Oczywiście, że chciałem wyjść. A dodatkowo jeszcze chciałem się z nim podroczyć, to całkiem fajna zabawa, zwłaszcza gdy on też w nią gra. On rozumie mnie, ja rozumiem jego i jakoś tak… życie staje się przyjemniejsze, bardziej kolorowe, bardziej zabawne. Po prostu inne, dokładnie takie, jakie lubię najbardziej.
- Oczywiście, że chcę - Odpowiedziałem bez wahania. - Podoba mi się to miasto i podoba mi się wychodzenie poza gospodę. Chociaż nie wiem, czy tobie się spodoba przy tym chłodzie. Na zewnątrz jest naprawdę nieprzyjemnie - Dodałem, nawet nie próbując udawać, że jest inaczej.
- Tym się nie przejmuj - Stwierdził spokojnie. - Jestem dorosłym mężczyzną i jeśli mówię, że chcę z tobą iść, to biorę pełną odpowiedzialność za to, że może być mi zimno. - Pochylił się i pocałował mnie w policzek, jakby chciał przypieczętować swoje słowa.
- To co, wina? - Zapytał po chwili.
Podał mi lampkę, żebym potrzymał ją w dłoniach, zanim otworzy butelkę i naleje do niej wino.
- Ależ poproszę - Przyznałem chętnie, czując, że mam ochotę na drobną rozkosz w ustach. Co jak co, wino nie mogło mnie upić ani mi zaszkodzić, a skoro mój partner sam mi je przynosił… kim bym był, gdybym nie przyjął prezentu?
To było wręcz niesamowite wampir, który nigdy nie pił alkoholu, teraz chętnie kosztował jego smaku. Co prawda nie było mi to potrzebne i nie musiałem tego robić, jednak skoro mi to przynosił i sam proponował… dopóki mogłem, zamierzałem z tego korzystać.
- Ależ proszę bardzo - Powiedział z lekkim uśmiechem. - Pij, ile chcesz. Cała butelka jest tylko i wyłącznie dla ciebie. - Zakręcił kurek, by reszta wina nie wylała się ani kropli.
- Oczywiście - Odparłem rozbawiony. - W końcu, jakby nie było, muszę być… łatwiejszy. - Miałem nadzieję, że doskonale wie, o co mi chodzi.
Elian zaśmiał się cicho, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Ty już jesteś łatwiejszy - Stwierdził rozbawiony. - Nagi, ciągle chętny i tylko mój. Więc chyba tym mnie już nie zaskoczysz. - Pochylił się i pocałował mnie w policzek, a ja w końcu uniosłem lampkę do ust. Zacząłem kosztować wino powoli, pozwalając, by jego smak drażnił moje gardło, lekko cierpki, prowokujący, jednocześnie zniechęcający i zachęcający do kolejnego łyku.
- Ohoho, wypraszam sobie - Zaprotestowałem, udając oburzenie. - Wcale nie jestem taki łatwy. Musisz mi coś dać w zamian, żebym dał ci dokładnie to, czego chcesz. - Spojrzałem na niego spod przymkniętych powiek, wiedząc doskonale, że ta gra jest tylko pozorem. W rzeczywistości wcale się nie obraziłem, wręcz przeciwnie. Gdyby tylko chciał, oddałbym mu się nawet teraz, bez wahania.
Bo właśnie to lubiłem najbardziej.
- Dać coś w zamian? - Powtórzył, unosząc brew. - Daję ci wszystko, czego tylko chcesz. Daję ci siebie, cieleśnie. Daję ci wino na każde zawołanie… i daję ci nawet krew - Dodał, uśmiechając się do mnie zadziornie, jakby doskonale wiedział, jaką reakcję to we mnie wywoła.
- A widzisz - Mruknąłem z satysfakcją. - A mógłbyś dawać jeszcze więcej. Mógłbyś się bardziej postarać. - Wyznałem to oczywiście całkiem teatralnie, z przesadą w głosie i błyskiem rozbawienia w oczach. Bawiłem się w tą grę najlepiej, jak tylko potrafiłem, przeciągając słowa, smakując je niemal tak samo jak wino, wiedząc, że doskonale rozumie, iż nie chodzi o prawdziwe żądania… tylko o przyjemność z samego przeciągania tej chwili.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz