niedziela, 25 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

Zdecydowanie lubiłem, kiedy mi to mówił.
Kiedy powtarzał, że przy mnie jest mu najlepiej.
Że w końcu znalazł kogoś idealnego.
I doskonale wiedziałem, że tak jest, a jednak wciąż chciałem to słyszeć. Chciałem, żeby wypowiadał te słowa na głos, żebym mógł poczuć tę cichą, niemal wstydliwą satysfakcję. Że jest przy mnie. Że daje mi to, czego potrzebuję. Że mnie kocha.
Choć prawda była brutalna, nasz związek nigdy nie powinien istnieć.
Powinien mnie zabić podczas naszego pierwszego spotkania. I jestem pewien, że gdyby był innym typem łowcy, zrobiłby to bez wahania, bez mrugnięcia okiem. Wtedy jeszcze nie wiedział, jakim wampirem jestem. Wiedział tylko, że zabijałem. Nikt nie zadał sobie trudu, by wyjaśnić dlaczego.
W ludzkich opowieściach byłem potworem. Bestią, która morduje dla krwi i przyjemności. Nigdy tym, który się mścił.
Nikt nie mówił o tym, że zabrano mi wszystko.
Ludzie są podli. Odebrali mi dom. Odebrali mi rodzinę. Bezpieczeństwo, spokój, przyszłość. A kiedy ja zapragnąłem zemsty, kiedy chciałem, by poczuli ten sam ból, który we mnie zaszczepili, nagle stałem się potworem.
W tej całej sytuacji oni.. Więc kim oni są?
Dlaczego oni nie noszą tego samego piętna? Dlaczego nikt nie nazywa ich bestiami, skoro pozbawili mnie wszystkiego, co miałem? To niesprawiedliwe, że to ja zostaję osądzony jako zły, tylko dlatego, że jestem wampirem. A oni? Oni nie ponieśli żadnych konsekwencji. Bo przecież ja i cała moja rodzina zasługiwaliśmy na śmierć. Nie byliśmy ludźmi.
Jakby to wystarczało za usprawiedliwienie.
To nie ja rozpocząłem tę wojnę.
Ja tylko chciałem ją zakończyć.
- No i tak, możesz mi mówić - Stwierdziłem z rozbawieniem, posyłając mu piękny, świadomy uśmiech. - Zdecydowanie bardziej mi odpowiada, gdy mi się tak podlizujesz. - Stwierdziłem, oczywiście nie mogąc ukryć zachwytu, tego powodu.
- W takim razie będę mówił tak długo, jak tylko życie mi na to pozwoli - Zapewnił cicho.
Ujął moją dłoń i delikatnym ruchem zdjął z niej pierścień, ten sam, który skrywał moje wampirze akcenty przed światem. Przez chwilę po prostu na mnie patrzył, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół.
- Od razu lepiej - Dodał z uśmiechem. - Zdecydowanie bardziej wolę oglądać cię takiego. Prawdziwego. Mojego wampirzego, pięknego partnera. - Wyszeptał te słowa niemal przy samych moich ustach, po czym musnął pocałunkiem mój policzek. Drugą dłonią gładził kociaka, który czy nam się to podobało, czy nie, w końcu głośno zaprotestował, domagając się uwagi.
Miauknął przeciągle, wręcz oburzony, jakby chciał nam przypomnieć, że istnieje. Że jest tu. I że absolutnie nie zamierza akceptować faktu, iż poświęcamy sobie nawzajem zbyt wiele uwagi, a jemu stanowczo za mało.
Bo jak to tak, on tu jest, a my bezczelnie skupiamy się na sobie?
Skupiliśmy całą naszą uwagę na kociaku, jakby był najważniejszą istotą na świecie. Głaskaliśmy go, przytulaliśmy i ogrzewaliśmy własnym ciepłem, dając mu dokładnie to, czego potrzebował i czego się od nas domagał z pełnym przekonaniem, że mu się to po prostu należy.
- Zdecydowanie nie zgadzam się na kolejne zwierzę - Stwierdził nagle Elian, zerkając na mnie spod półprzymkniętych powiek. - Mam już dość tego małego czorta. Chciałbym w końcu móc cie przelecieć - Wypalił to tak nagle i bezceremonialnie, że parsknąłem śmiechem. Tego tonu zdecydowanie jeszcze u niego nie znałem.
- No Proszę, proszę - Odpowiedziałem rozbawiony. - Ktoś tu chyba stał się wyjątkowo niewyżyty. Czyżbyś nie potrafił pogodzić się z myślą, że nie zawsze będziesz w centrum mojej uwagi? A mój tyłek nie codziennie będzie mógł cię ugościć? - Dopytałem, unosząc w rozbawieniu brew, a kociak, jakby doskonale wyczuł napięcie, zamruczał głośniej, triumfalnie przypominając nam, że to on wygrał tę rundę.

<Elianie? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz