pieczenie, jak mnie chwytasz... nawet nie chce ci się fatygować, by pierścionki zdjąć? Za mało się starasz, powinienem podnieść swoje oczekiwania – zadarł uroczo nosek do góry, jakby chciał podkreślić swoje słowa. Oj, jakże się tym strasznie przejąłem. 
- Podnieść to możesz swoje biodra, by nabić się na mojego kutasa – wymruczałem mu do ucha, by zaraz podgryźć delikatnie jego płatek. Na te słowa Serathion nie wytrzymał, i zaśmiał się cicho. To był szczery śmiech, i bardzo ładny. Nie każdy ma tak ładny śmiech, dlatego trzeba to docenić. A ja doceniam w nim każdą drobnostkę, chociaż wcale nie powinienem. Powinien być moim wrogiem. Nie wiem, kto tam na górze mi życie układał, ale zdecydowanie miał poczucie humoru, stawiając przede mną kogoś takiego, i łącząc mnie z nim. 
- Przemyślę to. Po spacerze – odpowiedział, wtulając się w moje ciało jeszcze bardziej, jakby szukał ciepła, co było bardzo dziwne jak na niego. Po co mu w końcu ciepło? Chyba, że bardziej mu chodziło o bliskość. Nie chciałem mu tego odejmować. Zamiast tego przytuliłem go bardziej, czekając cierpliwie na zmierzch, który już zaraz nadejdzie. 
- Tak na rozgrzanie? Nie najgorszy pomysł – przyznałem, drażniąc wewnętrzną część jego uda. Przesuwałem dłonią miarowo w górę i w dół, nie spuszczając wzroku z jego pięknej twarzy. Należało w końcu korzystać z tej chwili spokoju, póki była. Spokój potrafi być naprawdę ulotny. 
- Oczywiście, mam w końcu same najlepsze pomysły – wyszeptał, na chwilę odsuwając się ode mnie. - Chyba powinienem się już zacząć szykować. 
- Szykować? A po co? - delikatnie zmarszczyłem brwi. - Wystarczy, że założysz spodnie, pierścionek, i już jesteś gotowy – dodałem. Co on chce tam jeszcze bardziej szykować? Szykować to on by się mógł dla mnie do łóżka, nie dla tych wszystkich ludzi, jakich spotkamy, kiedy wyjdziemy na zewnątrz. Moja uwaga wobec jego osoby to mu za mało, czy o co mu chodzi z tym szykowaniem?

<Różyczko? C:>

Od Serathiona CD Eliana

Oczywiście, że chciałem wyjść. A dodatkowo jeszcze chciałem się z nim podroczyć, to całkiem fajna zabawa, zwłaszcza gdy on też w nią gra. On rozumie mnie, ja rozumiem jego i jakoś tak… życie staje się przyjemniejsze, bardziej kolorowe, bardziej zabawne. Po prostu inne, dokładnie takie, jakie lubię najbardziej.
- Oczywiście, że chcę - Odpowiedziałem bez wahania. - Podoba mi się to miasto i podoba mi się wychodzenie poza gospodę. Chociaż nie wiem, czy tobie się spodoba przy tym chłodzie. Na zewnątrz jest naprawdę nieprzyjemnie - Dodałem, nawet nie próbując udawać, że jest inaczej.
- Tym się nie przejmuj - Stwierdził spokojnie. - Jestem dorosłym mężczyzną i jeśli mówię, że chcę z tobą iść, to biorę pełną odpowiedzialność za to, że może być mi zimno. - Pochylił się i pocałował mnie w policzek, jakby chciał przypieczętować swoje słowa.
- To co, wina? - Zapytał po chwili.
Podał mi lampkę, żebym potrzymał ją w dłoniach, zanim otworzy butelkę i naleje do niej wino.
- Ależ poproszę - Przyznałem chętnie, czując, że mam ochotę na drobną rozkosz w ustach. Co jak co, wino nie mogło mnie upić ani mi zaszkodzić, a skoro mój partner sam mi je przynosił… kim bym był, gdybym nie przyjął prezentu?
To było wręcz niesamowite wampir, który nigdy nie pił alkoholu, teraz chętnie kosztował jego smaku. Co prawda nie było mi to potrzebne i nie musiałem tego robić, jednak skoro mi to przynosił i sam proponował… dopóki mogłem, zamierzałem z tego korzystać.
- Ależ proszę bardzo - Powiedział z lekkim uśmiechem. - Pij, ile chcesz. Cała butelka jest tylko i wyłącznie dla ciebie. - Zakręcił kurek, by reszta wina nie wylała się ani kropli.
- Oczywiście - Odparłem rozbawiony. - W końcu, jakby nie było, muszę być… łatwiejszy. - Miałem nadzieję, że doskonale wie, o co mi chodzi.
Elian zaśmiał się cicho, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Ty już jesteś łatwiejszy - Stwierdził rozbawiony. - Nagi, ciągle chętny i tylko mój. Więc chyba tym mnie już nie zaskoczysz. - Pochylił się i pocałował mnie w policzek, a ja w końcu uniosłem lampkę do ust. Zacząłem kosztować wino powoli, pozwalając, by jego smak drażnił moje gardło, lekko cierpki, prowokujący, jednocześnie zniechęcający i zachęcający do kolejnego łyku.
- Ohoho, wypraszam sobie - Zaprotestowałem, udając oburzenie. - Wcale nie jestem taki łatwy. Musisz mi coś dać w zamian, żebym dał ci dokładnie to, czego chcesz. - Spojrzałem na niego spod przymkniętych powiek, wiedząc doskonale, że ta gra jest tylko pozorem. W rzeczywistości wcale się nie obraziłem, wręcz przeciwnie. Gdyby tylko chciał, oddałbym mu się nawet teraz, bez wahania.
Bo właśnie to lubiłem najbardziej.
- Dać coś w zamian? - Powtórzył, unosząc brew. - Daję ci wszystko, czego tylko chcesz. Daję ci siebie, cieleśnie. Daję ci wino na każde zawołanie… i daję ci nawet krew - Dodał, uśmiechając się do mnie zadziornie, jakby doskonale wiedział, jaką reakcję to we mnie wywoła.
- A widzisz - Mruknąłem z satysfakcją. - A mógłbyś dawać jeszcze więcej. Mógłbyś się bardziej postarać. - Wyznałem to oczywiście całkiem teatralnie, z przesadą w głosie i błyskiem rozbawienia w oczach. Bawiłem się w tą grę najlepiej, jak tylko potrafiłem, przeciągając słowa, smakując je niemal tak samo jak wino, wiedząc, że doskonale rozumie, iż nie chodzi o prawdziwe żądania… tylko o przyjemność z samego przeciągania tej chwili.

<Elianie? C:> 

Od Eliana CD Serathiona

 Na moje szczęście, kiedy tylko zszedłem na dół, Dony nigdzie nie było. Była za to Lidia, i całe szczęście, ona nie poruszała za bardzo tematu Serathiona. Też za nim nie przepadała, to było bardziej niż oczywiste, ale przynajmniej o nim nic nie mówiła, co mi odpowiadało. Nie lubiłem słuchać złych rzeczy na temat mojego partnera. Nie znają go, ale oczywiście wypowiedzieć się muszą. A Lidia, w przeciwieństwie do swojej matki, skupiała się na wszystkim innym, tylko właśnie nie na rozmowie o nim. Nieco z nią pogadałem, by usłyszeć najnowsze plotki, ale nie wyglądało na to, by ktokolwiek nas szukał. Dalej byliśmy tu bezpieczni. Dziwne uczucie... ale wychodzi na to, że zgubiliśmy pościg na dobre. Skoro przez tak długi okres nikt nie natrafił na nasz trop, to z dnia na dzień jest on coraz słabszy, i trudniej nas znaleźć. Tylko jeszcze te nocne wypady Serathiona... mam nadzieję, że nikt go przez nie nie namierzy. 
- Wino? Od kiedy pijesz? - spytała zaskoczona, kiedy poprosiłem ją o jedzenie dla kociaka, a także wino dla mojej przepięknej Różyczki. 
- Ja? Nie piję. To dla Serathiona – powiedziałem spokojnie i zauważyłem, jak delikatnie się krzywi na samo spojrzenie jego imienia. Kobiety są naprawdę dziwne. 
- Cała butelka, tylko dla niego? To... nie za dużo? - spytała, mimo wszystko podając mi wino, a także talerzyk z jedzonkiem dla tego małego czorta. 
- Czemu za dużo? Będzie miał na kilka kolejnych dni. Nie wypije tego wszystkiego przecież sam – powiedziałem, płacąc za te dodatki. - Dziękuję ci bardzo. Miłej zmiany. 
Wróciłem do pokoju z nadzieją, że zapach dziewczyny za bardzo się na mnie nie osiadł. Trochę się wokół mnie kręciła, a Serathion, na jej punkcie, naprawdę jest przewrażliwiony, i nie tylko na jej. Większość kobiet i dziewczyn, które pracują w tej gospodzie, powodują u niego białą gorączkę, bo jest przekonany, że każda na mnie leci. Przynajmniej dzięki temu wie, jak się czuję, kiedy on gdzieś wychodzi. Kiedy wszystko, co mi zostało, to domysły. 
- Jestem – odpowiedziałem, wchodząc do pokoju. Moja piękna Różyczka czekała na mnie leżąc leniwie na łóżku, bawiąc się z Futerkiem. A przynajmniej robił to, dopóki ta czarna kupka futra nie znalazła się przy mnie, głośno się drąc. Panie... gdybym kiedykolwiek miał kaca, chyba bym udusił tego kota. M a szczęście, że nigdy się to nie wydarzy. - Masz szczęście, że o tobie pamiętam. Jak na moje powinieneś dostać później, ale znaj moje dobre serce.
- Wspaniałomyślnyś – Różyczka uśmiechnęła się do mnie, patrząc jak się zajmuję kociakiem. - Mój wojownik najedzony? 
- Najedzony i wręcz przeżarty – odpowiedziałem rozbawiony, idąc do niego. - Jakiego mój organizm dostanie szoku, gdy po takich wygodach przejdziemy do żmudnej podróży. I takich dobroci już mieć nie będę – dodałem, przyciągając go do siebie i sadzając na swoich kolanach. Objąłem go jedną ręką, a drugą zacząłem gładzić jego udo. Jeszcze godzina do zachodu słońca. Przerażające, jak dzień szybko ucieka w zimę. Ledwo wstałem, coś porobiłem i słońce zaraz zachodzi. - Potowarzyszę podczas spaceru. Ludzie muszę w końcu zobaczyć, kto jest autorem tych wszystkich malinek – dodałem, całując jego kark. 
- Tak? A kto powiedział, że ja chcę wychodzić dzisiaj na spacer? - spytał, odwracając głowę w moją stronę. 
- A nie chcesz? - odparłem, coś tak czując, że trochę się ze mną droczy i pewnie i tak finalnie skończymy na dworze, chociaż na chwilę. 

<Różyczko? C:>

piątek, 30 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Musiałem przyznać, że patrzenie na niego, gdy prężył mięśnie podczas ćwiczeń, sprawiało mi niekłamaną przyjemność. Było w tym coś kojącego, mieć u swego boku mężczyznę tak wyraźnie silnego, tym bardziej że ja sam nigdy taki nie będę. Nieważne, jak wiele bym ćwiczył, mój wygląd pozostanie niezmienny. Jako wampir jestem szczupły i drobny, niemal eteryczny… lecz to tylko pozory. W rzeczywistości, jeśli tylko zechcę, mogę zabić i to bez większego wysiłku.
Siła nie zawsze musi być widoczna.
- Muszę przyznać, że to całkiem fajne doświadczenie - Odezwałem się w końcu, unosząc się do siadu. - Miło się na ciebie takiego patrzy. Może gdyby ćwiczenia potrafiły zmienić także moje ciało, skusiłbym się, żeby robić je razem z tobą. - Wciąż byłem nagi. Czy mi to przeszkadzało? Raczej nie. Jemu zresztą też, wcale nie wyglądał na zakłopotanego. Wręcz przeciwnie. Wiedziałem, że podoba mu się to, co widzi i nawet nie próbował tego ukrywać. Jego spojrzenie mówiło więcej niż jakiekolwiek słowa.
Cóż mogłem na to poradzić? Jestem piękny dokładnie taki, jaki jestem. Każdy mógłby mnie pragnąć, ale tylko jeden naprawdę mnie ma. I tylko on jeden ma prawo mnie skosztować, kiedy tylko zechce.
Elian wsunął się pod kołdrę i natychmiast przytulił do mojego ciała, jakby nie istniała między nami żadna przestrzeń, którą należałoby uszanować. Jego dłoń bez wahania spoczęła na moich pośladkach, bo jak mogłoby być inaczej? Lubił mnie dotykać. Lubił pokazywać w ten sposób, że należę tylko do niego.
- Lubisz mnie dotykać, co? - Zapytałem rozbawiony, czując jak opuszki jego palców leniwie drażnią moją skórę.
Uniósł lekko głowę, a w jego spojrzeniu było coś dumnego, niemal zaborczego.
- Lubię? Nie - Odparł. - Ja kocham cię dotykać. I uwielbiam pokazywać wszystkim, że należysz wyłącznie do mnie. Chcę, żeby każdy o tym wiedział. A jeśli będzie trzeba… - Uśmiechnął się znacząco - Zostawię na twoim ciele więcej śladów, żeby nikt nie miał wątpliwości i nie ważył się zbliżyć. - Parsknąłem cicho, przesuwając się bliżej.
- Obawiam się, że nikt za bardzo się tym nie przejmie - Wymruczałem, muskając delikatnie jego usta pocałunkiem. - Mężczyźni tutaj są strasznie niewyżyci. Spragnieni bliskości… Chyba po prostu nie trafili jeszcze na kogoś, kto potrafiłby ich naprawdę zaspokoić. - Wyznałem, kładąc dłoń na jego policzku delikatnie go po nim głaszcząc.
- I nie trafią - Stwierdził stanowczo. - Bo ty jesteś tylko i wyłącznie mój. Tylko ja mogę cię mieć, tylko ja mogę cię dotykać, pragnąć… i tylko mnie wolno ci zaspokajać na wszystkie możliwe sposoby. - Przyciągnął mnie jeszcze bliżej, o ile w ogóle było to możliwe, jakby chciał zatrzeć ostatnie granice między nami.
- Ależ zaborczy… - Mruknąłem z wyraźnym zadowoleniem, przygryzając wargę i spuszczając wzrok. - Podoba mi się. - Po chwili uniosłem dłoń i pogładziłem go delikatnie po policzku, zatrzymując spojrzenie na jego twarzy. - Teraz jednak powinieneś skupić się na posiłku - Wyszeptałem cicho. - Ewidentnie jesteś głodny. - Dodałem, słyszący ciche burczenie wydostające się z jego brzucha.
- Tak, pójdę coś zjeść. To zdecydowanie dobry pomysł - Stwierdził, leniwie przeciągając się, jakby wcale się nie spieszył. - A ty? Na co masz ochotę? - Zapytał, a to pytanie zaskoczyło mnie bardziej, niż chciałem dać po sobie poznać.
- A cóż ja mógłbym takiego chcieć? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie, unosząc lekko brew.
Przyjrzał mi się przez chwilę, po czym uśmiechnął się pod nosem.
- Nie wiem… może wino? Masz na nie ochotę? - Ta propozycja przypadła mi do gustu. Wino już wcześniej zdążyło mi zasmakować, a teraz perspektywa kolejnego kieliszka wydawała się wręcz kusząca.
- Cóż myślę, że mogę napić się wina. - Wymruczałem zadowolony, podnosząc się do siadu, odkrywając swoje nagie ciało.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Nie obchodziło mnie, co myśleli inni mężczyźni. Dla mnie liczyło się to, że te malinki były moje, a to wyraźny znak dla innych, że mają się od niego odwalić, bo już kogoś ma. Kogoś, kto nie lubi się dzielić. Wyjątkiem jest ten mały czarny czort. Nie podoba mi się za bardzo fakt, że muszę mu oddawać moją Różyczkę, i zgadzam się na to tylko dlatego, że Serathionowi się to podoba, i czerpie psychiczny spokój i przyjemność z tego, że przy nim jest. W przeciwnym razie... cóż, wtedy pewnie w ogóle byśmy tego kota nie mieli. 
– Dzięki nim wszyscy widzą, że jesteś czyjś, a tak konkretnie to mój – odpowiedziałem, delikatnie się uśmiechając do mojego pięknego partnera. Cały mój. I tylko mój. Gdybym mógł go jakoś wyraźniej oznaczyć... niestety, zostają mi tylko malinki. 
– Ciekawe, czy w ogóle na to zareagują. Wczoraj w nocy niespecjalnie przejmowali się moimi odmowami – rzucił lekko, co mi się nie spodobało. Oczywiście się domyślałem, że tak będzie. Jest zbyt atrakcyjny. Zbyt słodki. Za bardzo przyciąga uwagę. Z jednej strony, spodziewałem się tego. Z drugiej zdenerwowało mnie to bardzo. 
– Gdybym ja tam był, powybijałbym im zęby – syknąłem, zaciskając pięści na samą myśl o tych wszystkich facetach, co ślinią się na jego widok. Dlatego tak bardzo nie lubię go puszczać samego. Ale co mam poradzić, jak on chce? Przecież go nie zamknę. 
– Oczywiście, bo jesteś wspaniałym samcem alfa, który nie pozwoli na moją krzywdę – uśmiechnął się do mnie słodziutko. – To zamierzasz teraz ćwiczyć? 
– Tak, tak. Już się zbieram – po tych słowach niechętnie podniosłem się do siadu. Od czego by tak zacząć...? Jeśli nie liczyć położenia się z powrotem do łóżka.
Byłem jednak konsekwentny, bo wiedziałem, że jeżeli teraz sobie odpuszczę, wszystko pójdzie się jebać. A ja taki nie jestem. Jak coś postanowię, to słowa dotrzymuję. Zacząłem proste ćwiczenia, trochę rozciągania, trochę brzuszków, deski, przysiady, a na sam koniec oczywiście kąpiel. Serathion nie wpuściłby mnie do łóżka spoconego, a i ja nie lubiłem, kiedy moje ciało się kleiło. Zatem kąpiel to była oczywistym wyborem na sam koniec ćwiczeń. 
– Jeszcze wypadałoby pobiegać... ale to sobie może na wieczór zostawię. Teraz już mi się nie chce – mruknąłem, kiedy tylko wróciłem z łazienki, jeszcze nawet nie do końca wytarty. I strasznie głodny. Niedawno jadłem śniadanie, a już zjadłbym obiad. 
– Po tym wszystkim chcesz jeszcze biegać? – spytał zaskoczony i rozbawiony jednocześnie. 
– Mięśnie trochę wyćwiczone, to i najwyższa pora się za kondycję zabrać – odpowiedziałem, uśmiechając się szeroko. Im w końcu lepszą będę miał kondycję, tym dłużej będę mógł się z nim kochać, a to przecież najważniejsze, prawda? Żebym mógł chociaż dotrwać do momentu, w którym i on czuje zmęczenie, to już będzie dla mnie sukces, bo za często podczas naszych stosunków się to nie zdarza.

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 W sumie, gdy tak o tym myślę, chyba wolę rozgrzewać go o poranku. Może dzięki temu będzie miał większą motywację, żeby w ogóle podnieść się z łóżka, przynajmniej taka była moja nadzieja. Z drugiej strony dość często po seksie mój partner padał kompletnie wykończony na poduszkę i zdarzało mu się po prostu przysnąć. No i tu pojawia się pytanie: czy w takim stanie będzie miał jeszcze siłę na ćwiczenia?
Tego tak naprawdę nie wiem, trzeba to sprawdzić metodą prób i błędów. Jeśli okaże się, że po naszym porannym kontakcie fizycznym jest zbyt zmęczony, wtedy po prostu zmienię strategię i zacznę inicjować seks dopiero po jego treningu.
Bo wszystko zależy od tego, ile energii mu to zabiera. Seks potrafi być naprawdę wyczerpujący, a dorzucenie do tego ćwiczeń może być już zbyt dużym obciążeniem. Z drugiej strony, po treningu będzie cały spocony, a ja nie przepadam za zapachem potu.
Wniosek nasuwa się sam: seks najlepiej przed ćwiczeniami. A po nich? Jeśli weźmie prysznic, będzie czysty i pachnący, wtedy bardzo chętnie dam mu dokładnie to, czego chcę i tyle, ile tylko będzie miał ochotę.
- Tak właściwie to lubię rozgrzewać - Wyszeptałem z lekkim uśmiechem. - Myślę, że całkiem dobrze pomogę ci przygotować się do ćwiczeń… i zajmę się też tymi bardziej przyziemnymi sprawami. - Mówiąc to, przesunąłem dłonią niżej, dając mu jasno do zrozumienia, co mam na myśli i w jaki sposób chcę mu pomóc. Między nami nie było potrzeby dodatkowych wyjaśnień, znał mnie wystarczająco dobrze. A ja byłem pewien, że jeśli chodzi o łóżkowe przyjemności, trudno byłoby mu znaleźć kogoś, kto dorówna mi w tym, co potrafię.
- A więc to tak sobie zaplanowałeś… znakomicie. Uwielbiam te gorące poranki z tobą - Wymruczał, zsuwając dłonie na moje biodra i przyciągając mnie bliżej.
Ten ciepły dotyk, ta znajoma, intensywna bliskość sprawiły, że pozwoliłem sobie na chwilę szaleństwa. Chciałem, by nasze ciała znalazły ukojenie, a myśli wyciszyły się choć na moment, zanim znów zapragniemy siebie, jakby tej bliskości nigdy nie było dość.
Obaj dostaliśmy to, czego chcieliśmy. Elian w łóżku stawał się coraz lepszy i choć czasem, tak czysto dla zasady, chciałbym ponarzekać, nie potrafiłem, bo zwyczajnie nie było na co. Wszystko układało się dokładnie tak, jak powinno, a ja miałem przy sobie wszystko, czego potrzebowałem.
Zadowolony wtuliłem się w jego rozgrzane ciało, czując, że on teraz potrzebuje przerwy. I nie było w tym nic złego. Każdy ma swoje granice, swój moment zmęczenia, a ja świadomy tego, że jest tylko człowiekiem, nie mogłem i nie chciałem mieć do niego o to pretensji.
- I jak myślisz, będziesz w stanie po seksie jeszcze ćwiczyć? - Zapytałem, unosząc głowę, żeby nasze spojrzenia mogły się spotkać.
- Cóż… na początku może być ciężko - Przyznał po chwili. - Ale kiedy ciało się przyzwyczai, powinno być już tylko lepiej - Dodał z tym swoim zadziornym uśmiechem, po czym pochylił się i złożył krótki pocałunek na moim nosie.
- Muszę przyznać, że malinki naprawdę ci pasują - Rzucił nagle.
Parsknąłem śmiechem.
- Tak uważasz? Ciekawe, czy inni mężczyźni też by tak pomyśleli - Odgryzłem się, czysto dla żartu. Drocząc się z nim w ten sposób, czułem dokładnie to, co lubiłem najbardziej tę swobodę, bliskość i pewność, że możemy sobie pozwolić na wszystko.

<Elianie? C:>

Od Soreya CD Mikleo

 Zaskoczony wpatrywałem się w kota, który wcale nie uciekał. To było takie... dziwne. Nienaturalne. Spodziewałem się, że przez mój dotyk kot od razu ucieknie, spłoszy się, bo poczuje zło, które to te dłonie siały. A on jeszcze bardziej się przymila... To na pewno jest nienormalne. Na starość coś mu ewidentnie odwala. Ale chyba można mu to wybaczyć. Niepewnie przesunąłem dłonią po jego mięciutkim futerku, co wywołało w nim milutkie mruczenie. Aż całe moje ciało drżało... dawno nie czułem tego uczucia, a już na pewno nie w tym życiu. Przedziwne uczucie. Przemiłe uczucie. 
– Zastanów się nad tą ciążą jeszcze – po prosiłem, zerkając na niego niepewnie. Miło byłoby mieć własne dziecko, które nie byłoby narażone na moje destrukcyjne działanie, bo dzieliłoby ze mną tę samą aurę. – Dziecko dzieckiem, ale ty będziesz dla mnie najważniejszy. Bez kolejnego dziecka sobie poradzę z pewnością. Ale bez ciebie? Nie dam sobie rady. Dla ciebie żyję. Ciebie bronię. Jak ciebie nie ma, to nie ma i mnie – dodałem, obejmując go wolnym ramieniem. Zdecydowanie on był zawsze dla mnie najważniejszy. Nic innego nie miało znaczenia. 
– Przemyślałem to sobie doskonale, i moja odpowiedź się nie zmieni. Kiedy bliźniaki zaczną swoje życie, będziemy się starać o twoje dziecko – obiecał, mocno mnie martwiąc. To będzie ciężka ciąża. Będę ją naprawdę mocno przeżywał, jeżeli Mikleo naprawdę się na nią zdecyduje. I będę oczywiście robił wszystko, by cierpiał i robił podczas niej jak najmniej. Nie wiem, ile będę w ramię dla niego robić... Ale będę się starał ze wszystkich sił, by miał jak najlepiej. 
– Mam nadzieję, że naprawdę wiesz, na co się piszesz. I że twój Bóg nie ukarze cię jeszcze bardziej – dodałem cicho, także się tego obawiając. Nie wiem w końcu, czy ten głupi Bóg nie uzna tego za jakiś dziwny rodzaj świętokradztwa, czy chuj wie, do czego on to sobie podporządkuje. Na pewno coś tam sobie wynajdzie, jeżeli tak bardzo będzie chciał się przyczepić. 
– Myślę, że Bóg już wie, że na nas nic nie rozłączy i dał nam spokój. Nie musisz się nim przejmować – przyznał spokojnie, jak zwykle mając odpowiedź na wszystko. Oby miał rację. Bo z nim nigdy nic nie wiadomo. Jest bardziej mściwy niż nie jeden demon, to muszę przyznać z pewnością. 
– Chyba kończą mi się już racjonalne argumenty do tego, byś się na nią nie decydował – powiedziałem cicho, zmartwiony tym faktem. 
– Oczywiście, że nie masz żadnych racjonalnych argumentów, bo to pomysł idealny – powiedział nieco aż za dumnie. – Ale to będzie ostatnie dziecko. Na więcej nie licz. 
– Szczerze, to nawet na to nie liczę, jeżeli ma ci to oszczędzić cierpienia. Jesteś wszystkim, czego tak naprawdę potrzebuję – powiedziałem szczerze, tuląc go do siebie. 

<Owieczko? c:>