poniedziałek, 19 stycznia 2026

Od Haru CD Daisuke

Mimo jego słów wciąż się martwiłem, czy naprawdę sobie poradzi. Znałem go zbyt dobrze, by nie mieć przeczucia, że gdy tylko wyjdę, w jego głowie zaczną kłębić się myśli. Bo kiedy jestem obok źle. Za głośno oddycham, źle coś powiem, po prostu… jestem. A gdy mnie nie ma też źle, bo przecież się nim nie interesuję, bo wychodzę, choć powinienem być przy nim. I weź tu się dogadaj. Odkąd jest w ciąży, wszystko stało się znacznie trudniejsze.
- Jesteś pewien? Może jednak jeszcze z tobą tu posiedzę? Tak… na wszelki wypadek. Żeby mieć pewność, że wszystko jest w porządku - Zaproponowałem ostrożnie, niepewny, czy za chwilę nie zdenerwuje się i nie każe mi wyjść z zupełnie innego powodu.
- Idź już, proszę. Nie trać na mnie czasu - Poprosił.
Nie miałem ochoty się kłócić. Kiwnąłem tylko głową, pocałowałem go w policzek i wyszedłem, zostawiając mu ciszę i spokój, których w tej chwili potrzebował.
A ja? Ja zszedłem na dół i spędziłem czas z resztą domowników. Było… miło. Czasem naprawdę potrzebuję chwili dla siebie, przerwy od bycia ciągle obok mojego panicza. Nie dlatego, że jest zły, wręcz przeciwnie. Jest po prostu bardziej emocjonalny, a te emocje często wylewają się na mnie. I choć rozumiem dlaczego, bywa to zwyczajnie męczące.
Niestety wiem też, że kiedy ja odpoczywam, on staje się jeszcze bardziej nerwowy. Bo go nie kocham. Bo nie chcę spędzać z nim czasu. Mimo że to on chwilę wcześniej kazał mi odejść i zająć się sobą. To wszystko bywa strasznie wyczerpujące.
Ale kocham go. A skoro kocham, zniosę to i owo. Wiem, że źle się czuje, że wszystko go boli, że jego ciało i emocje nie są już takie jak dawniej. Ciąża robi swoje, jestem tego w pełni świadom. Sam chciałem dziecka, więc teraz nie mam prawa narzekać.
Czas spędzony z rodziną okazał się naprawdę przyjemny. Było trochę śmiechu, kilka żartów, zwykłe rozmowy. Chwila wytchnienia od codzienności, która potrafi przytłoczyć bardziej, niż chciałbym przyznać.
Na wigilii do samego końca zostaliśmy tylko ja i Suzue. Mogliśmy wreszcie spokojnie porozmawiać — o rzeczach, które nas męczyły, choć każdą z innych powodów i w zupełnie odmienny sposób. Dobrze było wymienić się myślami, spojrzeć na codzienność cudzymi oczami, choćby na chwilę odetchnąć.
Ta rozmowa dała mi więcej spokoju, niż się spodziewałem. Miło było pogadać z kimś bez napięcia, bez konieczności ciągłego uważania na każde słowo, zanim wróciłem do mojego już śpiącego panicza.

Wiedząc, że nie znosi, gdy kładę się do łóżka brudny, wykąpałem się po cichu, a potem wsunąłem się pod kołdrę. Przytuliłem się do niego mocno, zamykając go w swoich ramionach, jakbym chciał ochronić go przed całym światem.

Dni mijały zaskakująco spokojnie. Mój panicz miewał lepsze i gorsze chwile, a ja znosiłem je dzielnie, choć czasami naprawdę miałem wrażenie, że zaczyna mnie to przerastać. Mimo wszystko trwałem przy nim, bo wiedziałem, że mnie potrzebuje.
- Daisuke, dziś przyjdzie do nas medyk - Odezwałem się pewnego ranka.
Leżał w łóżku, jedną dłonią gładząc swój śliczny, zaokrąglony brzuszek, jakby próbował w ten sposób uspokoić zarówno siebie, jak i dziecko.
- Tak? To dobrze… - Odparł po chwili. - Martwię się. Ostatnio dziecko bardzo się wierci, aż za bardzo. - Wyjaśnił, unosząc na mnie swój wzrok.
- Nie przejmuj się tak - Powiedziałem łagodnie, podchodząc bliżej. - Ruchy dziecka są czymś zupełnie normalnym. To znak, że wszystko jest w porządku. - Pochyliłem się i ucałowałem czubek jego głowy, chcąc przekazać mu choć odrobinę spokoju, którego sam w tej chwili potrzebował.

<Paniczu? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz