Czy on w tej chwili mówił to zupełnie poważnie?
Doskonale zdawałem sobie sprawę, że z moim partnerem nie zawsze wszystko jest w porządku, w końcu ludzie bywają dziwni i często zupełnie dla mnie niezrozumiali, ale on… on właśnie pobił wszystko, co znałem i czego nie byłem w stanie pojąć.
Naprawdę obudził się tylko dlatego, że jego ciało było zimne, i uznał, że to idealny moment, żebym go ugryzł i napił się jego krwi?
Przecież mogłem zrobić to później. Za pięć, sześć, nawet osiem godzin, kiedy się wyśpi, a jego ciało będzie znacznie bardziej zregenerowane niż teraz. Byłem niemal pewien, że byłby mi za to wdzięczny. Nawet jeśli w tej chwili uważał inaczej.
- Ty tak poważnie? - Zapytałem w końcu. - Jest późno w nocy. Przed chwilą się obudziłeś, wciąż jesteś śpiący i zmęczony. Majaczysz. Idź spać, a jak się obudzisz, wrócimy do tematu.
Zdecydowałem, jak zawsze, stawiając na swoim. Bo przecież nie będę pił jego krwi w środku nocy i zupełnie nie obchodziło mnie, że on uważał inaczej.
- Jestem bardzo poważny - Mruknął. - Niestety, czy tego chcę, czy nie, i tak w końcu zasnę. Nie stanie się to jednak od razu, jesteś zimny a i mi ciężko będzie się od razu ogrzać. A skoro nie zasnę od razu, to po co tracić czas? Mogę dać ci krew, której potrzebujesz, żebyś nie był głodny. - Zauważył to z taką pewnością, jakby mówił o czymś zupełnie oczywistym.
Był upierdliwy. Naprawdę. W tej chwili mógłby sobie to wszystko po prostu odpuścić.
Westchnąłem cicho i schowałem twarz w jego ramionach.
- Później. Idź spać - Poleciłem, widząc po nim, że jest wyczerpany, ledwo myślący i chyba nie do końca świadomy tego, co mi właśnie proponuje.
+ Serathion… coś powiedziałem - Burknął, próbując zabrzmieć groźnie. Niezbyt mu to wyszło.
- Później. Śpij — powtórzyłem, zamykając oczy, żeby nie widzieć jego spojrzenia. W ten sposób było jakoś łatwiej to wszystko znieść.
- Ależ ty jesteś uparty - Fuknął.
Ale już nie naciskał. Chyba zrozumiał, że cokolwiek by nie zrobił, mojego zdania i tak nie zmieni.
- I kto to mówi - Mruknąłem.
Potem zapadła między nami cisza. Nie chciałem jej przerywać. Chciałem tylko, żeby znów odpłynął do krainy snów.
Mój partner, mimo wszelkich prób walki, w końcu odpuścił i zasnął.
Trochę to trwało dokładnie tak, jak sam zapowiadał, ale gdy wreszcie jego oddech się uspokoił, a ciało rozluźniło, zapadła cisza.
Cisza pełna spokoju.
Miałem pewność, że nic ani nikt nie naruszy jego snu. Dopilnuję tego. Już ja się o to postaram.
Nie obudzi się, dopóki jego własne ciało i sen nie uznają, że nadszedł właściwy moment. Nie wcześniej.
Czuwałem, wsłuchując się w równy rytm jego oddechu, pilnując, by noc pozostała tylko nocą, bez zakłóceń, bez niepotrzebnych myśli, bez głodu i bez lęku.
Teraz mógł odpocząć. A ja… ja miałem czas, aż znów otworzy oczy.
Elian obudził się dopiero wtedy, gdy ja sam poruszyłem się na łóżku, mając już dość bezczynnego leżenia. Poza tym Futerko wyraźnie domagał się uwagi, a skoro i tak nie spałem, mogłem mu jej dać tyle, ile potrzebował.
Kot mruczał głośno, wtulony w moje ramiona, zupełnie jakby chciał podkreślić swoją obecność i niezadowolenie z tak długiego ignorowania.
- Dzień dobry, śpiochu. Jak się czujesz? - Zapytałem, podchodząc do Eliana z kotem na rękach.
Spojrzał na mnie jeszcze nie do końca przytomnie, mrużąc oczy, jakby rzeczywistość dopiero powoli do niego docierały.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz