Nie do końca rozumiałem, po co chciał kąpać się drugi raz. Przecież i tak pachniał ładnie. Nie spocił się, przynajmniej nie na tyle, by było to jakkolwiek wyczuwalne. Z jakiego więc powodu uważał, że musi znowu brać kąpiel? I dlaczego tak bardzo przejmował się swoim zapachem?
Owszem, jako wilkołak miałem znacznie wrażliwszy węch niż niejeden człowiek. Czułem więcej, intensywniej, dokładniej. Ale nawet z tym całym wyostrzonym zmysłem nie wyczuwałem w nim nic nieprzyjemnego. Wręcz przeciwnie był czysty, ciepły, znajomy. Pachniał… po prostu sobą. Naprawdę mógłby sobie odpuścić. Nie było powodu, by robić z tego aż taki dramat.
- Nie przejmuj się - Odezwałem się w końcu, chcąc go uspokoić. - Ładnie pachniesz. Myślę, że nie spociłeś się na tyle, żeby mi to przeszkadzało. - Dopiero gdy te słowa padły na głos, dotarło do mnie, jak beznadziejnie to zabrzmiało. Zbyt późno. Już wiedziałem, że źle to ująłem. Zdecydowanie źle. Zamiast go uspokoić, dolałem oliwy do ognia.
- A więc jednak… chociaż odrobinę się spociłem? - Zapytał, a w jego głosie pojawiło się napięcie. - I będę ci śmierdział? - Pokręciłem głową, ale on już wyciągał własne wnioski. Aby zx- Nie. W takim razie zdecydowanie muszę się wykąpać - Stwierdził stanowczo.
Właśnie tego się obawiałem. Jedno źle sformułowane zdanie i teraz miałem tego konsekwencje.
- Dobrze… już dobrze - Westchnąłem cicho. - Zaraz przygotuję ci kąpiel. - Nie powiedziałem nic więcej. Po prostu odwróciłem się i ruszyłem w stronę łazienki. Wiedziałem, że jeśli spróbuję jeszcze coś tłumaczyć, na pewno znów powiem coś nie tak. Źle dobiorę słowa, a on zacznie przejmować się jeszcze bardziej.
Czasem naprawdę lepiej było po prostu milczeć.
Przygotowałem mu kąpiel idealną, dokładnie taką, jaką najbardziej lubił. Ciepła woda, olejki o kojącym zapachu, piana i zapalone świeczki, rzucające miękkie światło na ściany łazienki. Zrobiłem wszystko, co mogłem, by się uspokoił, by wyciszył myśli i choć na chwilę przestał obarczać się winą za rzeczy, na które nie miał żadnego wpływu.
Chciałen, żeby wszystko było tak, jak być powinno. Spokojnie. Bez napięcia. Bez niepotrzebnych myśli krążących w jego głowie. Może byłoby mu łatwiej, gdybym ja sam potrafił lepiej dobierać słowa, gdybym nie wmawiał mu czegoś przez źle złożone zdania, które zamiast koiły, raniły.
- Skarbie, kąpiel jest już dla ciebie przygotowana - Odezwałem się łagodnie. - Chodź, pomogę ci do niej wejść. A jeśli będziesz chciał, mogę pomóc ci się umyć… i jeszcze chwilę z tobą posiedzieć, zanim zejdę na dół do reszty. -:Dorzuciłem te słowa ciszej, niemal niepewnie, po czym wyszłem z łazienki, by osobiście zaprowadzić mojego partnera do bali.
Mój mąż westchnął cicho i podszedł do mnie niepewnym krokiem. Ujął moją dłoń, jakby szukał w tym geście oparcia, choć jego mina wciąż zdradzała niezadowolenie. A może raczej niepokój. Albo zmartwienie, którego jeszcze nie potrafił nazwać. Trudno było mi odgadnąć, co dokładnie kłębi się w tej jego głowie, wiedziałem tylko, że znowu coś sobie dopowiedział.
Chyba naprawdę muszę zacząć ważyć słowa.
- Wszystko w porządku? - Zapytałem cicho, unosząc drugą dłoń i kładąc ją na jego policzku.
Pogładziłem go delikatnie kciukiem, martwiąc się nie tylko o to, co czuł w tej chwili, ale też o to, co zdążył już sobie ubzdurać. O te wszystkie myśli, które przychodziły zbyt szybko i zostawały zbyt długo. Chciałem je odgonić, choćby na moment sprawić, by poczuł, że jest bezpieczny, że niczego nie zrobił źle.
Owszem, jako wilkołak miałem znacznie wrażliwszy węch niż niejeden człowiek. Czułem więcej, intensywniej, dokładniej. Ale nawet z tym całym wyostrzonym zmysłem nie wyczuwałem w nim nic nieprzyjemnego. Wręcz przeciwnie był czysty, ciepły, znajomy. Pachniał… po prostu sobą. Naprawdę mógłby sobie odpuścić. Nie było powodu, by robić z tego aż taki dramat.
- Nie przejmuj się - Odezwałem się w końcu, chcąc go uspokoić. - Ładnie pachniesz. Myślę, że nie spociłeś się na tyle, żeby mi to przeszkadzało. - Dopiero gdy te słowa padły na głos, dotarło do mnie, jak beznadziejnie to zabrzmiało. Zbyt późno. Już wiedziałem, że źle to ująłem. Zdecydowanie źle. Zamiast go uspokoić, dolałem oliwy do ognia.
- A więc jednak… chociaż odrobinę się spociłem? - Zapytał, a w jego głosie pojawiło się napięcie. - I będę ci śmierdział? - Pokręciłem głową, ale on już wyciągał własne wnioski. Aby zx- Nie. W takim razie zdecydowanie muszę się wykąpać - Stwierdził stanowczo.
Właśnie tego się obawiałem. Jedno źle sformułowane zdanie i teraz miałem tego konsekwencje.
- Dobrze… już dobrze - Westchnąłem cicho. - Zaraz przygotuję ci kąpiel. - Nie powiedziałem nic więcej. Po prostu odwróciłem się i ruszyłem w stronę łazienki. Wiedziałem, że jeśli spróbuję jeszcze coś tłumaczyć, na pewno znów powiem coś nie tak. Źle dobiorę słowa, a on zacznie przejmować się jeszcze bardziej.
Czasem naprawdę lepiej było po prostu milczeć.
Przygotowałem mu kąpiel idealną, dokładnie taką, jaką najbardziej lubił. Ciepła woda, olejki o kojącym zapachu, piana i zapalone świeczki, rzucające miękkie światło na ściany łazienki. Zrobiłem wszystko, co mogłem, by się uspokoił, by wyciszył myśli i choć na chwilę przestał obarczać się winą za rzeczy, na które nie miał żadnego wpływu.
Chciałen, żeby wszystko było tak, jak być powinno. Spokojnie. Bez napięcia. Bez niepotrzebnych myśli krążących w jego głowie. Może byłoby mu łatwiej, gdybym ja sam potrafił lepiej dobierać słowa, gdybym nie wmawiał mu czegoś przez źle złożone zdania, które zamiast koiły, raniły.
- Skarbie, kąpiel jest już dla ciebie przygotowana - Odezwałem się łagodnie. - Chodź, pomogę ci do niej wejść. A jeśli będziesz chciał, mogę pomóc ci się umyć… i jeszcze chwilę z tobą posiedzieć, zanim zejdę na dół do reszty. -:Dorzuciłem te słowa ciszej, niemal niepewnie, po czym wyszłem z łazienki, by osobiście zaprowadzić mojego partnera do bali.
Mój mąż westchnął cicho i podszedł do mnie niepewnym krokiem. Ujął moją dłoń, jakby szukał w tym geście oparcia, choć jego mina wciąż zdradzała niezadowolenie. A może raczej niepokój. Albo zmartwienie, którego jeszcze nie potrafił nazwać. Trudno było mi odgadnąć, co dokładnie kłębi się w tej jego głowie, wiedziałem tylko, że znowu coś sobie dopowiedział.
Chyba naprawdę muszę zacząć ważyć słowa.
- Wszystko w porządku? - Zapytałem cicho, unosząc drugą dłoń i kładąc ją na jego policzku.
Pogładziłem go delikatnie kciukiem, martwiąc się nie tylko o to, co czuł w tej chwili, ale też o to, co zdążył już sobie ubzdurać. O te wszystkie myśli, które przychodziły zbyt szybko i zostawały zbyt długo. Chciałem je odgonić, choćby na moment sprawić, by poczuł, że jest bezpieczny, że niczego nie zrobił źle.
<Panicznu? C:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz