Jak dla mnie to imię było takie trochę dziwne. Idąc jego tokiem myślenia, równie dobrze mógłby się nazywać Ogonek, Nosek czy chociażby Łapka. Nie zamierzałem tego jednak komentować. Jego zwierzak, jego wybór. Najważniejsze, by był szczęśliwy, a skoro to go właśnie uszczęśliwia... Martwiło mnie tylko to, jak szybko się do niego przyzwyczaił. Ile minęło, dwie godziny? A co będzie, jak jednak nie przeżyje? W końcu był taki delikatny psychicznie. Bałem się, że może tego nie udźwignąć. Skoro moją chwilową nieobecność spowodowaną przez ranę omal się nie załamał. Nie mam pojęcia, jak przeżyje śmierć istotki, na której już mu zależy.
– Ciężko mi powiedzieć, czy Futerko da radę – zacząłem ostrożnie, nie chcąc dawać mu fałszywej nadziei, ale i też nie chciałem mu go przygnębić. Czyste fakty... albo raczej ich brak. Bazowałem na swojej bardzo podstawowej wiedzy. – Już się nie trzęsie, wydaje się cieplejszy, więc już powoli z wychłodzenia wychodzi. Ładnie zjadł, i jeżeli nie zwymiotuje w przeciągu godziny to też będzie dobry znak. Martwi mnie z kolei jego nosek. Jest suchy i co gorsza ciepły. Nie wiem, czy to dlatego, że ciągle go wtula w moją dłoń, czy może jest to gorączka. Za jakąś godzinę dwie spróbowałbym mu dać znów trochę posiłku, i do tego trochę letniej wody, albo mleka. Przydałaby się jakaś strzykawka, koty niechętnie piją wodę, a on jej potrzebuje, i to bardzo. Trzeba go będzie trochę przymusić – mówiłem spokojnie, patrząc na niego z uwagą. Naprawdę wydawał się przejęty. Muszę zrobić więc wszystko, by ten kociak przetrwał, nawet jeżeli nie do końca wiem, co robię. Polegam na swojej intuicji, no i wiedzy, którą to wyniosłem z życia. Też pytanie, co powie medyk dla zwierzaków... Na razie może skupię się na tym, by dotrwał do świtu. I co powiedzieć Donie. Teraz jej nie ma, to łatwo było mi przekonać jej pracownicę do wydania mi drobno posiekanego, mało przyprawionego mięsa. Dieta, na pewno będę musiał wypytać medyka o dietę, bo nie mam pojęcia, czym go karmić.
– I jeszcze chyba go trzeba umyć, tak? Mówiłeś, że ma robiaki – zapytał, wyciągając rękę, by palcem pogładzić go po nosie.
– Z kąpielą bym poczekał, dopóki nie nabierze sił. Może... może w jakimś gdzieś udałoby mi się dorwać jakiś proszek, który by je zabił? Ale teraz już nic nie jestem w stanie zrobić – przyznałem, ostrożnie poprawiając go w swoich dłoniach. Trochę zaczęły mnie boleć plecy, chyba powinienem się o coś oprzeć. – Chcesz go potrzymać? – zapytałem, zauważając oczywiście jego chęć do wzięcia go w swoje łapki.
– Nie mogę, lepiej go wygrzejesz – odparł prawie od razu.
– Przegrzania też musimy unikać. Śmiało – zaproponowałem, wyciągając tego precelka w jego stronę.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz