Czy on właśnie, tak odrobinkę, mnie obraził? Może faktycznie tak się stało, tylko czy w ogóle mi to przeszkadzało? W gruncie rzeczy byłem nazywany już na tyle różne sposoby, że żaden z nich nigdy nie poruszył mnie na tyle, bym poczuł się urażony. Zastanawiało mnie jedynie to „czarny czort”. Owszem, moje włosy były czarne jak pióra kruka, ale czy to wystarczy, by od razu tak mnie nazywać? Futerko jeszcze rozumiem, on faktycznie był cały czarny. Ja… raczej nie. Chociaż czasem sam nie do końca rozumiałem, co właściwie kłębi się w mojej głowie. A co dopiero jego.
- Czarny czort, mówisz? - Zapytałem rozbawiony. - Czyli to oznacza, że ja mogę mówić do ciebie „rudzielec”? - Położyłem się po drugiej stronie łóżka, uważając, by nie przeszkadzać maluchowi, który spał wtulony w szyję mojego partnera.
-:Cóż, jeśli sprawi ci to przyjemność, nie będę miał nic przeciwko - Odparł, odwracając się w moją stronę i przyciągając mnie bliżej do siebie.
Futerko natychmiast podniósł się do siadu, wydając z siebie cichy, niezadowolony dźwięk. Wspiął się po Elianie i stanął dokładnie między naszymi twarzami, jakby chciał jasno zaznaczyć swoją obecność.
- Chyba ktoś się na ciebie obraził - Stwierdziłem z rozbawieniem, delikatnie chwytając kotka i próbując ułożyć go niżej, tak by spał między nami, a nie dokładnie na wysokości naszych twarzy.
- Bardzo mi z tego powodu nie przykro - Mruknął Elian, przytulając mnie mocniej.
Zupełnie nie przejmował się kociakiem, który po chwili i tak wtulił się w jego ciało, korzystając z bijącego od niego ciepła.
Widząc, że kotek jest bezpieczny i że jest mu ciepło, nie odezwałem się już ani słowem. Pozwoliłem Elianowi odpocząć, dziś naprawdę się postarał. Zajął się mną najlepiej, jak potrafił, a ja umiałem być za to wdzięczny, nawet jeśli ktoś porównywał mnie do czarnego czorta.
Noc przeleżałem grzecznie, raz spoglądając na mojego partnera, innym razem na kota. Nie odzywałem się, nie poruszałem, właściwie nie robiłem nic. Mimo że chwilami trochę mi się nudziło. Przed snem miałem wypić wino, ale przyznam, że zupełnie o nim zapomniałem. Teraz było już za późno. Nie mogłem wstać, nie mogłem się ruszyć, jeden nieostrożny ruch i mógłbym go obudzić, a tego zdecydowanie nie chciałem.
Na szczęście noc w końcu dobiegła końca. Elian i Futerko obudzili się razem, zdecydowanie za późno, przynajmniej jak na mój gust.
- Nareszcie - Mruknąłem, pusząc policzki. - Nawet nie wiesz, ile musiałem czekać, aż w końcu się obudzicie. - Elian parsknął cicho śmiechem i położył dłoń na moim policzku, uśmiechając się do mnie ciepło.
- Wybacz, Różyczko - Powiedział łagodnie. - Musiałem się wyspać. Wczoraj trochę mnie wymęczyłeś. - W jego spojrzeniu pojawiła się zadziorna iskra.
- Myślę, że gdyby nie Futerko, jeszcze trochę bym cię pomęczył - Dodałem, odsłaniając rząd śnieżnobiałych, ostrych kłów.
- Ach, w to akurat nie wątpię - Odparł. Patrząc na to, że teraz Futerko nie da nam spokoju, cieszmy się, że w ogóle mieliśmy dla siebie choć odrobinę czasu. - Mówiąc to, pogładził mnie po włosach, zupełnie nie kryjąc zadowolenia po wczorajszych świętach.
- To prawda. Futerko jest bardzo uczuciowym koteczkiem - Przyznałem. - Ale myślę, że z czasem mu to przejdzie. Dajmy mu jeszcze tydzień, dwa… może trzy. Uspokoi się, zaaklimatyzuje i w końcu będzie miał nas dość. Zajmie się swoimi zabawkami, a my odzyskamy trochę przestrzeni. - Przeciągnąłem się leniwie, czując, że muszę w końcu podnieść się z łóżka i rozprostować kości.
- Idziesz coś zjeść? - Zapytałem. - Maluch też jest głodny. Jemu również mógłbyś już coś przynieść.
Uśmiechnąłem się do niego możliwie najładniej, doskonale widząc tę charakterystyczną, niezadowoloną minę. Cóż, ja na dół zejść nie mogłem, a on i tak tam zmierzał, więc jaka to różnica? Żadna. I tak pójdzie. Po co więc te spojrzenia? One i tak nie miały najmniejszego znaczenia.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz