czwartek, 29 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

Gdy mój partner zniknął za drzwiami łazienki, westchnąłem cicho i przytuliłem kociaka, który mruczał tak przyjemnie, jakby chciał mnie uspokoić. Jego ciepło i delikatny dźwięk sprawiały, że na moment wszystko zwalniało. A jednak gdzieś pod tą chwilą spokoju czaiło się uczucie, że mój partner bywa o tę bliskość odrobinę zazdrosny. Może mówić, co chce, ja i tak czułem, że pragnie, abym całą uwagę skupił właśnie na nim.
I skupię. Dokładnie tak, jak sobie tego życzy. Ale za chwilę wtedy, gdy opuści łazienkę i wróci do mnie, oczekując tego, czego potrzebuje najbardziej: odrobiny lenistwa, ciepłej bliskości, miękkiej czułości. Tego rodzaju obecności, która nie wymaga słów.
A kotek? Kotek z godnością przeniesie się na fotel tam, gdzie jest jego miejsce. Zwinie się w kłębek, odpocznie, wyciszy się. Wróci do nas dopiero wtedy, gdy mój partner da mu na to ciche przyzwolenie.
Spędzałem z Futerkiem tyle czasu, ile było mu potrzebne, grzecznie czekając na partnera, który w końcu do mnie wrócił. Gdy tylko pojawił się w pokoju, bez słowa rzucił się na łóżko, ciężko przy tym wdychając powietrze. Zmarszczyłem brwi. To było dziwne, przespał przecież całą noc, a mimo to wyglądał na zmęczonego, jakby sen wcale go nie ukoił.
Może powinien mieć większy kontakt ze słońcem? Może częściej wychodzić na zewnątrz w ciągu dnia? A może to moja wina, w tym miejscu światło niemal nie docierało, a przecież słońce to witaminy, energia… coś, czego ludzie potrzebują, prawda? Sam nie wiedziałem. Wiedziałem tylko, że zaczynam się o niego martwić.
Z lekkim niepokojem położyłem kociaka na fotelu, dając mu znać, by tam został. Mruknął cicho, jakby rozumiał, po czym zwinął się w kłębek. Wróciłem do partnera i położyłem się na poduszce tuż obok niego, odwracając się tak, by móc spojrzeć mu prosto w oczy.
- Wszystko w porządku? - Zapytałem cicho. - Ostatnio jesteś strasznie zmęczony. Może powinieneś wyjść w ciągu dnia na spacer… trochę słońca dobrze by ci zrobiło. - Mówiąc to, położyłem dłoń na jego policzku. Był przyjemnie ciepły, znajomy. Ten dotyk uspokajał mnie niemal tak samo, jak kocięce mruczenie chwilę wcześniej.
- Nic mi nie jest, Różyczko - Mruknął spokojnie. - To tylko lenistwo daje mi się we znaki. Powinienem chyba więcej robić, ruszać się, zużywać energi. żeby aż tak się nie rozleniwić. - Parsknąłem cicho śmiechem. Jeśli naprawdę uważał, że brakuje mu zajęcia albo że powinien zużyć trochę energii, by przestać czuć się tak ospałym… cóż, w takim razie byłem więcej niż gotów mu w tym pomóc. I miałem przeczucie, że moja pomoc bardzo przypadłaby mu do gustu.
- Wiesz - Odezwałem się po chwili, z ledwie ukrywanym rozbawieniem - Jeśli chcesz, znam kilka całkiem fajnych sposobów na spożytkowanie energii. Bez potrzeby wychodzenia z łóżka… Myślę, że obojgu nam się to spodoba i że obaj będziemy usatysfakcjonowani tą grą - Uśmiechnąłem się znacząco, pozwalając sobie na odrobinę zaczepności. Drażnienie się z nim było zbyt kuszące, by sobie tego odmówić, zwłaszcza że obojgu nam sprawi to równie dużo przyjemności, które lubimy i których nie mieliśmy zamiaru ukrywać.

<Elianie? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz