niedziela, 18 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Tak jak myślałem, w gospodzie się nie za bardzo udzielał ten świąteczny klimat. Dla tych ludzi tutaj był to po prostu dzień jak co dzień. W kuchni i za ladą pracowały kobietki, które albo nie miały wyjścia, albo nie miały rodziny. Były jednak bardzo sympatyczne, proponowały mi najlepsze dania, troszkę zagadywały, ale nie jakoś bardzo nachalnie, zatem nawet miło mi było chociaż trochę z nimi pogadać. Przez tego głupka na górze zacząłem więcej mówić.
Jako, że były święta, postanowiłem sobie zamówić coś bardziej wykwintnego. Raz, czy tam dwa razy w roku mogłem sobie chyba pozwolić na coś innego, i lepszego. 
Zjadłem spokojnie, wypiłem, chwilę pogadałem, po czym kupiłem butelkę wina i poprosiłem o lampkę do tego alkoholu. Niech mój mały arystokrata ma pełną obsługę. Są święta, trzeba być miłym. 
– Już je... stem – mój głos delikatnie się załamał, bo nie spodziewałem się widoku, który właśnie zastałem. 
– Wesołych świąt – wyszczerzył do mnie swoje ostre kiełki. – Czy mam na sobie wszystko, czego chciałeś? 
Przesunąłem wzrokiem po jego ciele. Nie miał na sobie nic poza obrożą i kokardką przewiązaną w niektórych miejscach na jego ciele. Trochę mi przywodził na myśl... sam nie wiem, prezent? Właśnie, prezent. Tylko, skąd on to wszystko wziął? Pieniądze mi nie ubyły, zatem nie zapłacił... albo zapłacił czymś innym. 
– Więc to jest ten prezent, o którym mówiłeś? – spytałem, zamykając za sobą drzwi. Przeniosłem swój wzrok na resztę pokoju, szukając tego małego diabła. Nie ma mowy, by on go odpuścił chociażby na krok, któregokolwiek z nas, tak właściwie. I zaraz go dostrzegłem, śpiącego na fotelu. A więc jednak musiał użyć magii... w sumie, było to do przewidzenia. Kociak zbyt bardzo pragnął naszej atencji, by dać nam spokój tego dnia. – Tylko, skąd ty to wszystko wziąłeś? Bo nie zapłaciłeś. 
– Cóż, ładnie poprosiłem i dostałem – uśmiechnął się do mnie niewinnie. Zatem użył uroku i dostał. 
– Czyli ukradłeś, używając swoich mocy – odpowiedziałem, podchodząc do łóżka i stawiając na szafce nocnej wino wraz ze szkłem dla niego. 
– Moje rączki niczego nie tykały, zatem o żadnej kradzieży nie ma mowy – powiedział, zbliżając się do mnie i wciskając swoją smycz w moją dłoń. – A teraz zrób coś pożytecznego z tą smyczą. I odpakuj prezent, co? Chyba bardzo tego chcesz. Minęło trochę czasu, nim ostatni raz miałeś taką szansę – oblizał lubieżnie usta, czekając na mój ruch.
Mimo, że miałem wielką ochotę po prostu się na niego rzucić, i zrobić z nim, na co mam ochotę. Ale skoro tak dawno nie miałem tej przyjemności, i po tym dniu znów trochę na pewno przyjdzie mi poczekać... Zatem, chciałbym poprzedłużać trochę tę chwilę. Wziąć z niej absolutne maksimum. 
– A ty masz chyba wielką ochotę na moją krew, co? – pociągnąłem go za smycz, bliżej siebie, tak, by był bliżej mojej szyi. – Teraz jak mi stanie, będziesz mógł go od razu wykorzystać, nic się nie zmarnuje – wyszeptałem mu wprost do ucha. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz