Mimo jego spokojnych zapewnień, czułem lekką niepewność.. Bo skoro się aż tak rusza, to co, jak się zapląta? I udusi? I urodzę martwe dziecko? Sama ta myśl sprawia, że odrobinkę panikuję... chociaż, nie, gdyby było coś nie tak, Haru by mi powiedział, prawda? Trochę dziwnie reaguje, kiedy przykłada ucho do brzucha, ale to chyba nie chodzi o to, że coś jest z dzieckiem nie tak... prawda? Mam nadzieję, że nie. Nie przeżyłbym tego. Nie po to w końcu tyle się męczę, i znoszę to ciało, każdą niedogodność z nim związaną, i z tą ciążą, by teraz się okazało, że coś jest nie tak z istotką, którą noszę w sobie.
- Mam nadzieję, że się tam nie zapląta – powiedziałem cicho, nie przestając gładzić brzucha.
- Nie zaplątał się. Zauważyłbym to – uspokoił mnie, siadając obok i gładząc moje plecy.
- I co byś zrobił? Jest za wcześnie na cesarkę. Udusiłoby się tam we mnie – wymamrotałem, przerażony na samą myśl o tej możliwości.
- Zamartwianie się o tym, co może się wydarzyć nie służy, ani tobie, ani jemu. Martwisz się, i on to czuje, i pewnie dlatego tak bardzo się rusza – mówił dalej, cierpliwie przy mnie trwając. Ja jestem zmęczony, owszem. Ale co on ma powiedzieć? Musi mnie znosić, co jest chyba niewykonalne. Ja siebie nie znoszę, a co dopiero on mnie. - Po wizycie może przejdziemy się na spacer, co? Krótki, dla rozprostowania nóg, i oczyszczenia myśli. Koda na pewno się za tobą stęsknił.
- Może to dobry pomysł – przyznałem po chwili, cicho wzdychając. - Zmęczony już jestem. Chciałbym, żeby to wszystko było już za mną – dodałem, patrząc gdzieś w bok.
- Już mniej niż połowa za nami. Teraz zleci bardzo szybko – odpowiedział, tuląc mnie do siebie. W tym samym momencie do naszego pokoju ktoś zapukał. - Otworzę – odpowiedział i pocałował mnie w policzek.
Haru wpuścił medyka do środka. Ja natomiast poprawiłem się na łóżku i z bijącym sercem czekając na werdykt lekarza. Ten zrobił ze mną wywiad, spytał, jak się czułem w ostatnich dniach, czy coś mnie niepokoi, a po tym podwinął nam koszulkę do góry i przyłożył stetoskop do brzucha. Skrzywiłem się, czując ten zimny metal na rozgrzanej skórze, i czekałem cierpliwie na werdykt.
– To... to ciekawe – powiedział po chwili, a serce z nerwów zabiło mi znacznie szybciej.
– To znaczy? – spytałem niepewnie, nerwowo bawiąc się swoimi palcami. Ciekawe w języku medycyny niekoniecznie musi oznaczać dobrą rzecz.
– Słyszę dwa bicia serca. Wychodzi na to, że nosisz bliźniaki – na jego słowa zamarłem. Jak to bliźniaki? Gdzie ma mi się dwójka dzieci pomieścić? Przecież to jest fizycznie niemożliwe. Przeraża mnie poród z jednym dzieckiem, a tu ledwo wypchnę jedno i jeszcze się z drugim będę męczyć. Za to Haru musi być szczęśliwy, chciał mieć przecież bliźniaki, tylko szkoda, że to ja na tym najbardziej ucierpię.
– Ale... jak to możliwe? Będę w ogóle w stanie donosić bezpiecznie taką ciążę? – spytałem, nie kryjąc strachu w głosie.
– Będę uważnie obserwował pański stan. Niewykluczone jednak, że najpewniej skończy się to cesarką, tydzień lub dwa przed planowanym terminem porodu naturalnego. Proszę się nie obawiać, dopilnuję, by wszystko przebiegło bezpiecznie – obiecał mi, uśmiechając się uspokajająco. Wcale jednak nie czułem się lepiej. Byłem przerażony wszystkimi możliwymi komplikacjami, jakie mogą wyniknąć z tego powodu.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz