Trochę nie rozumiałem, jak jedno wykluczało drugie. Przecież będę tu cały czas obok niego, i on będzie sobie mógł sobie pić. A noc jeszcze młoda. Nie do końca byłem pewien, jak długo ten mały czort zamierza spać. Biorąc pod uwagę, że jest pod urokiem, będzie spał dłużej niż zazwyczaj. A zazwyczaj śpi tyle, ile ja, bo śpi na mnie, gdyż musi mu być za zimno w dupę. Ciekawe, czy też będzie na mnie spał, jak już się wyśpi. Niedługo się przekonamy.
- No wiesz, możesz pić i spędzać ze mną czas – odpowiedziałem, sięgając po ręcznik. Najwyższa pora go w końcu wytrzeć z tego mojego nasienia. Przez te wszystkie dni trochę się tego we mnie nazbierało, i szczerze, nie miałem dosyć. Potrzebowałem tylko chwilę na złapanie oddechu. Co jak co, ale ja nie mam niesamowitej tężyzny fizycznej. Nie jest ze mną źle, ale w porównaniu do nieskończonej energii Serathiona jestem raczej słaby, jak zresztą każdy człowiek. To musi być dziwne uczucie, nigdy się nie męczyć. Znaczy, może nie nigdy, bo on jednak jest w stanie się zmęczyć. Kilka razy go do tego doprowadziłem. Czyli osiągnąłem coś niemożliwego, tak właściwie.
- I mam tak sam pić? - zrobił minę zbitego psa, jakby to miało mnie kupić. Co jak co, ale ja na tak tanie sztuczki to się nie dam.
- Wiesz dobrze, że ja się z tobą nie napiję. Nie tego. Ale potowarzyszyć mogę zawsze – powiedziałem, chwytając jego dłoń, by ucałować jej wierzch.
- Skoro tak ładnie prosisz... - nachylił się po butelkę, a następnie otworzył ją sprawnie i nalał sobie pełen kieliszek. - Tylko się zastanawiam, po co mi przyniosłeś szkło do tego. Przecież mógłbym wypić prosto z butelki.
- Wielki arystokrata, szlachcic, piłby z gwinta? Nie mógłbym na to pozwolić – uśmiechnąłem się do niego. - Zresztą, ten kieliszek były za darmo. Tylko nie możesz go stłuc.
- Miło, że tak o mnie dbasz – uśmiechnął się do mnie zadziornie, po czym uśmiechnął się zadziornie. - Jak już jesteśmy przy świętach, prezentach i seksie... chciałbyś mnie zobaczyć w czymś jeszcze? Nie tylko w kokardce? - zapytał, od razu się do mnie zbliżając i przymilając, trochę jak kot. Czy jednak faktycznie był jak kot, to bym trochę polemizował. Większość kotów, jak ma ciepło i miękko, to siedzi na dupie i wychodzi w ostateczności. A on? Musiał wychodzić, bo inaczej kurwicy dostawał. To, że ostatnio odmówił wyjścia, było dla mnie naprawdę zaskakujące. Byłem pewien, że skorzysta z propozycji, zwłaszcza, że jakiś czas temu prosił mnie o samodzielne wyjście. I że teraz nie chciał? Dziwna istotka z niego.
- Czy ja wiem? Nie znam się na tym. Nie wiem, w czym cię mogę widzieć – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Dalej ta koncepcja przebieranek była dla mnie... dziwna. Nieznajoma. I nie wiem, na czym polega. Jakoś tak tego nie widzę.
- W czym tylko ci się wymarzył – wymruczał, sprawnie siadając na moich kolanach, a wino w jego kieliszku nawet nie drgnęło.
- A co najczęściej się zakłada, w takich przypadkach? I co w tym wszystkim jest takiego niezwykłego? - zapytałem, drażniąc dłonią jego udo.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz