czwartek, 29 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Czy miałem jakieś plany na dziś? Raczej nie. Bo jakie plany można mieć, kiedy jest dzień?
Siedzę, myślę, czytam książki, bawię się z kotem albo kocham się z facetem, którego uwielbiam. Poza tym nie mam żadnych zamiarów, które mogłyby zakłócić ten rytuał. I tak będzie aż do wiosny, kiedy w końcu opuścimy gospodę i ruszymy dalej w podróż.
- Myślę, że jakiekolwiek plany, które mogłyby chodzić mi po głowie, mogą dojść do skutku dopiero nocą - Stwierdziłem, obserwując jego ruchy. To, jak krzątał się po pokoju, szukając swojej koszuli, próbując jednocześnie rozbudzić się na dobre i rozpocząć dzień.
- Nocą? - Rzucił z rozbawieniem. - Ja dla ciebie jestem dostępny przez cały dzień. - Mrugnął do mnie porozumiewawczo. Był tak bezczelnie zabawny, że aż chciało mi się śmiać.
- Tak mówisz? - Uniosłem brew. - Przypominam ci, że jest z nami kot.
Wskazałem dłonią na malucha, który natychmiast zamruczał głośno, ocierając się o moje palce, jakby chciał potwierdzić swoją obecność.
- Wiem. I w niczym mi on nie będzie przeszkadzał - Odparł spokojnie, w końcu odnajdując koszulę. Zarzucił ją na ramiona, gotów wyjść z pokoju. - Dostanie jeść i wyląduje na fotelu - Dodał jeszcze, zanim zniknął za drzwiami.
Nawet tego nie skomentowałem. Po co? I tak już wyszedł, zostawiając mnie samego z kotem, który nie przestawał mruczeć, jakby świat był dokładnie taki, jaki powinien.
Czas przy tym maluchu płynął zaskakująco szybko. Nawet nie zauważyłem, jak długo Elian był poza pokojem ani kiedy dokładnie zniknął mi z oczu.
Pierwszy o jego powrocie poinformował mnie kot. Futrzak zerwał się nagle i podbiegł pod drzwi, gotów na jedzenie, jeszcze zanim pojawiło się ono w zasięgu wzroku.
Gdy Elian tylko uchylił drzwi, powitało go głośne, żałosne miauczenie, pełne desperacji i głodu.
Ależ ten maluch był hałaśliwy. I wiecznie głodny. Co za mały głuptas.
- Już jestem, nie drzyj się tak - Westchnął Elian, stawiając miskę przed kocim pyszczkiem i ciężko wzdychając. - Ależ ty jesteś niewychowany - Mruknął jeszcze.
Nie patrząc nawet w moją stronę, rozsiadł się wygodnie na łóżku, a chwilę później bez żadnego wysiłku wciągnął mnie na swoje kolana.
- To co - Zapytał cicho. - Teraz twoja pora na karmienie - Jego dłonie natychmiast odnalazły moje pośladki, jakby znały drogę aż za dobrze.
Uśmiechnąłem się do niego łagodnie, kładąc dłonie na jego ramionach.
- Myślę, że skoro tak bardzo mnie prosisz, a wręcz sam się na to nastawiasz, nie mogę ci się oprzeć - Wymruczałem cicho.
Zbliżyłem się do jego karku, muskając go najpierw ledwie wyczuwalnym oddechem, a potem delikatnym pocałunkiem. Drażniłem jego skórę powoli, świadomie, pozwalając napięciu narastać, aż w końcu wgryzłem się w nią bez wahania.
Smak krwi rozlał się po moich zmysłach, ciepły, znajomy. Dla mnie nie była tylko życiem. Była rozkoszą, potrzebą głębszą niż głód, czymś, bez czego nie potrafiłem istnieć.
Wypiłem tyle, ile mogłem, a jednocześnie dokładnie tyle, ile było mi potrzebne. Przez cały czas myślałem tylko o nim. O tym, by go nie skrzywdzić. By nie wypić zbyt dużo. To zawsze było moim największym lękiem, że mnie poniesie, że stracę kontrolę, że mój głód okaże się silniejszy ode mnie.
Gdy w końcu odsunąłem się od jego karku, a moje kły opuściły jego skórę, westchnąłem cicho.
- Ależ ty jesteś pyszny - Wyszeptałem, oblizując wargi, wciąż czując na nich jego smak.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz