sobota, 24 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Prychnąłem cicho, słysząc jego słowa. Artystyczny nieład? Zdecydowanie mógłby się bardziej postarać. Wychodzi ze mną na zewnątrz, a potem jeszcze się dziwi, że wszystkie oczy skierowane są na mnie, a nie na niego. Przecież gdyby tylko trochę się ogarnął, choćby poprawił włosy, wyglądałby znacznie lepiej. A wtedy ludzie patrzyliby także na niego. A może tylko na niego, w końcu to całkiem przystojny facet tylko mniej zadbamy, a przecież nie tak jak ja.
- A może jednak zechcesz poczesać swoje włosy? - Zaproponowałem, podchodząc bliżej. Stanąłem na palcach, żeby choć dłonią spróbować je poprawić, ułożyć je w coś, co wyglądałoby bardziej… celująco - Jakoś ładnie je ułożyć, zrobić z nimi cokolwiek, żeby wyglądać lepiej? - Dodałem, bawiąc się jego włosami.
- Wyglądam dobrze, nie przesadzaj - Odpowiedział z lekkim uśmiechem. Chwycił moją dłoń i od razu ucałował ją delikatnie, po czym przyciągnął mnie bliżej siebie. - Chodźmy. Nie przejmuj się moim wyglądem. - Pociągnął mnie za rękę w stronę dworu, zupełnie nie przejmując się chaosem panującym na jego głowie.
Na zewnątrz od razu zauważyłem ludzi, którzy marzli, szczelniej otulając się płaszczami i kurtkami, zakładając na siebie wszystko, co tylko mogli. Zimno było niemal namacalne.
Futerko natychmiast schowało się głębiej w płaszcz Eliana, szukając schronienia przed lodowatym powietrzem, które uderzyło w drobne ciało.
- Zimno - Mruknął niezadowolony Elian, krzywiąc się, gdy chłód uderzył go w twarz.
- Chcesz wracać? - Zapytałem, niepewny, czy temperatura nie była dla niego zbyt niska. Sam jej nie czułem. Wampiry nie odczuwały zimna ani ciepła, choć moje ciało reagowało na zmiany temperatury, ja sam nie odczuwałem różnicy.
- Nie. Chodźmy - Powiedział krótko, ściskając mocniej moją dłoń i ciągnąc mnie w stronę miasta.
Na zewnątrz nie było wielu ludzi. Zapewne większość wciąż leżała w łóżkach albo jadła śniadanie, ciesząc się obecnością drugiej osoby. A my… my cieszyliśmy się sobą, stojąc na zimnym dziedzińcu.
- Dziwnie tu pusto - Mruknąłem cicho. Niby nie powinienem być zaskoczony, dobrze wiedziałem, że to pierwszy dzień świąt, a to oznacza jedno, ludzi jest znacznie mniej. Do tego temperatura sama w sobie skutecznie ich zniechęcała do wychodzenia z domów.
- Ciekawe dlaczego - Mruknął Elian z nutą rozbawienia w głosie, ciągnąc mnie głębiej w stronę miasta. Zatrzymał się dopiero przy choince, tej samej, na której zawiesiliśmy nasze bombki.
Jak się okazało, wciąż tam były. I bardzo dobrze. Moją bombkę naprawdę lubiłem, była dziwaczna, trochę krzywa, może nawet niepasująca do reszty… ale dokładnie taka jak ja. I dopóki tu jestem, zamierzałem cieszyć się tym, co sam stworzyłem.
Na dworze spędziliśmy około godziny, może trochę dłużej. Chodziłem, oglądałem, przechadzałem się bez pośpiechu tu i tam, po prostu chłonąc chwilę i zimne powietrze uderzające w moją twarz.
Odwróciłem się w stronę Eliana i od razu zobaczyłem, że ma już dość. Chce wracać, było to widać aż nazbyt wyraźnie, ale milczał, bo wiedział, że ja wciąż chcę tu być.
Westchnąłem ciężko, dostrzegając to, co się działo. Dlaczego mi nie powie, że jest mu zimno? Że ma dosyć? Przecież mógłby. Zdecydowanie mógłby.
- Chcesz wracać? - Zapytałem w końcu, podchodząc bliżej. - Może napijemy się czegoś ciepłego? A raczej ty napijesz się czegoś ciepłego - Zatrzymałem się przy nim, zauważając, jak chowa kotka głębiej pod futrem, jakby próbował osłonić go przed zimnem… a może i samego siebie.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz