Czy ja kiedykolwiek zechcę przytulić się do tego małego futrzaka? Nieco wątpię. Co taki kociak może mi dać? Co najwyżej ciepło, ale jak jemu będzie zimno, to sam do mnie przyjdzie, bo z naszej dwójki tylko ja go mogę ogrzać. Zatem, czy mi się to podoba czy nie, i tak będę na niego skazany. A przytulać to ja się mogę do Serathiona. On tak przyjemnie pachnie, i jest calutki mój. Czy może istnieć coś lepszego? Nie wydaje mi się. No ale teraz po prostu muszę zaakceptować fakt, że ten mały gnojek jest bardziej atencyjny niż jego wybawiciel, a to jest nie byle jakie osiągnięcie. Oj tak, Serathion ma takie chwile, że nie można zwracać uwagi na nic innego poza nim, bo zaraz zacznie uzyskiwać tę atencję od innych. A inni bardzo chcą mu dawać tę atencję, co mi się zdecydowanie nie podobało.
- Chyba jednak spasuję. Wolałbym przytulać się do ciebie – mruknąłem, odwracając się na plecy, by móc popatrzeć w ten wspaniały sufit. Ostatnie dni były pełne spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Nie dostrzegam nikogo, kto by nas szukał, ani strażników z poprzedniego miasta, ani tych głupich wilkołaków. Nie wiem, jak mojego partnera, ale ja nie mam wrogów, którzy by mnie szukali. Jego szukają, ale chyba zgubili trop. Ciekawe, czy spróbują tego samego sposobu, i wynajmą kolejnego łowcę...? Schodząc na dół, powinienem mieć oczy szeroko otwarte, i słuchać plotek. Dlatego muszę ładnie uśmiechać się do kelnerek i słuchać tego, co do mnie mówią. W końcu, to właśnie karczmarze wiedzą i słyszą najwięcej.
- Na razie musisz obejść się smakiem – mimo że nie obserwowałem Serathiona, doskonale wiedziałem, że się uśmiecha.
- Jak tylko będę mógł, odbiorę sobie wszystko to, co teraz ten mały futrzak nam zabiera – mruknąłem, zerkając na nich kątem oka. Tak sobie narzekałem, ale wiedziałem, że teraz będę ich bronił. Nie ma mowy, że ktokolwiek ich tknie, póki jestem obok. Ta dwójka jest pod moją opieką, a kiedy coś, albo ktoś jest pod moją opieką, nic złego się takowemu nie dzieje, bo robię wszystko, by o nich zadbać Lubię dawać z siebie sto procent. Tak zostałem w końcu nauczony, i tak będę postępować.
- Trzymam cię za słowo – uśmiechnął się figlarnie, gładząc to drobne, kocie ciałko. - Tak sobie myślę... gdzie chcesz później iść? Jak już się skończy zima, gdzie chcesz iść? W którą stronę? - spytał, ewidentnie zaciekawiony. Ale dziwne pytania zadaje. Bardzo przyszłościowe. Nie wiem, co jutro będę jeść, a on chce wiedzieć, gdzie będziemy szli za te trzy miesiące.
- Też chciałbym to wiedzieć – cicho westchnąłem. - Nie mam pojęcia. Nie myślałem nad tym. Mam mapę, możesz sam wybrać miejsce... byłeś kiedyś nad morzem? - zapytałem nagle, powoli sobie ustalając w głowie pewien plan.
- Dobrze wiesz, że nie.
- To może byśmy odwiedzili jakieś miasto portowe? Oczywiście, zanim dotrzemy nad morze miną tygodnie, jak nie miesiące, ale to mógłby być jakiś nasz cel. Jeśli chcesz oczywiście zobaczyć morze. Jak dla mnie to nie jest nic wielkiego, to dla mnie po prostu dużo wody... No, ale może ty uważasz inaczej – zaproponowałem, czekając na jakąś jego reakcję.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz