Czy ja go przytulę? Oczywiście, że go przytulę. Kocham go i chcę, aby to widział i wiedział, tu i teraz, w każdej chwili, w każdej sekundzie, zawsze wtedy, gdy tylko będzie tego potrzebował.
Kiwając delikatnie głową, przytuliłem go i zacząłem głaskać spokojnie po plecach. Czułem wyraźnie, że właśnie tego w tej chwili potrzebował ciszy, bliskości, drugiego człowieka. Trwaliśmy tak kilka, a może nawet kilkanaście minut, aż w końcu poczułem, że ma już dość tej intensywnej bliskości… a właściwie mnie.
- Lepiej ci chociaż trochę? - Zapytałem cicho, odsuwając się odrobinę.
Patrzyłem uważnie na jego śliczną, zmęczoną twarz. Moje maleństwo wyglądało na wyczerpane, nowe, nieznane wcześniej wiadomości wyraźnie je zestresowały, tak bardzo, że ledwo było w stanie zebrać myśli. Ale to nic. Jedno dziecko to jedno wyzwanie, dwoje dzieci to już zupełnie inna historia… a jednak wiedziałem, że damy sobie radę. Jesteśmy razem.
Choćbym miał wziąć wolne na znacznie dłużej, niż planowałem, zrobię to. A jeśli zajdzie taka potrzeba, zrezygnuję nawet z pracy. Zawsze chciałem być ojcem, a teraz, kiedy los stawia przed nami taką próbę, nie zostawię mojej panienki samej, bez względu na to, co się wydarzy.
- Trochę lepiej - Przyznał w końcu, przecierając dłonią oczy.
Był zmęczony i nie było w tym nic dziwnego. Powinien odpocząć, położyć się, odetchnąć. Dopiero gdy poczuje się lepiej, będziemy mogli spokojnie porozmawiać o przyszłości naszych bliźniaków.
- Może chcesz się położyć? - Zaproponowałem łagodnie. - Wyglądasz na wyczerpanego. Chyba dobrze byłoby, gdybyś chwilę odpoczął.
Chciał zaprzeczyć, widziałem to po tym, jak pokręcił głową, ale w końcu się zgodził. Nie miał już siły na kłótnie ani na udowadnianie, że jest silniejszy, niż w rzeczywistości się czuł.
- Tak… chętnie się położę - Odpowiedział, ruszając spokojnie w stronę naszego łóżka.
Po chwili zatrzymał się i spojrzał na mnie niepewnie. - Może… położyłbyś się ze mną? - Nie miałem ochoty spać. Tak naprawdę nie chodziło nawet o leżenie. Ale wiedziałem, że on potrzebuje mojej obecności, mojego ciepła. A ja, bez wahania, chciałem mu to dać.
- Oczywiście - Uśmiechnąłem się do mojego męża. - Tobie nigdy nie odmówię. - Położyłem się obok niego i od razu przytuliłem do swojego rozgrzanego ciała.
Daisuke niemal natychmiast schował się w moich ramionach, jakby właśnie tam było jedyne miejsce, w którym mógł teraz naprawdę odpocząć.
Trwając przy nim w ciszy, trzymałem go w ramionach, chcąc dać mu choć odrobinę poczucia bezpieczeństwa, którego w tej chwili tak bardzo mu brakowało. Wnioskowałem to z jego zachowania, z przyspieszonego bicia serca, z napięcia jego ciała, z niepokoju, który wyraźnie próbował ukryć.
Martwił się, choć w rzeczywistości nie musiał. Wszystko będzie dobrze. Nie jest z tym sam. Jestem przy nim teraz, w tej chwili i będę tak długo, jak tylko życie pozwoli mi trwać u jego boku.
- Myślisz, że sobie poradzimy? - Zapytał w pewnej chwili, przerywając ciszę panującą między nami.
- Oczywiście, że sobie poradzimy, skarbie - Odpowiedziałem bez wahania. - Jesteśmy razem. Ty, ja… jest też moja mama, która na pewno będzie w stanie nam bardzo pomóc. Może nie jesteśmy rodziną idealną i nigdy tacy nie będziemy, ale to nie ma znaczenia. Wychowamy nasze dzieci najlepiej, jak tylko potrafimy, bo będziemy robić to razem. A właśnie to liczy się najbardziej. - Mówiąc te słowa, byłem tego absolutnie pewien. Razem mamy wszystko, czego nam potrzeba.
<Paniczu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz