Mimo, że jego słowa mnie troszkę rozbawiły, nie dałem tego po sobie poznać. Kąciki ust nawet mi nie drgnęły, a spojrzenie pozostało niewzruszone. Skoro się tak trochę drażniliśmy to na całego, prawda? Ja w pozostaniu niewzruszonym jestem akurat całkiem niezły, skromnie mówiąc.
– Nie znasz dnia ani godziny, kiedy śmierć po mnie przyjdzie i będę zmuszony cię zostawić – powiedziałem półżartem, półserio. Spojrzenie Serathiona nieco stwardniało, ale co ja poradzę? Taka była prawda. Lepiej, by nigdy nie zapominał, jak kruche jest moje życie. – Masz szczęście, że na razie czuję się całkiem nieźle, i kostucha nie chce mnie jeszcze zabrać – wyszeptałem mu do ucha, kiedy tylko się do niego nachyliłem, a następnie zalotnie podgryzłem jego płatek. – Chodź tutaj, czorcie. Najwyższa pora, byś się jakoś prezentował – wyprostowałem się i te słowa skierowałem oczywiście do naszego futrzaka. W końcu, ja jako tako wyglądałem, Serathion prezentował się cudownie w tej koszuli i bez niej, to i kolejny członek tej dziwnej, pokręconej rodzinki musi jakoś wyglądać.
Kociak oczywiście już zdążył zjeść. Jakim cudem tak szybko zawsze zdąża wyczyścić talerzyk to ja nie mam pojęcia. On chyba tego nie je, on to pochłania. Złapałem delikatnie jego drobne ciałko, delikatnie przytrzymałem i sprawnie zapiąłem na jego szyjce niewielką obróżkę. Kiedy trochę podrośnie możliwe, że będę musiał mu sprawić coś innego, ale na razie to mu wystarczy. Do skórzanej, bordowej obróżki doczepiłem także metalową, okrągłą zawieszkę, z wygrawerowanym jego imieniem. Powinienem zdecydowanie więcej zwracać się do niego po tym dziwnym imieniu, jakie to wybrał dla niego Serathion. Niech się w końcu uczy, jak się nazywa.
– I teraz elegancki z ciebie chłopak – podrapałem go pod bródką. – Prawda? – to zdanie skierowałem do Serathiona, pokazując mu naszego małego przystojniaka.
– Faktycznie, przepiękny. Ciekaw jeszcze jestem, jak będzie wyglądać w sweterku – powiedział rozbawiony, wyciągając ręce po zwierzaka.
– To może na wieczór. Niech się wpierw przyzwyczai do obróżki – zdecydowałem, podając mu Futerko. Czemu Futerko...? Nigdy nie zrozumiem wyboru tego imienia.
– No tak, to trochę dziwne uczucie – uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo. – Może też byś spróbował? Myślę, że pięknie byś się w niej prezentował.
To już któryś raz, kiedy to proponuje mi założenie obroży. Nie do końca wiem, czy mi się to podoba. Wydawało mi się to trochę uwłaczające dla mnie, zwłaszcza, że to zawsze ja prowadziłem w łóżku. I chciałem to utrzymać. Dobrze się czuję w tej roli.
– To myśl dalej, bo jak na razie tylko to ci pozostaje – odparłem zdawkowo, padając na łóżko. Nie miałem na nic ochoty. I to zamierzałem utrzymać. – Ciesz się, że mrozu nie czujesz. Jest dzisiaj wyjątkowo paskudnie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz było aż tak zimno. Nie wiem, jak dałbym sobie radę bez ciepłego kąta – mruknąłem, zerkając na zasłonę. Współczuję każdemu, kto teraz musi być na dworze. Na samą myśl aż mi się zimno robi.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz