sobota, 24 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Jak na moje godzina spaceru, a nawet trochę dłużej, w zupełności mi wystarczyła. I nie tylko mnie, Futerko od dłuższego czasu nawet nie wyściubiał noska za pazuchy. Miałem wrażenie, że z godziny na godzinę robiło się coraz to zimniej, i pewnie tak się też stawało. Im późniejsza godzina, tym gorzej było na zewnątrz. Wiedziałem jednak, że Serathion tego potrzebuje, nawet jeśli głośno się nie przyznawał. Byleby tylko dotrwać do wiosny. Jak będzie cieplej, z wielką chęcią będę z nim wychodzić na takie spacery. A teraz... teraz to ja po prostu mam ochotę zakopać się pod każdą kołdrą i kocem, jakie tylko mamy w pokoju. Ależ on ma szczęście, że nie musi tego czuć. Że nie musi się przejmować takimi pierdółkami. 
– Z wielką chęcią. O ile tobie już wystarczy – powiedziałem, naciągając mocniej kaptur na głowę, jakby to miało mi w czymkolwiek pomóc. I po co miałem się czesać, skoro i tak wszystko zaraz by się popsuło? Nie miało to absolutnie sensu. 
– Wystarczy. Wracajmy do gospody – powiedział, chwytając moją rękę. Od razu zauważyłem, że jego dłoń była jakaś taka cieplejsza niż zazwyczaj. Czyli było już ze mną bardzo źle, skoro dostrzegam takie rzeczy. 
Bez zbędnych słów dałem się mu poprowadzić do naszego przybytku. Całe szczęście, nie musiałem go za bardzo prowadzić, sam doskonale pamiętał drogę. A może szedł po zapachu? Cóż, w tej chwili nie miało to za bardzo znaczenia, najważniejsze, że wiedział, gdzie się znajduje. Do środka wszedłem, wzdychając z ulgą. W końcu temperatura na plusie. Nawet zaciekawiony Futerko wychylił swój łebek, rozglądając się dookoła i poruszając śmiesznie swoim noskiem. A może to te zapachy? W sumie, i jemu dobrze byłoby wziąć na rozgrzanie. Podgrzane mleko, czy coś w ten deseń. Myślę, że dobrze by mu to zrobiło. 
– Jak dobrze – mruknąłem cicho, zasiadając przy stole, standardowo tyłem do całej gospody, a to tylko dlatego, by Serathion mógł w spokoju obserwować ludzi. Lubił to, a ja tego nie negowałem. Każdy ma swoje zboczenia, a jak przez taką obserwację się uczy, to niechaj mu będzie. 
– Zrobiłbyś coś z tymi swoimi włosami. Wyglądają jeszcze gorzej niż wcześniej – mruknął niezadowolony, kiedy zdjąłem kaptur. Nie wiem, jak to zrobił, ale jego fryzura, także pomimo okrycia głowy, prezentowała się idealnie. To pewnie ta cała wampirza magia. Nie widzę innego wytłumaczenia. 
– To przez kaptur. Nawet jakbym się wcześniej uczesał, teraz i tak by to na nic się zdało – powiedziałem spokojnie, pocierając dłoń o dłoń. Zanim cokolwiek zamówię, chciałbym się odrobinkę rozgrzać. Miło byłoby znów poczuć palce. – Tobie też coś wziąć? Jakieś wino? Wydaje ci się nie szkodzić – zaproponowałem, wyciągając kociaka zza pazuchy, by i on trochę rozprostował łapki. Co prawda, na podłogę między gości go nie puszczę, nie mam pewności, gdzie on tam zawędruje, i czy ktoś go przypadkiem nie skrzywdzi, ale niech się trochę rozejrzy.

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz