piątek, 30 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Nie obchodziło mnie, co myśleli inni mężczyźni. Dla mnie liczyło się to, że te malinki były moje, a to wyraźny znak dla innych, że mają się od niego odwalić, bo już kogoś ma. Kogoś, kto nie lubi się dzielić. Wyjątkiem jest ten mały czarny czort. Nie podoba mi się za bardzo fakt, że muszę mu oddawać moją Różyczkę, i zgadzam się na to tylko dlatego, że Serathionowi się to podoba, i czerpie psychiczny spokój i przyjemność z tego, że przy nim jest. W przeciwnym razie... cóż, wtedy pewnie w ogóle byśmy tego kota nie mieli. 
– Dzięki nim wszyscy widzą, że jesteś czyjś, a tak konkretnie to mój – odpowiedziałem, delikatnie się uśmiechając do mojego pięknego partnera. Cały mój. I tylko mój. Gdybym mógł go jakoś wyraźniej oznaczyć... niestety, zostają mi tylko malinki. 
– Ciekawe, czy w ogóle na to zareagują. Wczoraj w nocy niespecjalnie przejmowali się moimi odmowami – rzucił lekko, co mi się nie spodobało. Oczywiście się domyślałem, że tak będzie. Jest zbyt atrakcyjny. Zbyt słodki. Za bardzo przyciąga uwagę. Z jednej strony, spodziewałem się tego. Z drugiej zdenerwowało mnie to bardzo. 
– Gdybym ja tam był, powybijałbym im zęby – syknąłem, zaciskając pięści na samą myśl o tych wszystkich facetach, co ślinią się na jego widok. Dlatego tak bardzo nie lubię go puszczać samego. Ale co mam poradzić, jak on chce? Przecież go nie zamknę. 
– Oczywiście, bo jesteś wspaniałym samcem alfa, który nie pozwoli na moją krzywdę – uśmiechnął się do mnie słodziutko. – To zamierzasz teraz ćwiczyć? 
– Tak, tak. Już się zbieram – po tych słowach niechętnie podniosłem się do siadu. Od czego by tak zacząć...? Jeśli nie liczyć położenia się z powrotem do łóżka.
Byłem jednak konsekwentny, bo wiedziałem, że jeżeli teraz sobie odpuszczę, wszystko pójdzie się jebać. A ja taki nie jestem. Jak coś postanowię, to słowa dotrzymuję. Zacząłem proste ćwiczenia, trochę rozciągania, trochę brzuszków, deski, przysiady, a na sam koniec oczywiście kąpiel. Serathion nie wpuściłby mnie do łóżka spoconego, a i ja nie lubiłem, kiedy moje ciało się kleiło. Zatem kąpiel to była oczywistym wyborem na sam koniec ćwiczeń. 
– Jeszcze wypadałoby pobiegać... ale to sobie może na wieczór zostawię. Teraz już mi się nie chce – mruknąłem, kiedy tylko wróciłem z łazienki, jeszcze nawet nie do końca wytarty. I strasznie głodny. Niedawno jadłem śniadanie, a już zjadłbym obiad. 
– Po tym wszystkim chcesz jeszcze biegać? – spytał zaskoczony i rozbawiony jednocześnie. 
– Mięśnie trochę wyćwiczone, to i najwyższa pora się za kondycję zabrać – odpowiedziałem, uśmiechając się szeroko. Im w końcu lepszą będę miał kondycję, tym dłużej będę mógł się z nim kochać, a to przecież najważniejsze, prawda? Żebym mógł chociaż dotrwać do momentu, w którym i on czuje zmęczenie, to już będzie dla mnie sukces, bo za często podczas naszych stosunków się to nie zdarza.

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz