Jego zachowanie naprawdę mnie rozbawiło. Od początku wiedziałem, że należy do mnie. Każdy, kto choć raz mnie spróbował, zawsze chciał więcej i nie będę udawał, że mi to nie schlebiało. A jednak po nim się tego nie spodziewałem. Potężny łowca, który nagle tracił grunt pod nogami. Ten sam, który jeszcze wczoraj brał mnie tak, jakby świat miał się skończyć.
Uzależnił się ode mnie. Zaskakujące… i cholernie przyjemne.
- Ależ co ja słyszę? - Uniosłem brew, pozwalając sobie na drwiący uśmiech. - Jesteś spragniony mojej skromnej osoby? Przecież sam twierdziłeś, że nie potrzebujesz tego codziennie. Że nie musisz mnie ruchać cały czas - Oczywiście pamiętałem te słowa. Pamiętałem też, że wtedy jeszcze nie znał smaku prawdziwej bliskości. Teraz już wiedział. Wiedział, jak bardzo potrafi uzależniać cudza obecność, ciepło drugiego ciała, napięcie, które nie chce opaść. A ciało, które raz tego zazna, nie zapomina tak łatwo.
- Jestem spragniony - Mruknął w końcu, a w jego głosie było coś niemal dziecinnego. - Uwielbiam cię. To, jak reagujesz, jak drżysz, jak twoje ciasne gorące wnętrze zaciska się na moim kutasie, jak oddajesz się bez reszty. Brakuje mi tego. Brakuje mi ciebie. - Zamilkł na moment, po czym dodał ciszej, z wyraźnym rozdrażnieniem. - Poza tym to twoja wina. Przyzwyczaiłeś mnie do siebie. Przyzwyczaiłeś mnie do tego, że mogę ruchać cię kiedy chce. Wręcz codziennie. A teraz przez tego małego cholernika nie mogę mieć cię, w każdej chwili swojego okrutnego życia. A przyznam taki seks z rana, zdecydowanie lubię gdy mi się nastawiasz, lubię gdy budzisz mnie swoimi gorącymi ustami, siadając na mojego kutasa który tylko czeka na twoje wnętrze - Parsknąłem śmiechem. A to dlatego że naprawdę mnie rozbawił. Dumny łowca, który właśnie przyznał, że stracił kontrolę z powodu jednego głupiego wampira i nawet nie próbował jej odzyskać.
- Ach, naprawdę mi ciebie szkoda - Westchnąłem teatralnie, choć w kącikach ust czaił się uśmiech. - Mnie też brakuje tej bliskości. Przywykłem do tego, że mam cię, kiedy tylko się wypnę… a niestety przy dziecku nie da się robić wszystkiego. - Zauważyłem, wyraźnie rozbawiony jego narastającą desperacją.
- To kot, nie dziecko - Fuknął natychmiast. - I musi się nauczyć, że kiedy dorośli są razem, nie pcha się im pod kołdrę i nie ogląda, co się dzieje. - Parsknąłem, bo tym razem naprawdę mnie zaskoczył.
- Przecież on zawsze wchodzi pod kołdrę - Zauważyłem, marszcząc brwi. - Nie bardzo rozumiem to porównanie..
- Sarkazm - Mruknął. - Ale coś z tym musimy zrobić. Trzeba wydzielić mu jego kąt. Pokazać, gdzie ma spać, żebyśmy w końcu mogli skupić się na sobie. - Zadecydował tonem nieznoszącym sprzeciwu. I, szczerze mówiąc, wcale mi to nie przeszkadzało. Był tylko jeden drobny problem.
- Plan brzmi bardzo dobrze - Przyznałem po chwili. - Tylko widzisz… jest jeden malutki szczegół. On nie ma swojego miejsca. Żadnego legowiska, kącika, niczego, co mógłby uznać za własne. - Zawahałem się, po czym dodałem ostrożniej. - Może gdybyśmy dali mu jakiś koszyk, karton z kocem… cokolwiek, co by mu odpowiadało? Może wtedy, mając swój kąt, nie musiałby być z nami bez przerwy. - Nie byłem do końca pewien, czy to ma sens. W końcu byłem tylko wampirem, nigdy nie miałem zwierząt. Powiedziałem więc to, co akurat przyszło mi do głowy, licząc, że brzmi to mądrzej, niż się czułem.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz