środa, 28 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 To było z jego strony trochę podłe, wypominać mi, że jego żywot kiedyś się skończy. Przecież wciąż jest młody. Oczywiście, nie ma wieczności tak jak ja… i właśnie dlatego bolało mnie to jeszcze bardziej. Nie chciałbym, aby umarł za rok, dwa czy pięć. A jednak wiedziałem, że jego życie nigdy nie będzie tak długie jak moje. Nie mogłem tego zmienić.
A właściwie… mogłem.
Byłem w stanie go przemienić.
Tylko czy on by tego chciał?
Czy poradziłby sobie z takim ciężarem?
Obawiałem się, że nie.
Poza tym nigdy nie chciałem go skrzywdzić. Choć nie mogłem mieć pewności, jak zachowałbym się w chwili, gdyby naprawdę istniał jakikolwiek sposób, by go ocalić, nawet kosztem wszystkiego innego.
Lepiej, żebym mu o tym nie mówił. Nie chciałem dyskusji. Niech to pozostanie w mojej głowie tam, gdzie mogłem nad tym panować. Dopóki tylko będę w stanie, będę go chronił przed całym złem tego świata… nawet jeśli największym złem tego świata jestem ja, wampir zdolny zabić bez mrugnięcia okiem.
Westchnąłem cicho i w końcu podniosłem się z łóżka. Powoli ruszyłem w stronę łazienki, zerkając jeszcze na kociaka. Na szczęście nie ruszył za mną. I dobrze, nie chciałem jego towarzystwa. Wolałem wykąpać się z moim partnerem, sam na sam.
Elian już zajmował swoje miejsce w balii. Spojrzał na mnie uważnie, gdy tylko się pojawiłem.
- Już zaczynałem się zastanawiać, czy na pewno do mnie dotrzesz. Niezbyt ci się spieszyło - Stwierdził, obejmując mnie, gdy tylko usiadłem przed nim.
- Na dobre i piękne rzeczy trzeba czasem poczekać - Odparłem zadziornie, uśmiechając się do niego.
Poczułem ulgę, gdy zanurzyłem się w wodzie. Nie była agresywnie gorąca, jedynie letnia. Znacznie przyjemniejsza dla mojej delikatnej skóry, która nie znosiła ciepła… choć w rzeczywistości i tak go nie czuła.
- Ach, no tak. Niemądry ja, nie pomyślałem - Zaśmiał się cicho, przyciągając mnie bliżej.
Wspólna kąpiel jak zawsze była niezwykle przyjemna. Niby nic wielkiego się nie działo, a jednak wystarczało to, byśmy poczuli spokój. Futerko nie darł się pod drzwiami, więc nic nam nie przeszkadzało. Mogliśmy po prostu relaksować się i cieszyć wspólnie spędzonym czasem.
- Wiesz… - Odezwałem się w końcu, odwracając się do niego po dokładnym umyciu ciała. - Tak sobie myślę… może dziś też wyjdziemy na zewnątrz? - Zacząłem ostrożnie, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że mój partner nie do końca miałby na to ochotę.
- Na zewnątrz? - Mruknął, ewidentnie niezadowolony - Przecież jest tak zimno… tak nieprzyjemnie. - Od razu dał mi do zrozumienia, że wolałby zostać w środku. I w porządku, nie miałem z tym najmniejszego problemu. Jeśli chciał, mógł zostać. Ja jednak… cóż, naprawdę chętnie bym gdzieś wyszedł. Zaczynałem wariować od siedzenia w czterech ścianach.
- To może pójdę sam? - Zaproponowałem ostrożnie. - Wiesz, kocham twoje towarzystwo, ale naprawdę potrzebuję wyjść. Nie potrafię siedzieć zamknięty jak ptak w złotej klatce. Nigdy wcześniej nie spędziłem tyle czasu w jednym miejscu. - Na moment zawahałem się, po czym dodałem już szczerze, nie chcąc, by źle to odebrał: - Choć z tobą jest tu bardzo przyjemnie, świeże powietrze i rozprostowanie kości pomogą mi nie być tak zirytowanym… i złośliwym wobec ciebie i całej reszty. - Wyjaśniłem, składając na jego ustach delikatny pocałunek.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz