sobota, 17 stycznia 2026

Od Daisuke CD Haru

 Powinienem większą uwagę przykładać do swojej higieny. Z tym brzuchem jest mi coraz ciężej robić te chociażby podstawowe rzeczy, ale to nie powinna być wymówka. Muszę się pilnować, by nie przeszkadzać Haru bardziej niż to konieczne. Muszę pamiętać, że on widzi ten świat inaczej, czuje więcej. Nie mogę się zaniedbywać. 
– Hmm? Nie, wszystko w porządku. Możesz już zejść do reszty. Umyję się i od razu położę. I tak nie mam siły na nic innego – powiedziałem, odwracając głowę w jego stronę i siląc się na piękny uśmiech. Wychodzi na to, że zawsze muszę być idealny. 
– Męczy cię to, prawda, skarbie? - spytał ostrożnie, nie odchodząc i dalej masując moje ramiona. Okrutnik. Doskonale wiedział, co zrobić, by tak trudno mi się oprzeć. - To, co powiedziałem? To... nie o to mi chodziło, wiesz? Źle dobrałem słowa. Wiesz, że tak potrafię, głupi jestem, a przy tobie jeszcze głupszy. Powinieneś słuchać moich głupot z przymrużeniem oka. 
- Czemu? Powiedziałeś prawdę  - zauważyłem, kładąc na swój brzuch dłoń. Delikatnie go pogładziłem, czując delikatne, ledwo wyczuwalne ruchy. Na co on tak reagował? Co dzisiaj, i ostatnio się takiego działo, że taki ruchliwy był? Trochę mnie to martwiło. Może mu tam... niewygodnie było?  W końcu, nie miał za wiele miejsca, a będzie go potrzebował jeszcze więcej... Już teraz czasem ciężko mi wziąć oddech, jakby  moje płuca się skurczyły, i pewnie właśnie tak jest. Gdzieś czytałem, że podczas ciąży dziecko wręcz te wszystkie narządy wewnątrz przygniata, bo się po prostu rozpycha. Jak tak sobie o to tym myślę, to trochę przerażające, co taka jedna ciąża robi z ciałem człowieka. - Nie chcę być dla ciebie wielkim utrapieniem. Wystarczy, że znosisz moje humorki. Nie musisz jeszcze znosić mojego zapachu. 
- To nie... - nie dokończył, tylko westchnął cicho i wziął głęboki wdech. - Kocham cię, wiesz? - powiedział, po czym mnie ucałował w czubek głowy. 
- Wiem. Ja ciebie też kocham. Inaczej nie nosiłbym w sobie twojego dziecka – odpowiedziałem, odgarniając włosy na bok. - Myślę, że już dalej sobie ze sobą poradzę. Idź na dół, zrelaksuj się. Może napiłbyś się whisky? - zaproponowałem, chcąc przede wszystkim dla niego trochę spokoju. Niech się już mną przestanie przejmować, i skupi na sobie. Myślę, że tak będzie najlepiej. Każdy dzięki temu na tym skorzysta. 
- Wolę cię doprowadzić bezpiecznie do łóżka. A później zejdę do reszty – zdecydował. No i co ja z nim miałem... 
Dałem więc mu się umyć, później mnie ubrać, odprowadzić, opatulić kołdrą... no miałem dosłownie wszystko, co mi potrzebne było. A on? Teraz on o siebie powinien zadbać. 
- Myślę, że kociaki już zadbają o to, bym bezpiecznie zasnął. Baw się dobrze beze mnie, dobrze? - poprosiłem, przygarniając do siebie Tradycję, która przyszła się przytulić.

<Piesku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz