Zaśmiałem się cicho na jego słowa. Bo to nie tak, że słyszałem to już który, setny raz? Za każdym razem, kiedy Serathion mnie kosztuje, musi mu się to wymsknąć, jak nie przez usta, to w spojrzeniu, w sposobie, w jaki oblizywał usta. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że mnie uwielbiał. Że chciał więcej. I mi to schlebiało, chociaż nie potrafiłem zrozumieć, co w mojej krwi było niezwykłego. Słyszałem, że najpyszniejsza krew jest od młodych szlachciców i szlachcianek, a ja błękitnej krwi zdecydowanie nie mam. No chyba, że mój pożal się Boże ojciec jest czy był kimś z wyższych sfer, ale to i tak byłaby ona mocno rozrzedzona, i niespecjalnie dobra. A tu proszę, wielki arystokrata nie może się ode mnie oderwać.
– Cieszę się, że moja niegodna krew potrafi zaspokoić twe wspaniałe kubki smakowe – odpowiedziałem, uśmiechając się zadziornie. Szyja jeszcze nieco mnie bolała, ale to zaraz minie. To i tak niewielka cena za jego szczęście i dobro.
– Mhm. Wyjątkowo dobrze ci się to udaje – odpowiedział, zbliżając swoje usta do moich ust. Nim jednak ten delikatny pocałunek zmienił się nie coś bardziej namiętnego, coś zaczęło wdrapywać mi się po ramieniu. Już? Mój panie, niech on jak najszybciej dorasta. I dać nam spokój. – Ktoś tu się za nami stęsknił – dodał rozbawiony, odsuwając się ode mnie, by móc zająć się tym kociakiem.
– Przecież przed chwilą miał tę atencję, a w ostatnich dniach to powiedziałbym, że nawet ma jej za dużo – mruknąłem, zerkając na tego małego czorta kątem oka.
– Ale wczoraj miał jej bardzo mało. A skoro tak ładnie się zachowywał, to należy się mu nagroda, tak? Kto jest takim grzecznym i mądrym kotkiem? – uśmiechnął się rozczulająco do kota. Powinienem być na niego zły. To na mnie się miał skupiać, nie na nim. Ale skoro ten mały robak sprawia mu taką przyjemność, daje mu szczęście... to kim jestem, by mu to wypominać? Niech się cieszy. Życie go nie oszczędzało, więc skoro ma już jakąś uciechę z tego życia, niech ma. Kot żyję jeszcze krócej od człowieka, więc niech spędza z nim ten czas. Co jak co, ale ja mogę na tym stracić.
– Czy takim mądrym to bym polemizował – mruknąłem niezadowolony, ściągając kociaka ze swojego ramienia i wpychając go w dłonie mojego partnera.
– Jest mądry. Wie doskonale, jak dostać to, czego chce – odparł zadowolony Serathion, tuląc kociaka do siebie. – No patrz, jaki słodziak.
– Widzę, że słodziak, chociaż nie powiedziałbym, że to ten kot jest słodziakiem – ostrożnie zdjąłem ich ze swoich kolan. Niech się ze sobą bawią, ale ja powinienem zrobić kilka rzeczy. – Pójdę zrobić pranie. A wy się tu bawcie – odpowiedziałem, składając na jego czole pocałunek. Zrobię pranie, szybko się z tym uwinę, i już będę mógł do nich wrócić, lenić się i nic nie robić, dopóki nie przyjdzie nocna pora.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz