niedziela, 18 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Propozycja wyjścia na spacer była bardzo kusząca. Ostatnio praktycznie w ogóle nie wychodziłem, zamknięty w czterech ścianach, i choć normalnie miałbym z tym problem, teraz zupełnie mi to nie przeszkadzało. Najważniejsze było to, że miałem przy sobie kogoś, z kim naprawdę chciałem spędzać ten wolny czas.
- Masz rację - Odezwałem się po chwili. - Ostatnio prawie nie wychodzę na zewnątrz, ale wcale mi to nie przeszkadza. Lubię spędzać z tobą czas. Poza tym… wolę już nie wychodzić sam. - Wtuliłem się w jego ramię, mówiąc dalej ciszej:
- Jeszcze dostrzegę jakiegoś wyziębionego zwierzaka i co wtedy? Nie, nie… to zdecydowanie zły pomysł. Wychodzenie samotnie zawsze kończy się u mnie bardzo źle, a chyba nie chcemy kolejnego „przygarnięcia”. - Wyjaśniłem, uśmiechając się do niego głupkowato.
- Gdybyś wrócił do gospody z drugim zwierzakiem, Dona by tego nie wytrzymała - Stwierdził spokojnie. - Wyrzuciłaby nas, a tego zdecydowanie byśmy nie chcieli.
Musiałem przyznać mu rację. Nikt nie chciałby zostać wyrzucony na zimno, a już na pewno nie zwyczajny śmiertelnik. Zwłaszcza w taką pogodę.
Mimo jego szczerych chęci wyciągnięcia mnie z pokoju, zostałem. Szczerze mówiąc, wcale mi się nie spieszyło. Gdybym miał iść razem z nim, to co innego, ale skoro maluch za każdym razem, gdy wychodziliśmy, robił się głośny i wyraźnie niezadowolony, chyba musieliśmy sobie to odpuścić. Przynajmniej do chwili, aż zrozumie, że go nie porzucamy.
Dzięki temu noc spędziliśmy wspólnie, wtuleni w swoje ciała. Aż do samego rana.

Elian obudził się rano, o dziwo całkiem wcześnie, jakby tylko czekał na ten dzień.
- Dzień dobry, Różyczko - Usłyszałem głos mojego chłopaka, który odruchowo przytulił mnie do siebie nieco mocniej.
- Dzień dobry. Wyspałeś się? - Zapytałem, przesuwając dłonią po jego klatce piersiowej w lekkim, drażniącym geście.
- Chyba nawet tak - Stwierdził z cichym uśmiechem. Poleżeliśmy jeszcze chwilę w ciszy, aż w końcu westchnął ciężko i podniósł się z łóżka. - Idę się ogarnąć - Dodał, pochylając się, by pocałować mnie w czoło, po czym opuścił łóżko, zostawiając mnie samego z Futerkiem.
Maluch natychmiast ożywił się, krążąc po łóżku i głośno mrucząc. Co chwilę ocierał się o mnie, wyraźnie domagając się uwagi i jedzenia. Był głodny i absolutnie nie zamierzał dłużej czekać.
- Przyniosę jedzenie do pokoju dla Futerka. Nakarmisz go? - Zapytał Elian, wychodząc z łazienki.
-:Oczywiście - Odparłem bez wahania, gładząc kociaka po łebku. - Ty możesz spokojnie zjeść, ja zajmę się Futerkiem. - Elian kiwnął głową i ruszył po jedzenie dla naszego małego koteczka.
Na szczęście wrócił tak szybko, jak tylko się dało, bo miałem dziwne przeczucie, że jeszcze chwila, a kot z głodu mógłby spróbować pogryźć nawet mnie.
Mężczyzna zostawił karmienie na mojej głowie, sam schodząc na dół, gdzie mógł spokojnie zjeść posiłek, podczas gdy ja zajmowałem się kotem.
Mając trochę czasu, nakarmiłem malucha, porządnie go wygłaskałem, upewniając się, że niczego mu nie brakuje, po czym ułożyłem go na fotelu i przez chwilę uważnie obserwowałem. Oczywiście niemal od razu próbował do mnie podejść, ale chcąc uniknąć przeszkadzania, użyłem odrobiny swoich umiejętności, by go uspokoić, przynajmniej na kilka godzin. Tak, żeby był grzeczny i dał nam dziś trochę przestrzeni..
Widząc, że maluch śpi spokojnie na fotelu, najedzony i cicho mruczący, mogłem w końcu przygotować się na powrót Eliana. Miałem zamiar dać mu dokładnie to, na co czekał..
Założyłem obrożę, przypinając do niej smycz. Następnie związałem kokardki na nadgarstkach, co wcale nie było takie proste, ale na szczęście moje zwinne palce poradziły sobie z tym zadaniem.
Gdy wszystko było gotowe, usiadłem na łóżku, nagi, ubrany jedynie w to, czego pragnął mój partner, czekając cierpliwie i grzecznie na jego powrót.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz