środa, 21 stycznia 2026

Od Mikleo CD Soreya

Nie byłem do końca przekonany, czy aby na pewno nic się nie działo. Przecież gdyby naprawdę wszystko było w porządku, mój mąż nie drżałby z zimna… prawda? Nikt bez powodu nie nakrywa się kocem tak szczelnie, jakby chciał ukryć całe swoje ciało przed chłodem uderzającym z każdej strony.
Mógł zostać w domu. Naprawdę mógł. Sam zająłbym się zakupami. Wiem jednak, jak on na to patrzy, uważa mnie za zbyt słabego psychicznie, zbyt delikatnego na ten świat. Jakby bycie Serafinem oznaczało, że nie potrafię się bronić. Że nie zrobię nikomu krzywdy… prawda?
A przecież to nie do końca tak. Owszem, stronię od przemocy, ale to wcale nie znaczy, że jestem bezbronny. Potrafię się bronić tak samo jak każdy inny. Nawet jeśli spróbowałbym mu to wytłumaczyć, i tak pozostałby przy swoim. Ja mówię jedno, on wie drugie. I nic tego nie zmieni. Więc nie było sensu się spierać. Przynajmniej nie zbyt często.
- Mimo wszystko i tak przygotuję ci gorącą herbatę… albo może czekoladę - Zaproponowałem w końcu, uśmiechając się do niego łagodnie. - Sam chętnie bym się napił. Miło byłoby mieć towarzystwo. - Wziąłem go chyba odrobinkę na litość.
- Ty mały złośniku - Mruknął z rozbawieniem. - Oczywiście, że próbujesz mnie podejść, żeby dostać to, czego chcesz… Dobrze. Napiję się z tobą tej twojej czekolady. Ale się nie przyzwyczajaj, nie będę pił tego codziennie - Na moich ustach pojawił się jeszcze szerszy uśmiech piękniejszy, niż sądziłem, że w ogóle potrafię mieć.
- Bardzo mnie to cieszy - Przyznałem, muskając delikatnie jego policzek.
Zabrałem się do kuchni, by przygotować nam gorącą czekoladę. Miała go rozgrzać… a mnie po prostu trochę uszczęśliwić. Bo przecież uwielbiałem gorącą czekoladę jak nic innego na tym świecie.
Przygotowanie gorącego napoju zajęło mi zaledwie dwie, może trzy minuty, i już wszystko było gotowe. Mogłem wrócić do mojego męża, który wciąż zwijał się pod kocem, szukając jak najwięcej ciepła.
- Proszę, wypij swój gorący napój - Powiedziałem, podając mu kubek. - Na pewno poczujesz się lepiej. A jeśli tylko chcesz, możemy za chwilę położyć się do łóżka. Wczorajszy obiad jest już gotowy, a dzieciaki same będą w stanie go odgrzać… więc co szkodzi odrobina lenistwa? - Nie miałem nic przeciwko temu, żeby wspólnie wyciągnąć pościel, przebrać się w piżamy i położyć się razem. Mój mąż dostanie ciepły sweter, koc, może nawet dwa i kołdrę, a ja grzecznie położę się obok niego. Będę starał się nie przytulać do jego ciała, żeby go nie wychłodzić. W końcu on potrzebuje ciepła, a moje ciało zawsze było chłodne, chyba że to on przekazywał mi swoje przytulając się do mnie.
Było coś kojącego w tym cichym rytuale. Gorąca czekolada w jego dłoniach, miękki koc, nasze drobne gesty troski, wszystko to sprawiało, że zimno i niepokój zaczynały ustępować miejsca spokojowi i bliskości.
- Szczerze powiedziawszy, to chyba nie będzie aż taki zły pomysł - Przyznał w końcu. - Skoro i tak mamy wszystko przygotowane… Co prawda znalazłoby się wiele innych rzeczy, które można by zrobić, ale zostawmy to na później. Może faktycznie połóżmy się na chwilę. - Zgodził się na mój pomysł, a ja poczułem ciepło w sercu. Uśmiechnąłem się i powoli podniosłem z kanapy, dając mu jasny sygnał, że czy tego chce, czy nie, będzie musiał wstać, abym mógł wyciągnąć pościel z kanapy. Tam, pod ciepłą poszwą, obaj schowamy się przed całym światem.

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz