wtorek, 13 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

Wyjście na miasto w pojedynkę było wydarzeniem co najmniej dziwnym, zwłaszcza po tak długim czasie, gdy niemal wszędzie chodziliśmy razem. Oczywiście nie przeszkadzało mi ani spędzanie czasu z nim, ani samotne spacery. A jednak, szczerze mówiąc, czułem się lepiej, gdy był obok. Z nim u boku wszystko wydawało się prostsze, spokojniejsze. Nawet jeśli w rzeczywistości nic mi nie groziło, sama jego obecność dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Paradoksalne, bo przecież byłem silny. Niebezpieczny, jeśli zaszłaby taka potrzeba. I choć on nigdy nie patrzył na mnie w ten sposób, fakty pozostawały faktami, poradziłbym sobie nawet bez niego, gdybym chciał i bardzo musiał.
Nie myśląc, a raczej usilnie starając się o nim nie myśleć, ruszyłem na spotkanie z miastem. Miałem zaledwie dwie godziny, by zdobyć to, czego potrzebowałem, i wrócić do mojego zazdrośnika, zanim naprawdę zacznie się denerwować. Bo o ile jego zazdrość bywała urocza, wręcz pochlebna, o tyle nie chciałem, by w czasie mojej nieobecności martwił się o mnie bardziej, niż to konieczne.
Miasto przywitało mnie jak zawsze, gwarem, zapachem ulic i spojrzeniami przypadkowych ludzi. Bez większego trudu zdobyłem wszystko, po co wyszedłem. Choć słowo „zakupiłem” było tu dość umowne. W rzeczywistości nie miałem przy sobie pieniędzy, więc nie mogłem po prostu zapłacić za smycz, obrożę ani słodkie kuszące kokardki.
Musiałem więc sięgnąć po inne środki. Po swoje piękno. Po magiczne spojrzenie i niewinny uśmiech, który od dawna potrafił owijać ludzi wokół palca. Jedno spojrzenie, odrobina uroku, lekki uśmiech i już. Drzwi się otwierały, dłonie same podawały mi to, czego chciałem, a ja wychodziłem z łupem, nie płacąc ani grosza..
Dzięki temu udało się. Miałem wszystko, czego potrzebowałem. Pozostało tylko wrócić do niego, zanim moja nieobecność zdąży zamienić się w niepokój, a niepokój w zazdrość, która tym razem mogłaby przestać być taka urocza.
Zadowolony, powoli kierowałem się w stronę gospody, gdzie faktycznie miałem spotkać się z moim partnerem. Zapewne wciąż się o mnie martwił, zupełnie niepotrzebnie. W końcu jestem już dużym chłopcem i naprawdę nie trzeba nade mną roztaczać takiej opieki.
Gdy byłem już całkiem blisko celu, na swojej drodze natknąłem się na coś zupełnie nieoczekiwanego. Małe, czarne maleństwo siedziało zmarznięte na uboczu. Było puchate, drobne i wydawało z siebie takie żałosne dźwięki. A ja nie wiedziałem, czy faktycznie płakało, chociaż dokładnie tak to brzmiało.
- Hej… co ty tu robisz? - Mruknąłem, przykucając przy maluchu - Ktoś cię wyrzucił? Mój biedaczku… - Wyciągnąłem rękę, a kociak nawet nie próbował uciekać. Był lodowaty, taki słaby, takie biedny.
- Chodź, zabierzemy cię do ciepłego miejsca. Musisz się ogrzać - Dodałem ciszej.
Nie mogłem go tu zostawić. Był bezbronny, samotny i wyraźnie zmarznięty. Nieważne, co powie Elian, ten kociak zostaje z nami.
Ostrożnie schowałem malucha pod płaszcz i ruszyłem w stronę gospody, starając się przejść tak, by nikt mnie nie zauważył. Samo wejście nie było problemem, ale nie byłem pewien, jak Dona zareaguje na obecność zwierzaka.
Do pokoju wszedłem wcześniej, niż planowałem. Od razu dostrzegłem mojego przystojniaka leżącego na łóżku. 
Gdy tylko mnie zobaczył, uniósł się i uśmiechnął.
-;Zdążyłeś… szczerze mówiąc, jestem zaskoczony - Powiedział, wstając i ruszając w moją stronę, najwyraźniej z zamiarem przytulenia mnie.
- Zaczekaj chwilkę - Powstrzymałem go, cofając się o krok.
Rozchyliłem płaszcz i delikatnie wyjąłem spod niego maleńkie, drżące ciałko. Ostrożnie wsadziłem kociaka w jego dłonie, wiedząc, że Elian ogrzeje go szybciej i lepiej niż ja.
- Co to jest? - Zapytał z wyraźnym zaskoczeniem.
- Kot. Chyba wiesz, jak wygląda - Odparłem, zerkając na malucha. - Nie wiem, skąd to pytanie. - Mruknąłem, wzruszając ramionami.
- Wiem, że to kot - Powiedział, mimowolnie przytulając zwierzątko do siebie. - Chciałem zapytać, dlaczego on tu jest... - Wyjaśnił.
- Znalazłem go na ulicy. Był zmarznięty, sam i taki… biedny. Nie mogłem go tam zostawić. Na dworze na pewno by nie przeżył - Wyjaśniłem, czując, jak ściska mnie w środku na samą myśl..
Od razu spojrzałem na kociaka wtulonego w Eliana dopiero wtedy poczułem ulgę. Teraz był na pewno bezpieczny.

<Rudy? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz