Szczerze mówiąc, nic nie uważałem, a to dlatego, że nigdy tam nie byłem. Trudno mieć jakąkolwiek opinię czy orientację, kiedy wiesz, że w rzeczywistości nie masz o danym miejscu najmniejszego pojęcia.
Bo skąd mam wiedzieć? Nie wiem, co gdzie jest i jak wygląda. Nie orientuję się, co warto tam zobaczyć, a co zupełnie nie ma sensu. Nic nie wiem, więc nie mogę mu powiedzieć, że coś szczególnie chciałbym zobaczyć… ani że czegoś wolałbym uniknąć.
- Nie mam pojęcia, co chciałbym zobaczyć, a co dopiero, co jest tam interesujące. Nie byłem tam. Wszystko będzie dla mnie nowe - Przyznałem, uśmiechając się do niego delikatnie.
Zauważyłem, że na mnie patrzy, mimo że jego ciało było odwrócone w przeciwną stronę. Wystarczyło jednak, że przekręcił głowę, a właściwie tylko oczy i już zerkał na mnie uważnie, jakby analizował każde słowo.
- Hm… w takim razie, jeśli życie mi pozwoli, na pewno cię tam zabiorę - Powiedział.
Oczywiście musiał wspomnieć o życiu. Bo przecież on już umiera. To niesamowite, że młody facet, mający zaledwie dwadzieścia trzy lata, potrafi mówić w ten sposób, jakby śmierć stała tuż za rogiem. Owszem, wiem, że jest łowcą. Wiem też, że jego życie bywa niebezpieczne i że różne sytuacje mogą się wydarzyć. Ale póki jest przy mnie, nic mu nie grozi… a przynajmniej tak mi się wydawało.
- No tak, bo przecież już umierasz. Już dziś, zaraz, w każdej chwili - Mruknąłem z wyraźną ironią. - Nawet nie wiem, czy nie powinienem już szykować ci trumny, bo przecież możesz umrzeć w każdej sekundzie. - Od razu usłyszałem jego głośne westchnienie. Oj, zdecydowanie nie spodobało mu się to, co powiedziałem. A przecież mówiłem prawdę. Zachowywał się tak, jakby za moment miał zniknąć z tego świata, mimo że wciąż żył. Był bezpieczny, zamknięty w czterech ścianach, miał ciepło, spokój i względny komfort, więc gdzie tu właściwie problem?
- Bardzo zabawne - Odparł w końcu. - Nie znasz ani godziny, ani dnia, a może nawet lat, które mi zostały. Życie bywa różne. Jest nieprzewidywalne. I w rzeczywistości nie da się przygotować na śmierć. - Stwierdził to spokojnie, niemal rzeczowo. I choć musiałem przyznać mu rację, coś w jego podejściu nadal mnie drażniło. Mógłby sobie darować to całe umieranie przynajmniej na razie.
- Mnie to nie bawi. To wcale nie jest śmieszne - Mruknąłem cicho. - Poza tym… jeszcze nie dam ci umrzeć. Gdyby ktoś miał nas zaatakować, wyczułbym to znacznie szybciej, niż ktokolwiek zdążyłby się do nas zbliżyć. - Przesunąłem dłonią po jego plecach, na moment odsuwając futerko, i bez większego zastanowienia przytuliłem się do niego mocniej, opierając czoło między jego łopatkami. Sam nie do końca wiedziałem, czego w tej chwili potrzebuję. Chyba po prostu chciałem się do niego przytulić. Poczuć, że wszystko jest w porządku. Że on tu jest. Przy mnie. Że nic mu nie grozi i że, przynajmniej na razie, nigdzie nie zniknie.
Wiedziałem, że jako człowiek prędzej czy później odejdzie z tego świata. Ta myśl była nieunikniona, bolesna, czająca się gdzieś z tyłu głowy. Ale nie teraz. Jeszcze nie teraz.
Teraz miałem choć na chwilę kogoś w swoim nieśmiertelnym życiu. Kogoś, kogo mogłem kochać. I nie chciałem tego tracić tak szybko.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz