Przytuliłem się do mojego partnera, dając mu dokładnie to, czego w tej chwili potrzebował. Czułem wyraźnie, że teraz to on mnie potrzebuje a skoro tak, byłem cały dla niego, należałem do niego bez reszty.
Milczałem, ofiarowując mu ciszę, aby mógł odpocząć, złapać oddech, wyciszyć myśli. Po tym, jak nakarmił mnie własną krwią i znalazł ukojenie zalewając moje gardło, miał prawo być zmęczony, powoli zapadł w sen, pozostawiając mnie sam na sam z nocą.
W tej ciszy głaskałem Futerko po łebku, wsłuchując się w głośne, zadowolone mruczenie malucha, który bezceremonialnie wcisnął się między nas. Nie przejmował się ciasnotą, było ciepło, a to najwyraźniej w zupełności mu wystarczało.
Sekundy płynęły leniwie, minuty dźwięcznie dawały o sobie znać na starym zegarze, pozwalając mi odmierzać czas do ponownego przebudzenia się mojego partnera.
Oczywiście wiedziałem, że musi odpocząć. Nie mogłem, a właściwie nie chciałem mu w tym przeszkadzać. A jednak… trochę się nudziłem. Noce wolałem spędzać bardziej aktywnie, żyć w nich pełnią, zamiast tylko trwać. Ale cóż mogłem poradzić na to, że on musiał spać, a ja grzecznie leżeć obok i nic nie robić?
Elian nawet nie wiedział, jak bardzo ucieszyłem się, gdy w końcu otworzył oczy, rozluźniając uścisk i uwalniając mnie z objęć.
- Dzień dobry, Różyczko - Przywitał się cicho, łącząc nasze usta w spokojnym, czułym pocałunku.
- Dzień dobry, mój przystojniaku. Wyspałeś się? - Zapytałem, obserwując uważnie każdy jego ruch, każdy cień emocji malujący się na twarzy.
- Wyspałem się - Przyznał, po czym znów przyciągnął mnie do siebie, obejmując mocniej, jakby nie miał jeszcze dość bliskości.
Ten gest, jak szybko się okazało, wcale nie spodobał się naszemu maluchowi. Kot, głośno mrucząc, wspiął się po Elianie, najwyraźniej uznając, że to jemu należy się teraz cała uwaga. Wyciągnął łepek w stronę jego twarzy, próbując się o nią otrzeć z bezczelną czułością.
- Odejdź… - Mruknął Elian z wyraźną niechęcią, odsuwając się nieco i próbując zepchnąć kota na bok.
Maluch jednak ani myślał się poddać. Pragnąc jeszcze więcej pieszczot, spróbował podejść ponownie, zupełnie nie przejmując się chłodnym nastawieniem mojego partnera ani tym, że najwyraźniej był tu niemile widziany.
- Nie bądź aż tak dla niego nieprzyjemny, on chce się tylko przytulić, chce spędzić z tobą czas - Zwróciłem się do partnera, unosząc się powoli z łóżka.
- Muszę być dla niego nieprzyjemny - Odparł bez wahania. - Musi się nauczyć, że ma swoje miejsce. I dziś go tego nauczę - Zadecydował, również wstając. Przeciągnął się leniwie, napinając mięśnie, jakby sen wciąż jeszcze nie do końca go opuścił. - Ale to zaraz… najpierw pójdę zjeść posiłek. Przyniosę też coś dla niego, a później zajmę się nauką posłuszeństwa, tego małego złośnika - Dodał, jakby mówił o czymś zupełnie oczywistym.
Ruszył w stronę łazienki, zostawiając mnie sam na sam z jego decyzją.
Westchnąłem cicho i spojrzałem na malucha, który natychmiast podszedł do mnie, głośno mrucząc i ocierając się o moje dłonie, jakby szukał sprzymierzeńca. Usiadłem na łóżku biorąc malucha na ręce, a on uniósł łepek, wpatrując się we mnie swoimi wielkimi, pełnymi nadziei oczami.
- On ci nie odpuści, musisz nauczyć się, że nie jesteś pępkiem świata - Mruknąłem do kotka cicho, niemal konspiracyjnie. Wiedząc, że Elian nie da mu dziś spokoju.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz