Oczywiście, że byłem niezadowolony. I rozochocony. Przyzwyczaił mnie do bardzo czystego seksu, i teraz moje ciało ma mały szok. I on się jeszcze śmieje. Oj, gdybym tylko mógł, to bym mu pokazał, bo byłem pewien, że i jemu mojemu dotyku było mało. Czułem to doskonale, kiedy ostatnim razem się kochaliśmy. Był spragniony tych czułości, z chęcią mi się poddawał. Jest tak samo niewyżyty jak i ja. Ja tylko nieco ciężej to przechodzę, bo to dla mnie dosyć nowe. Chociaż, może dla niego na swój sposób też? W końcu pewnie jak miał ochotę na seks, to sobie znajdował kogo tam chciał. A teraz, chociaż już ma tego kogo chce, przynajmniej mam taką nadzieję, to jest poza zasięgiem. Przez tego małego czorta. Gorsze to niż dziecko.
– To twoja wina. Przyzwyczaiłeś mnie do takich dobroci, i teraz cierpię przez ciebie – burknąłem, cicho wzdychając. Kiedy tego futrzaka nie było, czas płynął szybciej. Seks był w końcu bardzo czasochłonny. I rozgrzewający. A tu? Muszę się rozgrzewać piciem, jedzeniem, kocem... A Futerko bezczelnie wykorzystywało moje rozgrzane ciało. Oby Serathion miał rację, i w końcu mu się znudzimy, i nie będzie za nami tak płakał. Wystarczy mi sam fakt, że będę mógł się spokojnie z nim wykąpać, bo jak wiadomo, na kąpieli się kończyć nie musi.
– No tak, najlepiej wszystko zwalić na mnie – pokręcił z niedowierzaniem głową, a na jego ustach błąkał się uśmiech. Świetnie się tu ze mną bawił. A ja byłem strasznie sfrustrowany.
– Cóż mogę powiedzieć, pięknie wyglądasz z moim nasieniem na twarzy – uśmiechnąłem się do niego znacząco. Tak, ten widok był jednym z moich bardziej ulubionych. Sam nie wiem, co w tym jest, ale podniecał mnie ten widok. Też jestem ciekaw, jak prezentowałby się w takich bardziej obcisłych ubraniach... jak w skórze. Byłby ubrany, ale każdy jego atut byłby widoczny, podkreślony. Wcięcie w talii, zgrabne nogi, te śliczne posladki... tak, to mogłoby być ciekawe doświadczenie. No ale przez pewną istotkę, która udaje niewiniątko, to się najpewniej nigdy o tym nie przekonam.
– Nie myśl o tym za dużo, bo zaraz ci stanie. I wtedy pozostaje ci tylko zjazd na ręcznym – uśmiechnął się do mnie niewinnie, nie przestając przy tym pieścić swojego pupila.
– Mam obok siebie ósmy cud świata i mam jeszcze sam sobie strzepać? Aż tak mnie nie pojebało – mruknąłem, cicho wzdychając. – W ogóle, powinieneś coś zjeść. I żadna wymówka tym razem nie zadziała. Jak masz dojść do siebie, kiedy tak jesz w kratkę? Powinieneś siebie bardziej pilnować. Niech Futerko będzie dla ciebie inspiracją. Karmiłem go codziennie po trochu, i już wygląda i czuje się lepiej.
– Ale ja czuję się dobrze – stwierdził uparcie.
– Na jak długo? Twoje oczy już powoli stają się męgne. Skoro ci mówię, że możesz mnie ugryźć, korzystaj z tego. Chcę ci pomóc. Chcę cię wesprzeć. Tyle jeszcze mogę dla ciebie zrobić – powiedziałem cicho, uśmiechając się do niego ciepło, by go zachęcić. W końcu, po co mi tyle krwi? Mogę się nią trochę podzielić. Zwłaszcza z nim. I tylko z nim. Co prawda, kilka wampirów w życiu mnie już pogryzło, ale to raczej się mnie o zgodę nie pytali, a i ja nie miałem na to ochoty. Przynajmniej długo nie pożyli.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz