Czekałem cierpliwie na Serathiona, cicho gaworząc z Futerkiem. Może nie rozumiał wszystkiego, co do niego mówiłem, ale zdecydowanie reagował na ton mojego głosu, a skoro był kojący, to bardzo szybko się uspokoił. Dopilnowałem, by był porządnie rozgrzany, i przypadkiem znów na nic nie zachorował. Chociaż, tak mi się wydaje, że tak łatwo już się teraz nie złamie i małe zamoczenie go nie pokona. Jak zwykle o tej porze, znalazł sobie miejsce na mnie; koniecznie się pchał do mojej szyi, czemu aż tak się nie dziwiłem. W tej chwili, chyba było to najcieplejsze miejsce. Nie chcąc się z nim szamotać, położyłem go tam, a on od razu zwinął się w kuleczkę, zaczynając głośno mruczeć. Cudownie... niech jednak sobie nie myśli, że będzie tu spał całą noc. Serathion do mnie przyjdzie, ja do niego się przytulę i pójdę spać. Jestem troszkę zmęczony. Zapewne to przez tę wcześniejszą aktywność... niczego nie żałuję. No, chyba tylko tego, że tak szybko się skończyło. Jeszcze z chęcią skosztowałbym mojej Różyczki... ciekawe, kiedy nam przyjdzie następny taki moment. Mam nadzieję, że szybciej niż później. Jest tak smakowity, tak cudowny, że mógłbym go tak kosztować i kosztować bez końca.
- Już jestem – usłyszałem nad sobą głos Serathiona. Zerknąłem w jego stronę i ujrzałem jego, w mojej koszuli... tak, ta bordowa koszula zdecydowanie przepięknie na nim leży, i pasuje mu do oczu. - Uroczo z nim wyglądasz – odpowiedział rozczulony, zajmując miejsce obok mnie. - Pasuje ci opieka nad innymi.
- Czy ja wiem? Po prostu zajmuje się kotem. To zupełnie coś innego niż opieka.... nad chociażby dzieckiem. Futerko to zwierzak, więc opieka nad nim jest znacznie łatwiejsza – odpowiedziałem spokojnie, nie za bardzo wiedząc, gdzie on to widzi. Tylko go wykąpałem. No i teraz tylko go ogrzewam, by się za bardzo nie wychłodził. Dla kotów to naprawdę niebezpieczne, chociaż wydaje mi się, że tutaj jest dla niego wystarczająco ciepło. Jak dobrze, że mogę być tutaj, w ciepłym środku, mogłem leżeć na miękkim łóżku, jeść codziennie świeże jedzenie.. i nie muszę się martwić gdzie spędzić kolejną noc. Tak, mam naprawdę mnóstwo szczęścia, że nie muszę się martwić o takie rzeczy.
- Jestem pewien, że cokolwiek bym ci tu nie przyniósł, zająłbyś się tym cudownie – odparł, uśmiechając się do mnie ładnie.
- Jeśli jeszcze raz przyniesiesz tu jakieś stworzenie, kolejnego kota, psa, jaszczurkę, królika... to wywalę cię razem z tym stworzeniem. Dwa czarne czorty mi tutaj wystarczają, trzeciego nie potrzebuję – odpowiedziałem, co zaskoczyło nieco mojego partnera.
- Dwa czarne czorty? - powtórzył, a ja sugestywnie przeczesałem dłonią jego włosy, piękne, miękkie i kruczoczarne.
- Dwa czarne czorty, które to kocham nad życie – potwierdziłem, uśmiechając się do niego zawadiacko.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz