Jak mam być szczery, trochę tego nie rozumiałem. Jak dla mnie kot jak kot, tylko zabiedzony i porzucony. Może był jednym z miotu, który się na święta nie sprzedał. Zresztą, to też jest okropne, sprawiać swoim pociechom zwierzę na prezent. Malutkie jest słodkie, ale zaraz zaczną się problemy, i jeszcze wyrośnie, i już nie jest takie fajne. Podejrzewam, że podzieliłby podobny los, gdyby ktoś go wziął. A nie wziął pewnie z powodu koloru jego futerka... Mało kto lubi czarne koty. Kojarzą się one z pechem. Ile lat minie, nim ludzie przestaną wierzyć w przesądy, które tak naprawdę wzięły się z dupy. Kto o zdrowych zmysłach wierzy w to, że będzie miał pecha, jak zwykła kicia mu drogę przebiegnie?
– Chyba dalej potrzebuje twojej uwagi – zauważyłem z rozbawieniem. Nie przeszkadza mi to. I tak mam trochę do zrobienia. Muszę pościel zmienić, wyprać... No i tę skrzyneczkę dla niego ogarnąć. I może coś zjeść. Jeszcze nie miałem okazji czegoś zjeść. Ciągle się coś dzieje.
– A może chce do ciebie, bo jesteś ciepły? – zaproponował, na chwilę odwracając głowę w moją stronę.
– Mnie nie lubi. Ja jestem tym złym, który zmusza go do picia. Za jakąś godzinę znów muszę go napoić – cicho westchnąłem. Nie przeszkadzało mi to. Ja tam nie widzę w tym problemu, by kociak za mną nie przepadał. Najważniejsze, by był zdrowy, i by Serathion był o niego spokojny. Nic więcej nie nie potrzebuje do szczęścia. – No już, zajmij się nim. Ja i tak mam mnóstwo rzeczy do roboty.
– Naprawdę? Myślałem, że zajmiesz się teraz mną – zrobił smutną minę, poprawiając kołnierzyk mojej koszuli.
– Zwierzątko wiąże się z obowiązkami – powiedziałem spokojnie, gładząc jego plecy. – I dzięki temu, że go przygarnęliśmy, kilka mi ich doszło. Muszę przygotować dla niego tę skrzyneczkę, i zmienić pościel. I później go napoić. Tak więc jak widzisz, trochę tego jest – wymieniłem wszystko, co do tej pory mam do zrobienia.
– Może więc wypiorę pościel? – zaproponował, na co uniosłem brew.
– A dasz radę? – odpowiedziałem pytaniem, co go trochę oburzyło.
– No już bez przesady. Co takiego trudnego jest w praniu? – prychnął cicho, jakbym go obraził.
– Małe rzeczy łatwo się pierze. Z takimi dużymi możesz mieć problem. Ale możesz ściągnąć poszewki i nałożyć czyste, a te brudne zostaw mi w łazience. To też będzie dla mnie ułatwienie – powiedziałem, po czym ucałowałem go w policzek. – A teraz wybacz, ale lepiej pójdę mu załatwić tę skrzyneczkę, nim znów będę musiał z nim lecieć na dwór. Jakoś mi się nie uśmiecha stać na dworze. I jemu też się to nie podobało – powiedziałem, musząc niestety odrzucić jego zaloty. Zwierzątko to odpowiedzialność, pytanie, czy i kiedy Serathion się tego nauczy.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz