Chętnie oddałem się w jego ramiona, pozwalając mu mnie przytulić i trwać w tym uścisku tak długo, jak tylko potrzebował. Sam również wtuliłem się w jego ciało, chłonąc ciepło bijące od niego i rozkoszując się jego zapachem. Naprawdę, jak na człowieka pachniał niezwykle przyjemnie, wręcz kusząco. Zawsze uwielbiałem takie zapachy. Lubiłem, gdy ludzie o siebie dbali.
Może dlatego, że jako wampir miałem wyjątkowo wrażliwy nos i czułem znacznie więcej niż niejeden człowiek. Przykre wonie potrafiły uderzyć mnie nagle i bezlitośnie, wykręcając żołądek i odbierając przyjemność z każdej chwili. Tym milsze było więc doświadczanie czegoś tak czystego, ciepłego i kojącego jak jego zapach.
Pozwoliłem sobie jeszcze przez moment pozostać w jego ramionach, nim w końcu podniosłem się z bali. Otarłem ciało i założyłem swoje ciasne ubrania te, które zawsze tak pięknie podkreślały każdy fragment mojej sylwetki. Lubiłem je. Lubiłem świadomość własnego ciała.
- Do zobaczenia… wrócę za godzinę, może dwie - Wymruczałem cicho, muskając jego usta pocałunkiem na pożegnanie.
Chwilę później zniknąłem za drzwiami łazienki. Narzuciłem płaszcz na ramiona i opuściłem gospodę, czując na sobie czyjeś spojrzenie. Oczywiście Dona. Gdyby tylko mogła, chyba zjadłaby mnie żywcem za sam fakt, że ośmielam się wyjść bez mojego partnera.
Bo przecież jeśli nie zabieram go ze sobą, to na pewno idę go zdradzać, gdzie się tylko da i z kim tylko się trafi. Bo taki właśnie jestem. Przynajmniej w jej oczach.
Ta kobieta naprawdę mogłaby sobie odpuścić.
Na zewnątrz zachowywałem się nienagannie. Byłem grzeczny, nikogo nie zaczepiałem, z nikim nie rozmawiałem i robiłem wszystko, by nie zwracać na siebie najmniejszej uwagi, choć doskonale wiedziałem, że było to zadanie z góry skazane na porażkę. Sam mój wygląd, moja aparycja, a nawet ubranie, które miałem na sobie, przyciągały spojrzenia innych. Nie mogłem nic na to poradzić.
Jedyne, co pozostawało w mojej mocy, to jasno pokazać, że nie jestem zainteresowany jakimkolwiek bliższym kontaktem. I właśnie to robiłem. Gdy tylko ktoś próbował się zbliżyć, dawałem wyraźnie do zrozumienia, że nie interesują mnie ani rozmowy, ani flirt, bez względu na to, czy chodziło o mężczyznę, czy o kobietę. Mimo to zachowanie niektórych osób naprawdę mnie zdziwiło.
Elian miał rację. Niektórzy zupełnie się nie krępowali. Nie pytali, czy mogą podejść, czy mogą dotknąć, czy w ogóle mają do tego prawo. Byli nachalni, zbyt pewni siebie, jakby moja obecność była dla nich zaproszeniem. Domagali się uwagi, której nie chciałem i której nie zamierzałem im dać.
Uważając, by nikt przypadkiem mnie nie okradł, trzymałem dłonie głęboko w kieszeniach i uważnie obserwowałem otoczenie. Starałem się trzymać z dala od ludzi, omijać ich spojrzenia i nie wdawać się w żadne interakcje. Jednak im dłużej przebywałem pośród nich, tym bardziej rosła we mnie irytacja, aż w końcu stała się trudna do zniesienia. Obecność innych zaczęła mnie męczyć na tyle, że bez dłuższego zastanowienia postanowiłem wrócić do pokoju.
Do Eliana. Do partnera, który zapewne już martwił się moją zbyt długą nieobecnością.
- Wróciłem - Odezwałem się cicho, gdy tylko wszedłem do środka.
Szybko jednak dostrzegłem, że Elian spał. Zamknąłem więc drzwi bezszelestnie, starając się nie wydać najmniejszego dźwięku. Zdjąłem płaszcz, przebrałem się w jego koszulę i ostrożnie wsunąłem pod kołdrę, nie chcąc go obudzić. Musiał być zmęczony, skoro zasnął mimo mojej nieobecności, a ja nie chciałem mu tego snu odbierać.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz