Nerwowo przygryzłem wewnętrzną część policzka. Z jakiegoś powodu bardzo mnie to nie uspokoiło. Moje ciało w pojedynczej, zwykłej ciąży by się bardzo zmieniło. A teraz, jak będę nosił w sobie aż dwójkę dzieci? Przecież... będę miał takie okropne fałdy skóry. I rozstępy. Już nie mówiąc o tym, że teraz moja skóra, i włosy są jakieś okropne. Czuję i widzę jak wszystko, co było najlepsze w moim wyglądzie, się zmienia i to na gorsze. Przerażają mnie te zmiany, bo nie mam na nich żadnego wpływu. Nie ważne, czy się staram czy nie, czy używam witamin, dbam lepiej o siebie... to nie ma żadnego sensu, bo z dnia na dzień jest ze mną coraz to gorzej.
– Nawet nie wiesz, jak oo tym wszystkim będę wyglądał – powiedziałem cicho, spuszczając zmartwiony wzrok.
– Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Liczy się dla mnie to, co masz w środku, a nie twój wygląd – powiedział, głaszcząc moje plecy spokojnym, miarowym ruchem.
– Więc obchodzą cię tylko nasze dzieci? – spytałem, unosząc jedną brew. Oczywiście, tylko sobie żartowałem. Chociaż, jak patrzę na jego reakcję... powinienem przestać. Przez moje wahania nastrojów chyba już nie wie, co jest u mnie żartem, a co mówię na serio, i mu się nie dziwię. Byłem naprawdę okropny, i kompletnie nad tym nie panuję, nawet jakbym bardzo chciał.
– Wcale nie tak, chodzi mi o twoje wnętrze, charakter. Nie o dzieci. Znaczy się. O dzieci też mi chodzi, też je kocham, chociaż ich jeszcze nie widziałem, tylko czasem je słyszę, jak mi pozwalasz przykładać głowę do brzucha – zaczął się trochę szamotać, na co cicho westchnąłem.
– Mój charakter ostatnio też jest okropny. Nie, żebym przed ciążą był jakiś fenomenalny – mruknąłem zmartwiony, przypominając sobie, jaki byłem. Że też ktoś taki jak on ze mną jest... Zdecydowanie nie zasługiwałem na tak dobrą osobę, jaką był on.
– Bardzo się zmieniłeś od początku naszej znajomości. Na lepsze. Jeszcze są pewne obszary, nad którymi mozna popracować... no, ale to się tyczy każdego człowieka. Nikt nie jest idealny. Ale nie zmienia to faktu, że jesteś wspaniały. A nawet bardziej niż wspaniały – przysłodził mi troszkę, poprawiając moje włosy.
– No nie wiem. Czuję, że rodzicem będę słabym – powiedziałem cichutko, gładząc z niepokojem swój brzuch. Już z jednym dzieckiem odczuwałem presję. No ale z dwoma?
– Wspólnie się będziemy uczyć, jak być dobrymi rodzicami. Będziemy mieć wsparcie. Nie musisz się tym przejmować, nie teraz. Większość rzeczy wyjdzie samo, naturalnie, zobaczysz sam – obiecał, całując mnie w czubek nosa. Za bardzo we mnie wierzył. Żebym to ja miał chociaż ten ułamek wiary w siebie co on we mnie...
– Za kilka dni wracasz do pracy, prawda? Może wykorzystamy fakt, że jeszcze mamy czas dla siebie, i może przejdziemy się na spacer? Krótki. Może świeże powietrze sprawi, że poczuję się lepiej – zaproponowałem, bardziej patrząc na niego niż na siebie. On był bardziej przyzwyczajony do aktywnego trybu życia, i może chociaż spacer trochę mu to wszystko wynagrodzi. Obejrzymy ogród, zajrzymy do stajni i wrócimy. Na więcej chyba nie znajdę w sobie siły.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz