Przez chwilę wpatrywałem się w jego ciało. Ależ on był piękny... Nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście. Tak cudownego aniołka mogę mieć tylko ja, i nikt inny. W chwili, gdy zakrył swoją porcelanową skórę otrząsnąłem się ze swoich myśli i sięgnąłem po grzebień i gumki, po czym zabrałem się za rozczesywanie jego włosów. Znów mu trochę urosły, o kilka centymetrów. Jak on to robi, że tak szybko mu te włosy rosną? Przecież jego pielęgnacja była bardzo prosta, z tego co kojarzę to nawet nie zawsze nakłada na nie jakąś odżywkę czy maskę, a są piękne. Takie długie, i miękkie, i zdrowe, i lśniące... skąd mu się to bierze?
– Masz jakieś specjalne życzenie? – zapytałem, z uwagą rozczesując jego kosmyki.
– Hmm... sam nie wiem. Ten wianek z warkocza w twoim wykonaniu bardzo mi się podoba – zaproponował, na co pokiwałem głową. Wianek z warkocza... trochę z tym roboty było.
Nie narzekałem jednak. Zabrałem się za zaplatanie jego włosów uważając, by za bardzo go nie pociągnąć za włosy, nie jest to nic przyjemnego. Starałem się, by jego fryzura wyglądało jak najlepiej, nic nie odstawało, i pięknie wyglądało. W końcu, po półgodzinie, udało mi się skończyć.
– No i gotowe. Jak zwykle wyglądasz przepięknie – powiedziałem, po czym ucałowałem go w czubek głowy.
– To twoja zasługa – stwierdził, odwracając się moją stronę. – Idziemy?
– Idziemy, idziemy. Wolisz wpierw spisać listę, czy idziemy tak na żywioł? – zapytałem, pomagając mu wstać z małego stołeczka.
– Lista... lista byłaby dobrym pomysłem – stwierdził po chwili.
– W porządku. Zrób więc listę, a ja przyniosę pieniądze, i przygotuję Psotkę na spacer – zdecydowałem, całując go w policzek i zaraz od niego odchodząc. Miałem w końcu trochę rzeczy do zrobienia, chociaż nie tak dużo, jak on. On musiał i sprawdzić, i pomyśleć, i zapisać. A ja? Chwyciłem za sakiewkę, schowałem ją za pazuchę, i już mogłem ruszać do psiaków.
Psotka była podekscytowana, w przeciwieństwie do Banshee, która leżała rozleniwiona przy kominku. Właśnie, kominek... dołożyłem trochę drewna do kominka. Muszę pilnować, by paliło się tu cały czas, dla Banshee to lepiej, no i dla Hany. One najbardziej potrzebowały ciepła, ja tam sobie jakoś poradzę. Ja wolałem ciepło tylko i wyłącznie dla komfortu, bez tego sobie poradzę, ale oni już nie.
– Ciebie będę zabierać na spacer, jak już zacznie się wiosna – odezwałem się do Banshee, drapiąc ją za uchem.
– Już jestem – usłyszałem za sobą głos mojego ukochanego. Już wszystko ogarnął? Rany, on to jednak szybki jest, nie to co ja. Mnie by to zajęło dłużej, bo zanim bym pomyślał, zanim bym napisał... mnóstwo czasu by mi to zajęło, z pewnością.
– To co, możemy się zbierać? – spytałem, podnosząc się z klęczek. Mój wzrok mimowolnie padł na zewnątrz... na sam widok śniegu zrobiło mi się zimno. Okropnie jest na zewnątrz.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz