Gdybym nie wiedział, że się teraz ze mną droczy możliwe, że trochę bym się na niego obraził. W końcu, daję mu wszystko, co mam; zapewniam bezpieczeństwo, posiłek, bronię jego honoru, skóry i jeszcze dbam o stworzenie, którym to on się powinien zajmować. I co więcej mógłbym mu jeszcze dać? Nie mam już nic więcej do zaoferowania, nawet jeśli chociażbym chciał.
- Proszę mi wybaczyć, że jeszcze nie zakupiłem ci małego pałacyku nad urokliwym jeziorkiem. Aktualnie budżet, jakim dysponuję, wystarcza jedynie na butelkę wina raz na kilka dni – odpowiedziałem, zachowując pełną powagę, a w tym byłem całkiem niezły.
- No właśnie, pałacyku mi brakuje. I sztućców, ze szczerego złota – podkreślił, jakiś taki bardzo wesoły.
- A mogą być ze szczerego srebra? Srebro bardziej pasuje do twojej bladej, jasnej cery – te słowa spotkały się z jego chłodnym spojrzeniem. Oj, ten żarcik się mu nie spodobał, ale mnie on nawet rozbawił. Ja to jednak mam czasem dobre żarciki. - Srebro w mojej biżuterii ci za specjalnie nie przeszkadza.
- A więc to stąd pieczenie, jak mnie chwytasz... nawet nie chce ci się fatygować, by pierścionki zdjąć? Za mało się starasz, powinienem podnieść swoje oczekiwania – zadarł uroczo nosek do góry, jakby chciał podkreślić swoje słowa. Oj, jakże się tym strasznie przejąłem.
- Podnieść to możesz swoje biodra, by nabić się na mojego kutasa – wymruczałem mu do ucha, by zaraz podgryźć delikatnie jego płatek. Na te słowa Serathion nie wytrzymał, i zaśmiał się cicho. To był szczery śmiech, i bardzo ładny. Nie każdy ma tak ładny śmiech, dlatego trzeba to docenić. A ja doceniam w nim każdą drobnostkę, chociaż wcale nie powinienem. Powinien być moim wrogiem. Nie wiem, kto tam na górze mi życie układał, ale zdecydowanie miał poczucie humoru, stawiając przede mną kogoś takiego, i łącząc mnie z nim.
- Przemyślę to. Po spacerze – odpowiedział, wtulając się w moje ciało jeszcze bardziej, jakby szukał ciepła, co było bardzo dziwne jak na niego. Po co mu w końcu ciepło? Chyba, że bardziej mu chodziło o bliskość. Nie chciałem mu tego odejmować. Zamiast tego przytuliłem go bardziej, czekając cierpliwie na zmierzch, który już zaraz nadejdzie.
- Tak na rozgrzanie? Nie najgorszy pomysł – przyznałem, drażniąc wewnętrzną część jego uda. Przesuwałem dłonią miarowo w górę i w dół, nie spuszczając wzroku z jego pięknej twarzy. Należało w końcu korzystać z tej chwili spokoju, póki była. Spokój potrafi być naprawdę ulotny.
- Oczywiście, mam w końcu same najlepsze pomysły – wyszeptał, na chwilę odsuwając się ode mnie. - Chyba powinienem się już zacząć szykować.
- Szykować? A po co? - delikatnie zmarszczyłem brwi. - Wystarczy, że założysz spodnie, pierścionek, i już jesteś gotowy – dodałem. Co on chce tam jeszcze bardziej szykować? Szykować to on by się mógł dla mnie do łóżka, nie dla tych wszystkich ludzi, jakich spotkamy, kiedy wyjdziemy na zewnątrz. Moja uwaga wobec jego osoby to mu za mało, czy o co mu chodzi z tym szykowaniem?
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz