piątek, 30 stycznia 2026

Od Soreya CD Mikleo

 Zaskoczony wpatrywałem się w kota, który wcale nie uciekał. To było takie... dziwne. Nienaturalne. Spodziewałem się, że przez mój dotyk kot od razu ucieknie, spłoszy się, bo poczuje zło, które to te dłonie siały. A on jeszcze bardziej się przymila... To na pewno jest nienormalne. Na starość coś mu ewidentnie odwala. Ale chyba można mu to wybaczyć. Niepewnie przesunąłem dłonią po jego mięciutkim futerku, co wywołało w nim milutkie mruczenie. Aż całe moje ciało drżało... dawno nie czułem tego uczucia, a już na pewno nie w tym życiu. Przedziwne uczucie. Przemiłe uczucie. 
– Zastanów się nad tą ciążą jeszcze – po prosiłem, zerkając na niego niepewnie. Miło byłoby mieć własne dziecko, które nie byłoby narażone na moje destrukcyjne działanie, bo dzieliłoby ze mną tę samą aurę. – Dziecko dzieckiem, ale ty będziesz dla mnie najważniejszy. Bez kolejnego dziecka sobie poradzę z pewnością. Ale bez ciebie? Nie dam sobie rady. Dla ciebie żyję. Ciebie bronię. Jak ciebie nie ma, to nie ma i mnie – dodałem, obejmując go wolnym ramieniem. Zdecydowanie on był zawsze dla mnie najważniejszy. Nic innego nie miało znaczenia. 
– Przemyślałem to sobie doskonale, i moja odpowiedź się nie zmieni. Kiedy bliźniaki zaczną swoje życie, będziemy się starać o twoje dziecko – obiecał, mocno mnie martwiąc. To będzie ciężka ciąża. Będę ją naprawdę mocno przeżywał, jeżeli Mikleo naprawdę się na nią zdecyduje. I będę oczywiście robił wszystko, by cierpiał i robił podczas niej jak najmniej. Nie wiem, ile będę w ramię dla niego robić... Ale będę się starał ze wszystkich sił, by miał jak najlepiej. 
– Mam nadzieję, że naprawdę wiesz, na co się piszesz. I że twój Bóg nie ukarze cię jeszcze bardziej – dodałem cicho, także się tego obawiając. Nie wiem w końcu, czy ten głupi Bóg nie uzna tego za jakiś dziwny rodzaj świętokradztwa, czy chuj wie, do czego on to sobie podporządkuje. Na pewno coś tam sobie wynajdzie, jeżeli tak bardzo będzie chciał się przyczepić. 
– Myślę, że Bóg już wie, że na nas nic nie rozłączy i dał nam spokój. Nie musisz się nim przejmować – przyznał spokojnie, jak zwykle mając odpowiedź na wszystko. Oby miał rację. Bo z nim nigdy nic nie wiadomo. Jest bardziej mściwy niż nie jeden demon, to muszę przyznać z pewnością. 
– Chyba kończą mi się już racjonalne argumenty do tego, byś się na nią nie decydował – powiedziałem cicho, zmartwiony tym faktem. 
– Oczywiście, że nie masz żadnych racjonalnych argumentów, bo to pomysł idealny – powiedział nieco aż za dumnie. – Ale to będzie ostatnie dziecko. Na więcej nie licz. 
– Szczerze, to nawet na to nie liczę, jeżeli ma ci to oszczędzić cierpienia. Jesteś wszystkim, czego tak naprawdę potrzebuję – powiedziałem szczerze, tuląc go do siebie. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz