Okrutnym z jego strony było to, że we mnie nie wierzył. Ja tu się staram, walczę o naszą prywatność, bliskość, a on we mnie nie wierzy? Ma szczęście, że tam bardzo mi na nim zależy, i na sobie, i dalej będę trenować tego małego czorta, by mieć troszkę dla nas prywatności. Nie oznacza to jednak, że kociak już nigdy nie będzie mógł z nami spać. Czasem, jak sobie leżymy, może do nas przyjść, pomiziać się, zażądać atencji, no ale nie cały czas. To męczące dla mnie, dla nas. Nawet się wykąpać razem nie możemy, bo już zaczyna się drzeć. To naprawdę potrafi zmęczyć.
– Dobrze, że się nie poddałem, bo w przeciwnym razie na taki seks jeszcze by ci przyszło długo poczekać – uśmiechnąłem się do niego niewinnie, a następnie przytuliłem go do siebie mocniej. Jeszcze chwilka takiej bezczynności, nim zajmę się praniem, i wszystkim innym. Ale przede wszystkim może wpierw kąpiel? Skoro mamy spokój, i ciszę, możemy się grzecznie wykąpać. Razem. Ależ za tym tęskniłem.
– Ja mógłbym jeszcze wytrwać – powiedział dumnie, na co uniosłem jedną brew. Mhm, wytrwałby... Ledwo go dotknąłem, a już był cały mój, gotowy spełnić każdy mój rozkaz.
– Oczywiście. Chyba dodatkowe dwie sekundy – puściłem mu oczko, szczerząc się jak głupek.
– Oj, bo grabisz sobie. A jak sobie nagrabisz, zostanie ci tylko rąsia – zmrużył niezadowolony oczy. Szczerze, nie wierzyłem w jego groźby. Ja jestem od niego uzależniony, i on jest uzależniony ode mnie. To jest wzajemne.
– Mhm. A tobie zwierzątka, jak jakieś uda ci się upolować – odgryzłem się. – Ja nie wytrwam bez ciebie, ty nie wytrwasz beze mnie. I teraz, mając tę wspaniałą wiedzę, może pójdziemy się umyć? W takiej średnio ciepłej wodzie, żebym ja nie zmarzł, i ty mi nie marudził. Nieprędko taka okazja się wydarzy ponownie – odparłem, rysując na jego nagim biodrze szlaczki. Niby taki dotyk niewinny, a jego ciało tak wspaniale drżało. Delikatnie, ledwo wyczuwalnie, ale drżało, jakby delikatnie mi dawało znać, że mam mu poświęcać atencję, że mego dotyku pragnie. A to mi schlebiało.
– Powinienem się na ciebie obrazić za te słowa – burknął, w ja go trochę nie rozumiałem. Za co znów ta obraza? On jest naprawdę przedziwny.
– Możesz się obrażać, owszem. Masz na to czas, jesteś w końcu nieśmiertelny, będziesz żyć wieczność. Ale ja nie mam wieczności. Także każda kłótnia, foch, obraza to będzie czas, którego ze mną już nie zdążysz nadrobić. Mój czas jest mocno ograniczony i dobrze, żebyś o tym pamiętał – powiedziałem spokojnie, a następnie ucałowałem go w czoło. – Idę więc przygotować kąpiel. Jeśli chcesz, możesz do mnie dołączyć, woda cię nie poparzy. A jeżeli chcesz się obrażać, obrażaj się. Ja i tak cię kocham – powiedziałem łagodnie, gładząc jeszcze przez chwilę jego policzek i dopiero po tym podniosłem się z łóżka, zostawiając go z jego myślami.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz