sobota, 24 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

Nie byłem pewien, czy picie wina było dobrym pomysłem. Dopiero wczoraj piłem, a dziś z rana kończyłem to, czego nie dopiłem wieczorem. Chyba wystarczy już tego alkoholu. Jeszcze się nauczę i co wtedy? Wtedy trzeba by mi systematycznie coś kupować. A po co? Czy nie lepiej, żeby ta cała dobroć wystarczyła mi na kilka dni, a może nawet tygodni?
- Nie, dziękuję. Wolę się nie uczyć pić wina codziennie. Nie mogę się uzależnić… ale wolę nie ryzykować. Poza tym to ty powinieneś się czegoś napić i coś zjeść, ja niczego nie potrzebuję… no chyba że… może to? - Wskazałem spojrzeniem na napój stojący na stole pary siedzącej nieopodal. Wyglądał na gorący. - Ładnie wygląda. - Stwierdziłem. 
- Gorąca czekolada? Jesteś pewien? - Dopytał cicho, z wyraźną troską w głosie. - A jeśli później będziesz się źle czuł? - Nie musiał się martwić. Przecież nic mi nie będzie — a przynajmniej tak mi się wydawało. Zresztą, jeśli mój wampirzy żołądek jednak nie zaprzyjaźni się z tym gorącym napojem, Elian będzie miał co pić, prawda? Nikt nie straci. A on nawet zyska coś dodatkowego, żeby się rozgrzać.
- Nic mi nie będzie. Chcę spróbować… proszę? - Zrobiłem słodką minkę, licząc, że przestanie zadawać pytania. I tak nie miały sensu.
Elian westchnął ciężko, po czym podał mi kota.
- Pilnuj go. Nie chcemy, żeby gdzieś sobie poszedł - Polecił, wstając i kierując się w stronę lady.
Nie byłem w stanie odczytać z ruchu jego warg, co zamawia. Wiedziałem tylko jedno, cokolwiek to było, na pewno miało być ciepłe. To było dla niego najważniejsze.
Futerko siedział przy mnie grzecznie, obserwując ludzi. Raz wychylał łepek bardziej, raz mniej, a jego spojrzenie zatrzymało się na mężczyźnie wracającym do stolika… z moją gorącą czekoladą. Na górze była bita śmietana.
- Proszę. Obyś to wypił, bo nie zamierzam tego wyrzucać - Rzucił.
Kiwnąłem głową i wziąłem pierwszy łyk. I… cóż. To było dziwne. Nie złe — całkiem dobre, nawet. Ale chyba jednak wolę wino. Zdecydowanie smakuje mi bardziej.
- Całkiem dobre. Chcesz spróbować? - Zapytałem, podsuwając mu kubek.
- Nie, dziękuję. To dla ciebie. Ja zaraz będę miał swoje - Odpowiedział, zerkając w stronę kelnerki.
Uśmiechnęła się do niego ładnie. Może tylko z grzeczności. A może nie. Tak czy inaczej, wkurzało mnie to.
Widziałem, jak intensywnie się w niego wpatruje, kiedy stawiała przed nim zupę. Jej strój był tak obcisły, że piersi niemal z niego wypadały. Co za szmata.
Zmrużyłem oczy, gdy dziewczyna odeszła, nie kryjąc niezadowolenia. Elian to zauważył.
- Co to za mina? - Zapytał, jakby w ogóle jej nie widział. A może tylko udawał? Lepiej, żeby uważał… bo zaraz sam będzie sobie na ręcznym działał.
- Żadna - Mruknąłem, skupiając się na napoju.
Obserwowałem ludzi dookoła. Byli… normalni. Spokojni. Może święta działały na nich kojąco.
No, może poza tą ladacznicą, która wyglądała tak, jak wyglądała.
Do końca jego obiadu nie odezwałem się ani słowem. Bawiłem się tylko napojem, który jednocześnie trochę mi smakował i trochę nie, trudno było mi to jednoznacznie określić. Wypiłem go jednak do końca i tylko to miało znaczenie.
Po powrocie do pokoju nadal milczałem. Irytacja nie chciała odpuścić, siedziała we mnie jak drzazga. Ta dziewczyna naprawdę mnie wkurzyła.
- Co jest z tobą nie tak? - Zapytał w końcu, wyraźnie nie rozumiejąc mojego nastroju.
- Co jest ze mną nie tak? - Prychnąłem. - Widziałeś tę ladacznicę? Uśmiechała się do ciebie, a cycki prawie jej z gorsetu wypadały - Fuknąłem, pusząc policzki w widocznym niezadowoleniu, odwracając wzrok, jakbym nie chciał już na niego patrzeć, choć prawda była taka, że aż za bardzo zwracałem uwagę na jego reakcję.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz