sobota, 17 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

Westchnąłem ciężko, nie wiedząc, czy w ogóle jest sens komentować jego wypowiedź. Zdecydowanie nie. To nie miało najmniejszego sensu, on wiedział swoje, ja wiedziałem swoje. A mimo że był zmęczony, już chciał oddać mi swoją krew.
Położyłem głowę na jego klatce piersiowej i zamknąłem oczy, nie po to, by zasnąć, lecz żeby wsłuchać się w ciche bicie jego serca. Było w tym coś niezwykle kojącego. Spokojnego. Tak przyjemnego, że aż chciało się słuchać tego bez końca.
Elian zaczął gładzić mnie po plecach, co tylko potęgowało to uczucie.
- Powinienem dać ci krwi już teraz - Ziewnął, wyraźnie zmęczony, niemal senny.
Moje biedactwo. Może naprawdę powinienem więcej mu pomagać z Futerkiem? Robiłem, co mogłem, ale było wiele rzeczy, których nie byłem w stanie zrobić, głównie przez dzień… a raczej przez słońce, które byłoby dla mnie zabójcze.
- Nie - Wymruczałem. - Teraz lepiej, żebyś odpoczął. Twój kutas zawsze twardnieje, kiedy cię gryzę, a ja lubię to wykorzystywać. - Unosząc głowę, uśmiechnąłem się do niego zadziornie, ukazując rząd białych, ostrych zębów.
- Nie jestem pewien, czy dałbym dziś radę - Przyznał.
I wcale mi to nie przeszkadzało. Lubiłem seks, bardzo ale jeśli on nie miał na to siły ani ochoty, potrafiłem to zaakceptować. W końcu nie codziennie trzeba uprawiać seks.
- Och nie… i jak ja to teraz przeżyję - Odparłem teatralnie, udając załamanie. - Chyba się załamię i długo się nie pozbieram - Dodałem, całując go w policzek.
Od razu zauważyłem uśmiech, który pojawił się na jego ustach.
- I co ty teraz zrobisz? - Zapytał, przytulając mnie mocniej i przyciągając bliżej, jakby chciał mnie dodatkowo wygrzać.
- Cóż… będę musiał płakać w kącie - Stwierdziłem z powagą, po czym naciągnąłem na niego kołdrę, żeby było mu cieplej.
Elian prychnął cicho, zsuwając dłoń na mój pośladek i odruchowo ściskając go. Cały on, zawsze musiał mnie dotknąć. A mnie to w żadnym wypadku nie przeszkadzało.
Schowałem się w jego ramionach, czując, jak powoli zasypia. Dałem mu tę przestrzeń, pozwalając odpocząć po ciężkim dniu.
Mężczyzna w końcu zasnął. Nawet Futerko zapadł w głęboki sen. Tylko ja pozostałem czuwający, jedyny nieśpiący, strzegący bezpieczeństwa moich bliskich.
Musiałem przyznać, że takie leżenie przy nich było naprawdę przyjemne. Czułem się dobrze, kiedy byli obok mnie, mój ukochany mężczyzna i mały kotek, którego nie chciałem oddać za nic na świecie. Naprawdę nie potrafiłem wyobrazić sobie, że moglibyśmy się z nim rozstać. Wiem, wiem, mieliśmy go dopiero jeden dzień, a ja już zdążyłem go pokochać. Nie potrafiłem wytłumaczyć dlaczego, ale czułem, że dzięki niemu nasze życie stanie się bardziej kolorowe. A przynajmniej moje.
Elian opuszczał pokój w ciągu dnia, czy to po jedzenie, czy po prostu na krótkie sprawy lub inne zadania które ma na zewnątrz. Ja… ja mogłem wychodzić tylko nocą. I to wyłącznie przy nim. Paradoksalnie to on wtedy najbardziej marzł. A ponieważ nie chciałem, żeby chorował, unikałem takich wyjść albo skracałem je do minimum, tak by nie musiał długo stać na zimnym dworze.
Mi krótki spacer wystarczał. Zawsze. Ważniejsze było to, że wracaliśmy razem, do ciepła, do ciszy, do tego małego świata, który powoli zaczynał być nami..

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz