środa, 21 stycznia 2026

Od Haru CD Daisuke

Bliźniaki? A tego zupełnie się nie spodziewałem.
Nagle wszystko zaczęło mieć sens, to wyjaśniało, dlaczego wcześniej słyszałem bicie dwóch serc. Byłem przekonany, że to serce dziecka i serce mojego panicza. Ani przez chwilę nie podejrzewałem, że może chodzić o drugie maleństwo. I choć szczerze… naprawdę się cieszyłem, w głębi duszy nie potrafiłem przestać myśleć o tym, jak na tę wiadomość zareaguje mój panicz.
Dwoje dzieci to przecież dwa razy więcej obowiązków.
Dwa razy więcej cierpliwości.
Dwa razy więcej miłości.
Dwa razy więcej ubranek, snu przerywanego płaczem, trosk i lęków.
Dwa razy więcej… wszystkiego.
Z jednym dzieckiem, jakoś łatwiej. Da się to poukładać, ogarnąć, znaleźć rytm. Ale z dwójką? Sam nie wiedziałem. Nie byłem pewien, co pomyśli mój panicz. Wiedziałem tylko jedno, będę musiał z nim porozmawiać. Na spokojnie. Gdy medyk opuści naszą rezydencję..
Daisuke zadawał w tym czasie mnóstwo pytań. O wszystko.
O to, jak jego ciało ma utrzymać w sobie dwójkę dzieci.
Jak ma o siebie dbać.
Czego nie robić, czego absolutnie unikać, jak się zachowywać, by wszystko przebiegało tak, jak powinno.
Medyk cierpliwie i spokojnie wszystko tłumaczył. Uspokajał go, powtarzał, by nie martwił się aż tak bardzo. Prosił, by mój panicz oszczędzał się najbardziej, jak tylko to możliwe. Podkreślał, że najważniejsze jest jedno, nie denerwować się. To właśnie stres mógł najbardziej zagrozić naszym maluchom.
Reszta… a reszta miała się ułożyć sama.
I wierzyłem w to. Jeśli tylko zaufa medykowi i naprawdę pozwoli sobie na odpoczynek, wszystko będzie dobrze.
Starszy mężczyzna życzył nam powodzenia, zapewnił, że wszystko potoczy się właściwym torem, po czym opuścił pokój, zostawiając nas samych, pogrążonych w myślach, cichych, niemal nieruchomych.
Mój panicz wpatrywał się w swój brzuch, jakby próbował znaleźć w nim odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie potrafił wypowiedzieć na głos.
A ja milczałem, obserwując go uważnie i zastanawiając się, jak od tej chwili będzie wyglądało nasze życie, ze świadomością, że na świat przyjdzie nie jedno, a dwoje naszych potomków.
- I co my teraz zrobimy? - Zapytał nagle, a jego głos wyraźnie zadrżał. - Przecież ja nie będę w stanie zająć się dwójką dzieci. Jak ja mam je karmić? Co jeśli oboje naraz zgłodnieją i będą potrzebowały jedzenia? A jeśli w tym samym momencie oboje zrobią kupę, jak mam jednocześnie zmienić dwie pieluchy? - Potrząsnął głową, coraz bardziej roztrzęsiony. - Nie… to zdecydowanie nie wchodzi w grę. Ja nie chcę. Ja nie mogę urodzić dwojga dzieci… - Daisuke zaczął naprawdę panikować, a to było dokładnie to, czego teraz najbardziej należało unikać. Rozumiałem jego strach, to wszystko było trudne, przytłaczające i nowe. Lęk był naturalny. Ale jednocześnie wiedziałem, że niczego nie da się już zmienić. Dzieci były w nim, rosły, były zdrowe. I to było najważniejsze.
Podszedłem do niego spokojnie, nie chcąc go jeszcze bardziej spłoszyć. Ująłem jego drobne dłonie w swoje i delikatnie pocałowałem wierzch jednej z nich.
- Skarbie - Odezwałem się cicho, pewnym, spokojnym tonem.- Niczym się nie przejmuj. Jestem przy tobie i będę cały czas. Pomogę ci we wszystkim, w każdej sytuacji. Nie będziesz w tym sam. Nigdy. - Ścisnąłem jego dłonie nieco mocniej, dając mu do zrozumienia, że może się na mnie oprzeć, że naprawdę nie musi dźwigać tego ciężaru samotnie.

<Panicznu? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz