Chyba nigdy nie byłem masowany, i to tak bez żadnej zbereźności, i teraz doświadczałem naprawdę przyjemnych rzeczy. Serathion miał siłę, którą wiedział, jak wykorzystać, by było mi dobrze i by mi nie zrobić żadnej krzywdy. Muszę go zdecydowanie częściej o to prosić, bo czemu by nie? Skoro ma taki darz czemu miałby się on zmarnować?
Westchnąłem ciężko, kiedy troszeczkę zwiększył ucisk. Czułem, jak mimo wszystko powoli odpływam. Było mi w tej chwili naprawdę błogo, byłem bezpieczny, miałem obok siebie tych, których kocham... czy potrzebowałem czegoś więcej? Może ciepła. Dłonie Serathiona zdecydowanie bardziej zyskałyby, gdyby były ciepłe, ale tymi lodowatymi też się zadowolę. Całym nim się zadowolę.
– Muszę przyznać, marnujesz swoje talenty. Muszę cię częściej prosić o takie masaże – wymruczałem zadowolony, kiedy poczułem, jak ze mnie schodzi.
– Skoro taki to mój talent... To może nim zacznę zarabiać? – zaproponował, uśmiechając się do mnie niewinnie. – No wiesz, żeby mieć drobniaki na prezent dla ciebie. Jak ostatnio ci sprawiłem prezent, to narzekałeś, że kradłem. A tak? Zaproponuję komuś masaż w zamian za przedmiot, który chce.
– Zabraniam. Jesteś mój, tak więc mam prawo do tych dłoni i te – tutaj ująłem jego smukłe dłonie i ucałowałem i jedną, i drugą. – Należą do mnie. I do nikogo innego, i tylko mnie mogą masować.
– Och? Myślałem, że to ja jestem panem, a nie że mam pana – uniósł rozbawiony jedną brew.
– Twoje wczorajsze chodzenie na smyczy mówiło co innego – uśmiechnąłem się zadziornie, przyciągając go bliżej siebie. – Bardzo posłuszna z ciebie suczka.
– I się ciesz, bo to jedyny raz, kiedy mogłeś mnie zobaczyć w obroży – odparł, dumnie unosząc podbródek.
– I co, teraz ta biedna obróżka pójdzie w zapomnienie? Skoro już ją zdobyłeś, trzeba z niej korzystać – wymruczałem, całując jego usta. Zaraz po tym jednak poczułem, jak coś mi się wspina na ramię. Mały zazdrośnik. – No dzień dobry. Już stwierdziłeś, że najwyższa pora się upomnieć o głaski, co? – zapytałem, ostrożnie go chwytając i ściągając z mojego ramienia.
– Za długo mu uwagi nie poświęcałeś – odpowiedział Serathion, wyciągając dłoń i drapiąc go pod bródką.
– Ja? Ostatnie dwie godziny był cały czas przy mnie. Jak już ktoś na niego powinien zwracać uwagę, to ty – prychnąłem cicho, patrząc na kociaka spod przymrużonych oczu. A on, nie przejmując się niczym, wtulił się się w moją dłoń. Jak tak na niego patrzę, to on jest bardzo... mały. Drobniutki. Albo to ja mam tak duże dłonie.
– On mnie lubi do zabawy. Ale do tulenia to ty się idealnie nadajesz, i on to wie – uśmiechnął się delikatnie. – My się świetnie bawimy, jak ciebie nie ma.
– Tak? To może powinienem wyjść? – zapytałem, unosząc jedną brew.
– Do tej cycatej lafiryndy? Tylko byś spróbował – Serathion zmrużył gniewnie oczy. Czyli dalej się przejmuje... w sumie, może to dobrze, że mi nie towarzyszy za dnia, jak idę na śniadanie albo obiad. Przecież on by palpitacji serca dostał, a jego serce nie bije.
– A po co, skoro mam ciebie obok? Z tobą mi znacznie lepiej – wymruczałem mu do ucha, po czym go oczywiście ucałowałem. W końcu, tylko on mnie interesował. Mam nadzieję, że w końcu to zrozumie.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz