Mogłem się domyślać, że tak to właśnie będzie wyglądać. Co jak co, muszę dbać o jego jedzenie, i o jego ciepło, i jeszcze o jego czystość... tylko nie podobało mi się to, że muszę się spieszyć. Zamiast siedzieć i delektować się jedzeniem, muszę się pospieszyć i zanieść jedzenie dla kociaka, bo przecież z głodu umrze. Ale czego ja dla nich nie zrobię... zrobię wszystko, i jeszcze więcej. I jeszcze to bezczelnie do wykorzystują.
- Zaraz mu coś przyniosę – przyznałem, zakładając na swoje ciało koszulę. Raczej nie wypada chodzić po tym przybytku . Nie mówiąc o tym, że Serathion i tak nie byłby zadowolony z tego faktu, chociaż i tak nie jest jakoś bardzo o mnie zazdrosny. Do tej pory tylko o Lidię był zazdrosny, a ja jestem zazdrosny o każdego faceta, który tylko na niego spojrzy. - Wypij wino, bardzo proszę.
- A z chęcią, z chęcią – przyznał zadowolony, rozwalając się na łóżku.
- I zerknij na prezent, bardzo proszę. Bo chyba jeszcze na niego nie zerknąłeś, co? - zapytałem, zapinając guziki koszuli.
- Jakoś... miałem ciekawsze rzeczy do robienia – wyznał, uśmiechając się delikatnie.
- No tak, strasznie ważne – uśmiechnąłem się pod nosem, przeczesując dłonią włosy. - Wrócę niebawem.
Tak, jak się spodziewałem, dzień po wigilii też było spokojnie. Wszyscy w tym momencie jedli dania z poprzedniego dnia, i spędzali czas z rodziną, którą lubili bardziej lub mniej. Ale nawet mi się to podobało. Mało ludzi, cisza, spokój, kultura... szkoda, że na co dzień tak nie jest. I tak jest to w sumie najlepszy przybytek, jak chodzi o spokój i klientelę. Tylko ten typek mnie ostatnio wkurwił, ale już na szczęście się go pozbyłem.
Zjadłem i wypiłem nieco szybciej, niż początkowo zakładałem, i kiedy tylko mój talerz i kubek były puste, od razu wróciłem na górę, wraz z jedzeniem dla kociaka. Skoro dzisiaj były święta, to ja zamierzałem się lenić. Dzisiaj i jutro. Chociaż wypadałoby jeszcze tę pościel wyprać... może później się za to wezmę. Na razie sobie poleżę wraz z moim partnerem, i tym nieszczęsnym kociakiem, którego może tak odrobinkę lubię.
Ledwo opuściłem próg, a już powitało mnie przeraźliwe miauczenie. Ten mały skubaniec nauczył się już tego, że kiedy rano wychodzę, to później wracam z jedzeniem dla niego. I mnie wita właśnie takim przeraźliwym miauczeniem, jakby mnie pospieszał, bo zaraz z głodu umrze. Przynajmniej się cieszył.
- No już, łapserdaku. Mam dla ciebie jedzenie, mam. Przecież byś mnie zjadł, gdybym ci niczego nie przyniósł – powiedziałem, stawiając mały talerzyk na podłodze. Futerko rzuciło się na jedzenie, jakby nie jadł od zawsze. - Zjesz, to ci założę obróżkę. I sweterek – dodałem, gładząc plecy kociaka, który pochłaniał jedzonko.
- Kupiłeś mu obróżkę i sweterek? - spytał zaskoczony Serathion, a ja wyczułem na sobie jego spojrzenie.
- No... tak. Obróżka, bo nie jest bezdomny, ma nas, i sweterek, rozciągliwy, więc będzie miał na nieco dłuższy czas i może nie będzie tak spał ze mną. Mam trochę dosyć czuć jego łap na swojej twarzy – wyjaśniłem, odwracając głowę w jego stronę.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz