Ależ on był niecierpliwy. Dopiero co przecież wróciłem, a on leży tu tylko w mojej koszuli. Ależ był niecieroliwy. A przed chwilą twierdził, że wcale nie chce wychodzić, bo jest dla mnie za zimno. I czemu się tak oszukuje? Przecież jestem tu dla niego. Mówiłem mu to nie raz.
– Może najpierw się ogarniesz, co? Wypadałoby się jakoś prezentować. No i daj mu chwilkę na zjedzenie, i niech mu się może w brzuszku ułoży, co? I tak mamy kilka kilka minut – powiedziałem rozbawiony, poprawiając jego włosy. Pierścionek zmieniał go nieco bardziej niż tylko kolor oczu. Nadawał jego skórze zdrowych, żywych tonów, delikatnych rumieńców, maskował sińce i bladość. Szkoda. Ale dzięki temu nikt nie mógł się do niego przyczepić. – I też muszę go ubrać, tak? To może nie być taka prosta sprawa.
– I po tym wychodzimy? – spytał z nadzieją.
– I po tym wychodzimy – obiecałem, uśmiechając się lekko. – No już, leć. Wyglądaj pięknie – poprosiłem, składając na jego czole pocałunek.
Serathion mnie posłuchał, a mi pozostało zajęcie się kociakiem. Kiedy tylko zjadł, od razu do mnie podszedł, cicho mrucząc. Złapałem go delikatnie i zaniosłem na łóżko, a następnie wyjąłem z szafki ten mały sweterek, oczywiście pod kolor jego obróżki, i wcisnąłem go w niego. Był troszkę za duży, ale biorąc pod uwagę, jak szybko takie kociaki rosną, zaraz będzie i na niego za dobry, i za mały. Ale na tę zimę mu wystarczy, a biorąc pod uwagę, jak malutki jest, przyda mu się to. A później się zobaczy, na jakiego kocura wyrośnie. I czy z nami będzie chciał dalej być.
– No już, nie narzekaj. Wyjdziesz na dwór to będziesz wdzięczny, że takie coś masz – powiedziałem, obserwując go z uwagą. Nie wydawał się zachwycony. Co chwila szarpał za krawędzie, cicho prychał i patrzył na mnie z wyrzutem, jakbym mu jakąś krzywdę zrobił. Jak wyjdziemy na dwór, dopiero mi będzie wdzięczny. Tylko, jeszcze o tym nie wie. – Gdybyś nie robił takiego rabanu, siedziałbyś w cieple. Ale nie, musisz tak się drzeć, że cała gospoda cię słyszy. Jak będziesz taki głośny, wywalą całą naszą trójkę. I jak Serathion da sobie radę, tak tobie i mnie tyłki tam na zewnątrz odmarzną. Przekonasz się o tym dzisiaj – powiedziałem, idąc z nim do okna. Idealnie. Może jak wyjdziemy od razu, to nie będzie aż tak zimno, bo słońce trochę nagrzało ziemię? Mam szczerze taką nadzieję, tylko ona mi pozostała. – No proszę, postanowiłeś się pochwalić swoim prezentem? – zapytałem, uśmiechając się delikatnie na jego widok. Tak, to był bardzo dobry pomysł, by mu ją kupić.
– Za to ty wyglądasz, jakbyś się przez rok nie czesał – mruknął, chyba nie do końca zadowolony, na co się zaśmiałem cicho.
– To specjalnie, wiesz? To się nazywa artystyczny nieład. Dodaje mi uroku – odparłem, uśmiechając się nonszalancko.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz