Z prawdziwym niepokojem wyczekiwałem powrotu Eliana i kociaka. Miałem szczerą nadzieję, że to maleństwo, które pokaże gospodyni, rozmiękczy jej serce i sprawi, że pozwoli nam zatrzymać Futerko w naszym pokoju. Był przecież taki mały… taki bezbronny. Wyglądał na chorego i słabego, to prawda, ale jeśli dobrze się nim zaopiekujemy, na pewno przeżyje. Przetrwał już pierwszą noc, a to znaczyło, że nie było wcale aż tak źle. Chciałem w to wierzyć całym sobą.
Siedząc na łóżku, coraz bardziej zdenerwowany, zacząłem zaciskać dłonie na misiu, którego Elian mi podarował. Nie do końca wiedziałem, jak poradzić sobie z tym natłokiem emocji. Zazwyczaj byłem tym spokojnym, neutralnym tym, który się nie martwi, nie panikuje i przyjmuje wszystko takim, jakie jest. Teraz jednak było inaczej. Bałem się. Bałem się, że gospodyni każe nam wyrzucić to maleństwo.
A na to nie mogłem pozwolić.
Nawet gdyby oznaczało to odejście stąd. Może nie teraz, nie za dnia, słońce prawdopodobnie by mnie zabiło, ale nocą… Jeśli mnie do tego sprowokuje, zabiorę Futerko i odejdziemy. Bez wahania.
Nieobecność Eliana dłużyła mi się niemiłosiernie. Każda kolejna minuta ciągnęła się w nieskończoność, dlatego poczułem ogromną ulgę, gdy w końcu go zobaczyłem. A jeszcze większą, gdy dostrzegłem, że wrócił do mnie z kociakiem w ramionach.
- I co… mam się już pakować? - Zapytałem ostrożnie, nie wiedząc, jaka była decyzja kobiety.
Elian w odpowiedzi uśmiechnął się lekko.
- Na nasze szczęście nie. Dona zgodziła się, żebyśmy trzymali Futerko w pokoju, pod warunkiem, że nie będzie w nim robić bałaganu - Odparł, po czym podał mi kociaka.
Maluch od razu wtulił się we mnie, głośno mrucząc, jakby doskonale rozumiał, że właśnie wydarzyło się coś ważnego.
- Słyszałeś, Futerko? - Powiedziałem cicho, uśmiechając się szeroko. - Zostajesz z nami. Zaopiekujemy się tobą i doprowadzimy cię do porządku. - W tamtej chwili poczułem coś na kształt spokoju. Zgoda gospodyni była jak małe zwycięstwo, a ciepło kociaka przy mojej piersi tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że zrobiliśmy dobrze.
- Bardzo się cieszę… - Powiedział szczerze. - A teraz przepraszam, ale muszę go nakarmić. Choć właściwie nie wiem, czy powinienem. Skoro mam zabrać go do lekarza, to może lepiej poczekać? - Nie do końca rozumiałem, o co chodzi i dlaczego Futerko miałby nie jeść. Wydawało mi się to dziwne, w końcu był taki mały i słaby. A jednak, skoro Elian twierdził, że karmienie teraz nie jest dobrym pomysłem, może faktycznie warto było się nad tym zastanowić. Nie chciałem zrobić niczego, co mogłoby mu zaszkodzić.
- Też nie wiem, czy powinien iść do lekarza głodny - Dodałem po chwili wahania. - Ale jeśli czujesz, że tak będzie lepiej, to może daj mu tylko wodę. A z karmieniem wstrzymaj się przynajmniej do czasu, aż wrócicie. - Przytuliłem słodkiego malucha do piersi, ostrożnie i czule, jakby był zrobiony z porcelany. Cicho zamruczał, a ja poczułem, jak napięcie powoli ze mnie schodzi. Chciałem tylko jednego, żeby było mu dobrze.
Elian wziął ode mnie malucha i spróbował napoić go wodą, nieco na siłę, głównie dlatego, że Futerko uparcie nie chciał pić. Widok ten ścisnął mnie w środku, ale wiedziałem, że robi to z troski, nie z braku delikatności.
- No dobrze… pójdę już z nim - Powiedział w końcu. - Postaram się wrócić najszybciej, jak tylko się da.
Pochylił się i ucałował mnie w usta, krótko, lecz czule, po czym opuścił pokój, zabierając malucha ze sobą. Drzwi zamknęły się cicho, a ja po raz kolejny zostałem sam.
Pozostało mi tylko czekać. Cierpliwie, albo przynajmniej próbować. Mając nadzieję, że wszystko będzie z maluchem po prostu dobrze.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz