piątek, 23 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Ten mały gowniak skradł mój pocałunek. Mój, był on tylko dla mnie. No i ja nie mam być na niego zły? On to robił specjalnie. Wiem, że robił to specjalnie, bo jest wredny. I zachłanny. Nie wiem, po kim on to ma, pewnie od Serathiona trochę podpatrzył... chociaż, ostatnio moja Różyczka za bardzo wredna nie jest. Jest bardzo miły w ostatnich czasach... no, może nie w słowach, ale w słowach się drażnimy, specjalnie tak. 
– Ostatni raz cokolwiek tutaj przynosisz. Trójka nas tu w zupełności wystarczy – burknąłem, mrużąc oczy, kiedy ten bezceremonialnie się do mnie przytulił, a rak konkretnie do mojej szyi. No tak, tam miał najcieplej. Mała wredota. – Powinien nazywać się zupełnie inaczej. 
– Tak? To jak byś go nazwał? – spytał rozbawiony, gładząc jego brzuszek. 
– Wredota. Złośnik. Atencjusz. Gwiazda. Czort – podałem kilka propozycji, nie spuszczając wzroku z tego małego futrzaka. 
– Nie, to są brzydkie imiona. Futerko jest idealne, i będzie Futerkiem – odpowiedział, kręcąc głową. Nie spodziewałbym się niczego innego po nim. 
– Oczywiście, że będzie. Tak głosi grawer – stwierdziłem, cicho wzdychając. 
– I bardzo dobrze – uśmiechnął się szeroko, wtulając nosek w jego futerko. – Jego futerko jest śliczne, mięciutkie, i pachnące. 
– Oczywiście, że tak. Kąpałem go przecież wczoraj. Tak mi pazury wbił, że mi blizny zostaną już na zawsze – powiedziałem z wyrzutem, chociaż oczywiście sobie trochę żartowałem. Te zadrapania to przecież nic takiego. Owszem, były całkiem głębokie jak na takie maleństwo, i pewnie jakieś tam ryski zostaną, ale to nic w porównaniu z całą resztą mojego ciała. Ale ponarzekać mogła. 
– Mój wojowniku. Jak ja ci wynagrodzę to poświęcenie? – zapytał, przyglądając mi się z rozbawieniem. 
– No cóż, mam kilka pomysłów – uśmiechnąłem się zadziornie, a kociak otarł się o moje usta. Cicho westchnąłem, patrząc z niedowierzaniem na tego małego nicponia. No i co ja z nimi mam? – Na pewno chciałbym masaż. 
– Masaż? – spytał, chyba zastanawiając się nad tym, czy mówię prawdę. 
– Mhm. Masaż. Pleców, chociażby. Tak, taki masaż byłby dobrym pomysłem – przygarnąłem do siebie kota, który zamruczał z zadowoleniem. Chciałem go po prostu przesunąć, by móc patrzeć na mojego partnera, a nie na tego czarnego czorta. – Zresztą, nie tylko plecy miałbym do wymasowania – tutaj puściłem mu oczko. 
– Ależ oczywiście, że tak – pokręcił z niedowierzaniem głową, ale widziałem, jak kąciki jego ust drgają ku górze. 
– Przypilnuj go przez moment. Pójdę mu przynieść jedzenie, i też chyba zjem obiad. A później się przygotujemy i możemy wychodzić. Jeszcze niecała godzina do zachodu – zauważyłem, gładząc jego policzek. Znów będzie musiał założyć pierścionek, czego nie lubiłem. Wtedy znikała jego alabastrowa skóra i czerwone oczy, i stawał się taki trochę... zwyczajny. Dalej piękny, ale jednak te najładniejsze cechy znikną. Te cechy które tak w nim lubiłem... 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz