Oczywiście, że przykre, ale na to nic się nie dało poradzić. Zwierzaki zwykle nie żyją za długo, chociaż jak na moje nasze kociaki nieźle się trzymają. Co prawda, pewnie żyłyby jeszcze dłużej, gdyby nie chodziły takie poddenerwowane, na pewno żyłyby jeszcze dłużej. Nie wiem, czemu mnie aż tak nie lubią, naprawdę się starałem do nich być dobry. Najwidoczniej są mądrzejsze niż Mikleo, skoro mnie omijają... aż do teraz. Albo może Wąsik się zmęczył ciągłym unikaniem mnie? Odkąd jest zima, mnóstwo czasu spędzam w domu, więc albo mogą spędzać ten czas ze mną, albo na tym zimnym dworze.
- Zawsze możemy dać dom nowym zwierzakom – zaproponowałem, starając się oddychać spokojnie, miarowo i nie za głęboko. Bo co, jeżeli wezmę zbyt głęboki wdech, i go spłoszę? Nie, niech sobie odpocznie. Ja poczekam, aż wstanie sam. Mam czas, gdzie w końcu mi się spieszy? Wszystko mamy na razie zrobione, kupione, i nic nie muszę robić, poza porządnym wygrzaniem się, no ale to właśnie w tej chwili robię.
- To nie będzie to samo. Każdy zwierzak jest inny – powiedział cicho, nie przestając drapać kociaka za uchem. Też bym go podrapał. Jednak, strasznie się bałem, że jak tylko się ruszę, to zaraz się coś stanie i ucieknie. Na razie zadowolę się jego obecnością na moich kolanach.
- Wiem, ale kolejnym kociakom możemy zapewnić dom. Uratować kolejne, maleńkie istnienia, o ile będą tego chciały – odpowiedziałem, nie mając z tym żadnego problemu. Zawsze trochę to milej będzie w domu, no i jak ja będę pracować, Mikleo nie będzie sam.
- Szlachetne. I takie niepodobne do złego demona – zauważył rozbawiony, na co pokręciłem z niedowierzaniem głową. Teraz to mi to zawsze będzie wypominać.
- Zły demon lubi słodkie kotki, co mam ci powiedzieć – wzruszyłem lekko ramionami. Dobrze, że wraz ze zmianą nie pozbyłem się tej słabości. Że potrafiłem kochać, i cieszyć się z drobnostek, i że są dla mnie ważniejsze rzeczy niż sianie zniszczenia po całym świecie. W końcu, gdybym zniszczył ten świat, moje dzieci i Mikleo nie miałby gdzie żyć, nie mówiąc o tym, że nie byliby z tego faktu zadowoleni. Tak, to jeden z takich główniejszych powodów. - I piękne aniołki. A zwłaszcza takiego jednego, w szczególności – dodałem, szczerząc się do niego szeroko.
- Ależ oczywiście, że tak – pokręcił z niedowierzaniem głową, przytulając się do mojego ramienia. - Zobaczymy, co z tym zrobimy. Na razie mamy jeszcze dwa wspaniałe kociaki. I może wkrótce dziecko – zaproponował, co mnie zaskoczyło.
- Jakie dziecko? - spytałem, nic nie rozumiejąc.
- Nasze dziecko. Mówiłem ci, że chciałbym ci dać dziecko – odpowiedział. No tak, mieliśmy taką rozmowę... i myślałem, że już ten temat zakończyliśmy. Nie możemy mieć dziecka, bo jego to może za bardzo skrzywdzić.
- Dalej chcesz zajść w ciążę? Jesteś pewien? To jest zbyt niebezpieczne. Nie wiadomo, jak dziecko by się odżywiało, bardziej jak anioł czy może bardziej jak... ja. Nie zniósłbyś przecież tego – uświadomiłem go, patrząc na niego ze zmartwieniem. Jak byłem człowiekiem, albo aniołem, to było to jednak bezpieczniejsze. Teraz zbyt wiele niewiadomych.
<Owieczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz